Recenzja Marty Guzowskiej

Książka Davida Beaty?ego ?Pilot. Naga prawda? ukazała się na półkach księgarń dokładnie w rocznicę katastrofy smoleńskiej, co litościwie zostało przemilczane przez wydawnictwo W.A.B. Dlaczego litościwie, do tego jeszcze wrócimy. Ja dość długo nie mogłam znaleźć czasu, żeby po nią sięgnąć. A teraz pluję sobie w brodę, że nie poczekałam jeszcze trochę, przynajmniej do zakończenia wakacji. Bo, choć to lektura znakomita, w lecie czekają mnie trzy loty. A każdy, kto przeczytał Beaty?ego, musi sobie przysiąc po przerzuceniu ostatniej strony: nigdy, ale to naprawdę już nigdy w życiu nie polecę samolotem.
Jest to, oczywiście, przysięga nierealna, kupiłam już bilety i na pewno ich nie wyrzucę. Będzie to jednak lot z duszą w okolicy pięt. David Beaty pokazuje bowiem, w wyjątkowo przenikliwej analizie, że przyczyna większości katastrof lotniczych leży w nas. To znaczy nie konkretnie we mnie jako pasażerce, ale w człowieku i jego naturze, oraz zgodnej z tą naturą skłonności do popełniania pewnych, określonych błędów.
Gdyby człowiek miał latać, rodziłby się ze skrzydłami. Niby to wiemy, ale wszyscy chcemy wzbić się w powietrze i to od zamierzchłej prehistorii. Legenda o Ikarze, eksperymenty Leonarda, a później braci Wright: te nieudane prośby pociągały za sobą stosunkowo niewiele ofiar. Dopiero kiedy w XX wieku udało się wreszcie opanować, wydawałoby się ? do perfekcji, sztukę latania, ilość ofiar zaczęła iść w setki. Z analizy Davida Beaty?ego wynika niezbicie, że im samoloty bardziej zaawansowane technicznie, im bardziej skomputeryzowane czyli ? pozornie ? im bezpieczniejsze, tym więcej tych setek. Setek ofiar.
Bo w skomputeryzowany samolocie pilot jest o wiele bardziej podatny na nudę i rozkojarzenie, a oba te czynniki obniżają wydatnie jego czujność, refleks i trafność podejmowanych decyzji. Ale nie znaczy to wcale, że przed wprowadzeniem komputerów?do?wszystkiego?z?wyjątkiem?parzenia?kawy?bo?od?tego?są?stewardessy było bezpieczniej. Bo ludzie to tylko ludzie. Wielu z nas (a piloci nie stanowią żadnego wyjątku) ma problemy z lateralizacją (określeniem, która strona jest prawa, a która lewa). Większość z nas boi się zakwestionować decyzje przełożonego. Większość z nas, zwłaszcza ci, którzy wspięli się już na wysokie stanowisko, boi się przyznać, że czegoś nie wie, albo nie zrozumiała. Większość z nas uważa, że szef wie lepiej, w końcu dlatego jest szefem.
Te wyliczankę możnaby długo jeszcze ciągnąc i David Beaty to robi, w fascynujący sposób. Jest przy tym najwłaściwszym człowiekiem na najwłaściwszym miejscu: zaczynał jako pilot, a później zdobył stopień naukowy z psychologii właśnie po to, żeby zajmować się pilotami. Zna więc problemy, o których pisze, z obu stron. Połączcie to z prawdziwym talentem do budowania wartkich zdań i znajomością, często z pierwszej ręki, wielu fascynujących przypadków, i macie bestseller.
Z lektury ?Pilota. Nagiej prawdy? można wyciągnąć wiele wniosków. Ja ograniczę się do trzech. Po pierwsze: ?smoleńska brzoza? nie jest do niczego potrzebna. Po drugie: wszystko wskazuje na to, że kobiety byłyby o wiele lepszymi pilotami niż mężczyźni. Wszystkich błędów nie uniknęłyby, ale przynajmniej tych, które wynikają ze złego rozumienia hierarchii. I wreszcie po trzecie: Beaty pokazuje czarno na białym, że każda mechaniczna czynność, wykonywana przez dłuższy czas, ogłupia. Polecić to należy uwadze tych, który uważają, że miejsce kobiety jest przy dziecku i przy garach. I tym trzecim, nieco zaskakującym, zważywszy na temat, wnioskiem, zakończę. A książkę kupcie, ale po wakacjach.
?Pilota. Nagą prawdę? przeczytałam dzięki uprzejmości pani Violetty Wiśniewskiej z wydawnictwa W.A.B., o której na pewno będę myśleć podczas lądowania (czyli wtedy, kiedy, zdaniem Beaty?ego, wydarza się najwięcej wypadków).





