Strona główna Inne To tylko fikcja. Z Katarzyną Bondą, autorką ?Pochłaniacza? rozmawia Marta Guzowska

To tylko fikcja. Z Katarzyną Bondą, autorką ?Pochłaniacza? rozmawia Marta Guzowska

0
PODZIEL SIĘ

MG: Twoja najnowsza powieść ?Pochłaniacz? obfituje w wiedzę techniczną. Skąd Ty to wszystko wiesz? Szczegóły badan osmologicznych, szczegóły postepowania na miejscu zbrodni?

 

KB: Rozmawiam z ludźmi, którzy znają się na rzeczy. Nie wyobrażam sobie nie zapytać o coś, co mnie fascynuje, lecz nie jest to ?moja działka?. Do ?Pochłaniacza? zwłaszcza wykonałam ogromną robotę dokumentacyjną, a nawet wysłałam spore fragmenty tekstu konsultantom, by rzucili na niego okiem i poddałam się krytyce. Wyłapali wiele błędów, gdyby nie ich pomoc czerwieniłabym się ze wstydu na spotkaniach autorskich, choć wiem, że dla większości czytelników nie miałoby to znaczenia. Bo większość z nas takich danych nie potrzebuje.

 

 

Źródło: Dzień Dobry TVN | Autor zdjęcia: Tomasz Urbanek / East News

 

MG: A skąd znajomość policyjnego slangu i zakulisowe szczegóły prowadzenia śledztwa. Licentia poetica czy twarde fakty?

 

KB: Twarde fakty. Wierzę tylko w matematykę i chemię, tak zawsze żartuję.

Niekomfortowo się czuję pisząc o czymś, czego nie dotknęłam. Syndrom niewiernego Tomasza i dewiza: ufaj, ale sprawdzaj. Potrzebuję poza tym dokumentacji, zbieram od lat dialogi, smaczne opowieści, anegdoty, wiele w moich książkach jest prawdy, bo to informacje z pierwszej ręki. Lubię też się schować za bezdyskusyjnymi danymi, nie mam syndromu wieszcza i jeśli będę kiedyś miała takie zapędy proszę kopnij mnie lub uszczypnij. Ale raczej to mi nie grozi, zawsze uważałam, że choć rzeczywistość jest ciekawsza od fikcji to książka fabularna jest potrzebniejsza niż na przykład dokument czy też w dzisiejszych czasach gazeta (media zeszły na psy i ja, jako była dziennikarka, z tego powodu cierpię wręcz fizycznie) ponieważ to fabuła daje nam szansę się zatrzymać i zastanowić na życiem, losem swoim i naszych dzieci. To, jaki to gatunek ma mniejsze znaczenie. Choć kryminał ? moim zdaniem ? dziś wielką literaturą jest.

 

MG: A motyw braci bliźniaków. Wymyśliłaś, czy znasz prawdziwe przypadki, że bracia-bliźniacy (kryminaliści) wzajemnie się kryli?

 

KB: Były takie przypadki. Sprawa z Genui (rozbójnicy bankowi) opisana w ?Pochłaniaczu? jest prawdziwa. Ten motyw pojawił się dosyć szybko, ludzkie klony zawsze mnie fascynowały. To dziwne uczucie. Znam wiele takich par, także damskich i te historie są niezwykłe. Ale też ten temat był już wielokrotnie ogrywany fabularnie ? tak w książkach, jak i filmach ? chciałam go użyć na nowo i do tego potrzebna mi była fabuła ?Pochłaniacza? oraz zapachy. Znasz mnie, więc wiesz, że zabezpieczyłam sobie przez pracą nad swoją powieścią też wiele publikacji naukowych o bliźniakach i znalazłam tam mnóstwo ciekawych case?ów których jeszcze nie wykorzystałam, ale które pozwoliły mi zrozumieć mechanizmy. To niezbywalne.

 

MG: Skąd się wzięło Twoje zainteresowanie profilowaniem policyjnym? To przecież oś nie tylko ?Pochłaniacza?, ale i Twoich poprzednich powieści.

 

KB: U mnie profiler to tylko narzędzie do opowiadania. To psycholog, szuka śladów zachowania sprawcy, rozmawia z ludźmi i zastanawia się jak do tego doszło oraz stawia pytanie o ?dlaczego?. Odkryłam dla Polaków ten zawód i na razie go skutecznie używam, ale nie wykluczam, że po tetralogii pokażę Czytelnikom coś całkiem nowego. Bo nie lubię się powtarzać. Teraz jest Sasza, ale ona jest zupełnie innym typem profilera niż Hubert Meyer. Zresztą dam im szansę na konfrontację w jednej z części tetralogii. Trudno mi nawet teraz zapewnić kto z nich wygra. To dla mnie samej ciekawe. Lubię bawić się postaciami, które już istnieją i wiem, że czytelnicy też lubią takie fabularne gry.

 

MG: Dlaczego wybrałaś Wybrzeże na miejsce akcji? Łączy Cię coś z tym regionem?

