Strona główna Aktualności Wczorajsza premiera: Tess Gerritsen „Sekret, którego nie zdradzę”

Wczorajsza premiera: Tess Gerritsen „Sekret, którego nie zdradzę”

0
PODZIEL SIĘ

Wczorajsza premiera: Tess Gerritsen „Sekret, którego nie zdradzę”Wczoraj miała premierę książka, na którą czekałam przez półtora roku. A konkretnie od maja 2016, kiedy, przygotowując się do prowadzenia spotkania z Tess Gerritsen podczas Festiwalu Kryminału we Wrocławiu przeczytałam wszystkie powieści z jej serii Isles/Rizzoli. No i przepadłam. A poczekać musiałam długo, bo Gerritsen postanowiła zrobić sobie przerwę i napisać tzw. standalona, czyli powieść niezwiązaną z serią.

W ogóle z tą Gerritsen to ciężka sprawa, bo książki z duetem Rizzoli/Isles pisze za rzadko, jedną na rok, a czasem nawet i to nie.

A przecież jeśli czytaliście, to sami wiecie (a jeśli nie czytaliście, to żałujcie): kto raz wpadnie w tę serię, ten już dobrowolnie nie przestanie.

W „Sekrecie, którego nie zdradzę” bostońska patolożka Maura Isles i jej przyjaciółka, policjantka Jane Rizzoli maja tym razem do zgryzienia ciężki orzech (a zresztą, kiedy nie miały?). Ktoś morduje ludzi i w przedziwny sposób ich okalecza. Młodej dziewczynie wyłupiono oczy, młodego mężczyznę przebito strzałami… Do tego okaleczenia mają miejsce dopiero po śmierci, a ofiary są prawdopodobnie wcześniej obezwładniane mieszanką alkoholu i środka znieczulającego. To musi robić ktoś, kogo znały, komu ufały przynajmniej na tyle, żeby pójść razem do knajpy.

Powieści Gerritsen mają właściwie tylko jedną wadę (zresztą dla fanów to żadna wada): nie da się ich czytać odrębnie, trzeba śledzić serię po kolei.

Bo równie ważne jak śledztwo jest życie prywatne bohaterek. Jeśli ktoś nie czytał wcześniejszych tomów, po prostu nie będzie wiedział, o co chodzi z Amanda, kim dla Maury jest Daniel Brophy i dlaczego matka Jane wyprowadza się z domu. A Gerritsen, oprócz tego, ze jest mistrzynią mrożącej krew w żyłach zagadki kryminalnej, jest też znakomitą pisarką obyczajową. Jej główne bohaterki: chłodna i z pozoru wycofana patolożka, która ukrywa wszystkie emocje, co nie znaczy, ze ich nie przeżywa, oraz dynamiczna, przebojowa, ale często tez zagubiona policjantka są postaciami z krwi i kości, a nie tylko z papieru. Nie pozostawiają czytelnika obojętnym, a śledzenie ich losów jest czasem większą przyjemnością niż śledzenie policyjnego dochodzenia. Połączenie licznych wątków jest uzależniające, co mnie martwi. Bo nie wiem, ile Gerritsen każe mi jeszcze czekać na następną powieść z cyklu Isles/Rizzoli.