Strona główna Recenzje Bond o Bondzie, lepszy pomysł na Święta

Bond o Bondzie, lepszy pomysł na Święta

0
PODZIEL SIĘ

Adrianna Michalewska – recenzja

 

W tym roku minęło 50 lat od chwili, gdy na ekrany wkroczył Doktor No, film z agentem MI6 Jamesem Bondem. Ta okrągła rocznica minęłaby właściwie przy niewielkim echu (choć niektórzy powiedzą, że bez echa), pomijając fakt, że w kinach pojawił się Skyfall, który stał się kolejnym kamieniem milowym w całej serii.

 

 

Wydawnictwo REBIS opublikowało almanach Rogera Moora pt. Bond o Bondzie. 50 lat w służbie jej królewskiej mości. Książka już na pierwszy rzut oka robi wrażenie. Doskonały papier, ponad 400 zdjęć, uporządkowane tematycznie działy o przeciwnikach, gadżetach, samochodach, dziewczynach Bonda, setki ciekawostek, wspomnień, historii zza kulis. Prawie wszystko o Bondzie, ale oczywiście z punktu widzenia sir Rogera Moora. Choć może nie tylko, bo przecież informacja, że George Lanzeby zagrał tylko w jednym filmie (W służbie Jej Królewskiej Mości) bo uznał, że kasy już z tego nie będzie i czas nastawić się na spaghetti western, gdzie za rolę dają okrągły milion za odcinek, wcale nie jest punktem widzenia Moora. A swoją drogą, to szkoda, bo taki luzak jak Lanzeby byłby doskonałym Bondem, gdyby mniej słuchał swoich doradców.

 

 

Dotychczas spółka Broccoli wydała 23 filmy z agentem 007, w rolę którego wcieliło się 6 aktorów. Choć trudno w to uwierzyć, Bondem był nie tylko Sean Connery. Oczywiście to ten Szkot, który kocha pieniądze (wg. Moora) stworzył wizerunek, który obowiązywał aż do Daniela Craiga. A jednak każdy z pozostałych pięciu aktorów ma swoich fanów i przeciwników. Choć Bond o Bondzie to wciąż historia Moora, który nie ukrywa swojej radości z tego, że aż siedem odcinków było jego udziałem to autor nie tai też życzliwości dla twórców serii, choć może sporo powiedzieć o niedociągnięciach i wpadkach, które przy tworzeniu Bonda były nieuniknione. Chyba cała rodzina Broccoli i wszyscy ich znajomi pracowali przy ekranizacjach. Niektórzy przypłacili tę pracę utratą rodziny a kilka osób straciło życie. Przez plan filmowy przewinęło się wielu aktorów, o których nikt w kontekście 007 nie mówi, m.in. Sean Bean i Christopher Walken. Dopiero, gdy czytamy takie podsumowanie poznajemy nieco szerzej biznes zwany James Bond.

Seria filmów o 007 to parada powtarzanych zachowań, gestów i zwrotów. Pełna realizacja wymogów gatunku, bo przecież filmy o Bondzie to chyba już osobny gatunek w kinematografii. Wspólny motyw muzyczny, kobiety (ta, która pierwsza spędzi z Bondem miłe chwile w łóżku musi umrzeć), M., czyli mózg operacji, wróg, który czasem też legitymuje się numerm 00X, Q., facet od wynalazków i niezniszczalne poczucie misji, które najlepiej chyba ujęła M. grana przez Judi Dench podczas Skyfall, gdy staje przed Sądem za wyciek tajnych danych o MI6. Może to i hollywoodzkie, ale robi wrażenie. Świat się zmienia, ale Bond wciąż jest potrzebny. Po tej cudnej filipice chyba już nikt nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości.

Nowy film o Bondzie pojawi się za dwa lata, bo taka jest średnia częstotliwość, z jaką powstają kolejne odcinki. Zanim dowiemy się, czy Craig nadal ma coś do zrobienia (miejmy nadzieję, że nie weźmie sobie pewnych słów metroseksualnego Q. zbytnio do serca) koniecznie trzeba przeczytać i obejrzeć tę książkę. Wydawca naprawdę odrobił lekcję. Tyle informacji, plakatów filmowych i, co najważniejsze, niuansów o Bondzie nie ma nigdzie, nawet w Wikipedii.

Książkę czytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa REBIS.