 

KB: To się wiąże z elementami mafijnymi. Nie powiem nic więcej, bo nie chcę spolerować. Nie, nic mnie nie łączy z Trójmiastem i było to dla mnie trudne dokumentacyjnie. A według mojej teorii to co łatwe nie jest nic warte. Lubię w każdej książce podwyższać poprzeczkę ? sobie i czytelnikom. Nie tylko jeśli chodzi o przebieg wydarzeń, ilość wątków, ale także dawać nowe dane. Lubię, kiedy ludzie dowiadują się nowych rzeczy z moich książek. Po to jest literatura, by nas ubogacała.

 

MG: Twoja bohaterka samotnie wychowuje  córkę i jej relacje z dzieckiem stanowią ważny element książki. Ale Sasza nie gotuje (tylko w jednej scenie i tylko dla siebie), nie pierze, nie sprząta, nie zajmuje się upierdliwymi pracami domowymi. Czy uważasz, że szkoda poświęcać na to powieściowy czas?

 

KB: Nie jestem Camillą Lackberg i nie piszę o zwykłej kobiecie, która jest na co dzień matką i gospodynią domową, a tylko przypadkiem rozwiązuje zagadki kryminalne, zwykle zresztą udaje jej się to cudem ? na przykład w trakcie pieczenia ciasta. To przecież żenujące i nieprofesjonalne! Dla mnie to oczywistość, a o tym nie warto pisać. Nie wykluczam, że każę Saszy prać, sprzątać czy gotować. Szkoda mi jednak cennego czasu powieściowego na rzeczy trywialne. Książka to opowieść z życia bohatera, ale wycięto z niego nudę. Jeśli będzie to funkcjonalne fabularnie zmuszę ją do pracy w domu. Będzie to jednak siedziało w opowieści a nie było tłem mającym na celu tylko i wyłącznie identyfikację z bohaterką. Moi czytelnicy identyfikują się z bohaterką, bo jest dobra w swojej robocie, a nie dlatego, że dobrze pierze i gotuje. Może też wynika to z faktu, że ja sama nie lubię tego robić. Oczywiście zajmuję się domem, mam raczej porządek i także myję podłogi, odkurzam, piorę, zmywam, gotuję, ale nie uważam, żeby to był jakiś wyczyn. Ani nie jestem orędowniczką czystości a la Sanepid. To tak jakby w opisie postaci trzeba było uwzględniać, że zanim bohaterka założyła ubranie najpierw je zakupiła i pisarz informuje mnie gdzie i za ile. Oczywistości i tautologia nie są moimi ulubionymi elementami intrygi kryminalnej. Sądzę, że są zbędne, chyba, że byłby to wyjątek jak mówiłam wyżej ? uzasadniony fabularnie i wpisany w strukturę dramaturgiczną. Zresztą jak każda pracująca kobieta skupiam się głównie na pracy, gdyż jeśli coś robię poświęcam temu całe swoje serce i siły, a wtedy do pomocy w obsłudze domu wynajmuję kompetentną osobę: nianię, gosposię, pomoc sprzątającą. Zarabiam na pisaniu książek, mam podpisane umowy których muszę dotrzymać, ciężko haruję, by moje powieści były prawdopodobne, więc nie tylko mogę ale muszę sobie pozwolić na to, by zapłacić ekspertowi, by zrobił swoją pracę np. mycie okien, zwłaszcza jeśli robi to lepiej ode mnie. W myśl zasady: jeśli coś robisz rób to dobrze albo wcale.

 

MG: Nie pytam, czy będzie kontynuacja ?Pochłaniacza?, bo w tomie jest zapowiedz kolejnych trzech części. Czy możesz zdradzić co nieco? Czy ich główną bohaterką będzie Sasza Załuska? Czy powrócą inni bohaterowie? Gdzie będzie się toczyła akcja?

 

KB: Akcja każdej z książek o Saszy będzie się rozgrywała w innym miejscu. Następna ZIEMIA (OKULARNIK) w małym miasteczku, z którego pochodzę: Hajnówka. Pierwszy raz o tym informuję w wywiadzie, ale myślę, że już czas oddać hołd swoim korzeniom. Jak na zawodowca przystało długo wzbraniałam się przed eksploatowaniem tajemnic i energii swojego miasta, choć hajnowianie za każdym razem kiedy przyjeżdżałam tam na spotkania autorskie domagali się ode mnie książki ?u nas?. Teraz jednak pasuje to idealnie do planowanej fabuły i choć nie jestem pewna, czy będą zadowoleni, bo szykuję wielką, mroczną aferę i niekoniecznie będzie to sielska opowieść, to jednak zamierzam pokazać zarówno miasto słynące głównie z festiwalu chórów cerkiewnych jak i ten niepowtarzalny nerw lokalizacji wynikający z bliskości Puszczy Białowieskiej. Będą czaszki, rekonstrukcje, georadary i profilowanie geograficzne. Będzie to opowieść, która z całą pewnością wstrząśnie tamtejszą opinią publiczną, bo jak zwykle zamierzam wykorzystać pewną prawdziwą opowieść z tamtych stron. Ale krzywdy hajnowianom nie zrobię. To wszak tylko fikcja.