Strona główna Recenzje Ewa Stachniak, Katarzyna Wielka. Gra o władzę

Ewa Stachniak, Katarzyna Wielka. Gra o władzę

0
PODZIEL SIĘ


Złapana w bursztynie, czyli ?Katarzyna Wielka. Gra o władzę?

Małgorzata Janusiewicz


?Katarzyna Wielka. Gra o władzę? to powieść gdzie narracja prowadzona jest z perspektywy tych, którzy działają za podszewką zdarzeń wielkich salonów i wielkiej polityki, tych, którzy mieli być niewidzialni, służebni i lekceważeni.

I oto kolejna książka, realizująca ten model. Z tym, że pokazuje salony i osoby niezwykłe.

Carycę Elżbietę i cały szereg jej kochanków, młodziutką Katarzynę, pruską księżniczkę wydaną za wielkiego księcia, późniejszego cara Piotra, szalonego carewicza Iwana, trzymanego w twierdzy, Stanisława Poniatowskiego i innych mężczyzn odwiedzających sypialnię Katarzyny. Wszystko to obserwujemy z kuchennego korytarza, zza parawanów i przez szpary drewnianych ścian starego Pałacu Zimowego. Ale nie to stanowi siłę tej powieści.

Plotki i tajemnice nocnych korytarzy Pałacu stają się pretekstem, by ukazać rzecz o wiele bardziej aktualną i nam bliską ? utratę niewinności, nadziei, złudzeń i wiary, rezygnację z wielkich ideowych marzeń, które przyjęło się za swoje.



Patrzymy na dwór carycy Elżbiety oczami tej, która miała być niewidzialna ? Barbary, osieroconej polskiej dziewczynki, córki introligatora, która choć jest dobrze wykształcona i posługuje się czterema językami, zostaje carską szwaczką zagubioną wśród korytarzy Pałacu Zimowego i niechęci otoczenia. Może to właśnie ta atmosfera beznadziei sprawia,

że instynkt przetrwania każe tej czternastolatce zgodzić się na rolę szpiega i donosiciela, a nawet pogodzić się z molestowaniem seksualnym przez zleceniodawcę. Bohaterka została postawiona w sytuacji, gdy wybór wydawał się niemożliwy, a w każdym razie dla niej nie do przyjęcia. Minie sporo czasu zanim zacznie rozumieć, że wybór był zawsze, że rezygnowała z własnego szczęścia, bo nie umiała go dostrzec, a właściwie nie uwierzyła w nie. A przecież nie napędzała jej chęć zysku, ani żądza władzy ? chciała znaleźć swoje miejsce i czyjąś akceptację, mieć poczucie przynależności. Nawet w najczarniejszym mroku, a może wtedy szczególnie, potrzebne jest światło szczerości, lojalności, wiary. W tym mroku nie dostrzegła uczucia męża, za którego ją wydano tak, jak się oddaje niepotrzebny sprzęt. Uwierzyła za to pruskiej księżniczce, równie samotnej i bezbronnej, jak jej się wydawało, za którą poczuła się odpowiedzialna.

Wtedy, gdy się zdecyduje na zerwanie z dotychczasowym życiem, będzie już pozbawioną wszelkich złudzeń hrabiną, marzącą wzorem wolterowskiego Kandyda tylko o spokojnym uprawianiu własnego ogródka. I zrobi to z miłości. Ucieka dla dobra córki.



Tytuł powieści może wydawać się w pierwszym momencie mylący. Katarzyna Wielka pojawia się w tytule powieści, lecz czytelnik widzi tylko słabą i zagubioną, choć sprytną dziewczynę, wymagającą pomocy polskiej sieroty.

Należy jednak pamiętać, że tytuł oryginału brzmi ?The Winter Palace. A novel of Catherine the Great?

Jednak razem z bohaterką zaczynamy stopniowo rozumieć, kto od początku pociągał za delikatne i prawie niewidzialne sznurki intrygi. Okazało się, że w tej grze nie było miejsca na lojalność i szczerość. Nieprzypadkowo pojawia się w powieści obraz dwóch rodzajów pajęczej sieci ? tej lepkiej, która chwyta ofiarę i tej, po której pająk się porusza. Drogocenny dla Barbary dar od Katarzyny, bursztyn z zatopionymi w nim dwiema muszkami uwięzionymi na wieki, symbol i obietnica przyjaźni, okazał się zwodniczym lepem, na który dała się schwytać, ryzykując dla interesów przyszłej carycy bardzo wiele, jeśli nie wszystko.

To jest także historia wiary w mądrą i sprawiedliwą władzę, idei tak nam szczególnie bliskiej dziś we Wspólnej Europie, politycznym ideowym tworze, który miał urzeczywistnić piękny arkadyjski mit wspólnoty, równości, nieustannego rozwoju i sprawiedliwych rządów, a po kolejnych ekonomicznych zawirowaniach i krachu takich wartości, jak solidarność narodów, okazał się równie złudny jak marzenia narratorki o sprawiedliwych i mądrych rządach dwóch władców, carycy filozofki i króla filozofa, nad dwoma bliskimi jej narodami Rosji i Polski.

Po co pisze się współcześnie książki historyczne? By popularyzować historię? Raczej, by dojrzeć to, co najlepiej widać z dystansu? by dostrzec prawa uniwersalne, sprowokować refleksje istotne dla nas, współczesnych. Szkoda, że nie są one po przeczytaniu powieści Ewy Stachniak ani przyjemne, ani łatwe. I nie przynoszą pocieszeń. Choć jest też obecny cień myśli budującej ? to każdy z nas decyduje czy ulegnie lepom możnych tego świata, czy zajmie się własnym ogródkiem.

Serdecznie polecam.

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ZNAK