Recenzja
Adrianna Michalewska
Powieść Carol McCleary to szalona podróż przez świat, historię, kulturę, sztukę i miłość. Jak to możliwe, że autorka zdołała to wszystko pomieścić na zaledwie pięciuset stronach? Nie wiem. Ale jedno jest pewne. W tej powieści gonienie za zbrodniarzem jest równie ważne, jak złapanie drania.
Amerykańska dziennikarka Nellie Bly (uwaga, ta osóbka istniała naprawdę) postanawia piórem walczyć z niesprawiedliwością społeczną wobec kobiet i dobrowolnie zamyka się w domu dla obłąkanych na Blackwell Island. To, co tam widzi wystarcza, aby napisać artykuł zapewniający jej sławę. I tu właściwie powieść mogłaby się zakończyć. 10 dni w piekle to dość materiału na kilkaset stron powieści. Ale nie. To tylko przedsmak tego, jakim rollecoasterem informacyjnym pojedziemy dalej. Nellie wpada na trop mordercy, który rozpruwa kobiety, wykorzystując je do swoich eksperymentów. Potworny, niczym sam doktor Mengele umyka przed Nellie i od tej pory bawi się z nią w kotka i myszkę.

Dziennikarka, choć mała i delikatna, wypowiada zbrodniarzowi wojnę. Ściga go po całej Europie (czyli po Londynie i Paryżu) i za pomocników znajduje sobie Oskara Wilde’a oraz Juliusza Verne’a.
I choć po Londynie prześlizguje się szybko, tak po Paryżu wędruje niestrudzenie, poznając, a my z nią, niejeden klub i szulernię tego miasta miłości.
Oprócz malarzy (Touloulse Lautrec), pisarzy i polityków poznaje także innego geniusza tamtych czasów – doktora Pasteura. To właśnie on ma za zadanie zdemaskować ściganego mordercę z Blackwell Island, który jest także Kubą Rozpruwaczem, bowiem istnieje podejrzenie, że czarna febra, która zbiera śmiertelnie żniwo w Paryżu, to jego sprawka.
Czy Nellie Bly poznała ich wszystkich? Tak! Czy naprawdę była tak obyta i oczytana, jak przedstawia to powieść? Tak! Dość powiedzieć, że gdy legendarny Joseph Pulitzer, jej amerykański pracodawca, zabrania jej jechać do Paryża pod pretekstem słabej znajomości francuskiego Nellie zapewnia, że sobie poradzi. W rzeczywistości biegle władała czterema językami.
Cała ta historia to dopiero wstęp do akcji, która w zawrotnym tempie rozgrywa się w Mieście Świateł. Nellie wpada do grobu i wędruje po bezdrożach paryskich przedmieść. Pije absynt i kosztuje lesbijskiej miłości. Zagląda do najbardziej śmierdzących zaułków miasta, które nie zawsze było piękne.
Zanim zaczniecie czytać, upewnijcie się, że nikt nie ucierpi na tym, że przez dwa dni będziecie niedostępni dla świata. A potem wyobraźcie sobie, że Nellie Bly istniała naprawdę…
Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Bellona.





