Strona główna Aktualności Urodziny Pragi, czyli żałujcie, że nie byliście

Urodziny Pragi, czyli żałujcie, że nie byliście

0
PODZIEL SIĘ

Poczułem się jak główny bohater filmu ?Dzień Świstaka?. Znów przyszli. Są jak zły szeląg. Jak weksel. Jak zły sen. Bo ciągle wracają. Rok w rok. Łukasz Kopeć i Ola Synowiec ze stowarzyszenia Totutotam nawiedzają mnie corocznie. W tym roku też się zjawili. Bo to już III edycja Urodzin Pragi i mam coś zrobić. Mój Boże, co? Okopać się najchętniej, wyjechać na Haiti, albo Wyspy Kanaryjskie. Lub chociaż do Ursusa. Szybko przeliczyłem kasę i wyszło mi, że jeszcze do Ursusa dałbym radę, na dalsze eskapady mnie nie stać. Trudno. Trzeba było stawić czoło rzeczywistości. Więc skrzyknąłem grupę zawołanych ?kryminalistów?. I chociaż organizatorzy przez cały czas chcą odczarować mit Pragi, jako siedziby wszelkiego rodzaju łotrów z pod ciemnej gwiazdy, poszedłem na przekór tej tendencji. A gdzie ulokować ?kryminalistów? bezpiecznie na Pradze? W Klubie Policjanta oczywiście.


 

I tak właśnie narodził się pomysł na wieczór literacko-kryminalno-literacki. W praktyce wyszedł nam wieczór kryminalistyczny. Przepis na imprezę był prosty: autorzy kryminałów, czyli mistrzowie fikcji, kontra realni policjanci i wzajemne ?rwanie sobie pierza?. Inaczej mówiąc dyskusja: dlaczego wizja małego Jasia o tym, jak widzi pracę prawdziwego policjanta na ulicy ma się nijak do rzeczywistości.

 

W sumie jako były gliniarz i ktoś, kto notorycznie popełnia książki mógłbym sam sobie starczyć za grono dyskutantów. Ale postanowiłem rzecz ubarwić i zaprosiłem autorów kryminałów. Na kryminalny zew ochoczo odpowiedział autor poczytnych kryminałów Jacek Skowroński, piszący zazwyczaj z perspektywy osób, co same są na bakier z prawem oraz Jan Siwmir, pisarz, felietonista, fotograf, twórca również w kryminale nieco ?umoczony.

 

Zazwyczaj, gdy myślimy o policjancie, kojarzymy jego osobę z brawurowymi pościgami, zasadzkami, zdobywaniem informacji od kapusiów i przesłuchaniami rojącymi się od podchwytliwych pytań. Na usta od razu ciśnie się słowo ?detektyw?. To o detektywach i ich pracy powstają książki i filmy. Ale nawet najlepszy detektyw niewiele zdziała, jeśli nie będzie miał odpowiednio zabezpieczonych śladów. Bo wiedzieć, kto zabił a udowodnić to przed sądem, to są dwie zupełnie różne rzeczy. Zanim ruszy jakiekolwiek śledztwo, na miejsce zdarzenia przybywa niepozorny, skromny technik kryminalistyczny. Ze swoją tajemniczą walizką i zestawem aparatów fotograficznych. O tych, którzy mozolnie zabezpieczają ślady na miejscu zdarzenia, interpretują ich znaczenie nikt nic nie mówi i nie wie. Bo jest to robota żmudna, wymagająca cierpliwości, uwagi, inteligencji i inwencji, jest natomiast ?nieefektowna?. Bo o ile można się emocjonować widowiskowym pościgiem, to pracochłonne ujawnianie odcisku palca na blacie stołu raczej nie nadaje się do fajerwerkowych opisów obrazujących walkę dobra ze złem. Czas to zmienić! Dlatego postanowiłem, że do zacnego grona literatów dołączy specjalista od spraw kryminalistycznych, Robert Duchnowski, aby rozwiał nieco mroki tajemnicy i pokazał czarno na białym, jak się zabezpiecza ślady i nieco o tym opowiedział.

 

Spotkanie planowaliśmy na godzinę. Robert tak zajmująco i barwnie opowiadał o kryminalistycznej kuchni, że przez bite dwie godziny widownia słuchała w skupieniu, a po spotkaniu wokół Roberta ustawił się wianuszek osób chętnych do omówienia jeszcze kilku nurtujących duszę zagadnień. I w ten właśnie sposób wieczór literacko-kryminalistyczny zamienił się nam w wieczór czysto kryminalistyczny. Co jest dobitnym przykładem na zobrazowanie gliniarskiego powiedzenia, że każdy plan realizacji, pięknie napisany na papierze i ?klepnięty? pieczątką przez najwyższe szarże obowiązuje przez pierwsze pięć minut od momentu rozpoczęcia realnych działań. Bardzo szybko starannie zaplanowane działania zamieniają się w ?Wielką Improwizację?. Zainteresowanie publiczności sprawami dotyczącymi zagadnień związanych z techniką zabezpieczania śladów, wyposażeniem i sposobami stosowanymi przez policjantów na miejscu zdarzenia było tak wielkie, że aż szkoda było schodzić na tematy czysto literackie. Całą uwagę publiczności skupił na sobie Robert. Ale my, pisarze, posmęcimy sobie przy okazji spotkań autorskich. Warto było przyjść do ?Klubu Policjanta?, restauracji z charakterem, bo można było dowiedzieć się rzeczy na co dzień niedostępnych dla zwykłego zjadacza chleba. Co dzień warto tam wpadać, choć co prawda dyskusji kryminalistycznych tam nie będzie, ale jest doskonała kuchnia, miła obsługa i przystępne ceny w niebanalnym wnętrzu.

Zapraszam do Jana Siwmira na FOTORELACJĘ !

 

                                                                                                          Piotr Pochuro