Dzisiaj prezentujemy ostatnią część trylogii gdańskiej Izabeli Żukowskiej o komisarzu Thiedtke, czyli „Nad miastem anioły”.
Recenzja Agnieszki Krawczyk
Kończy się wojna, trwa natarcie na Gdańsk. Komisarz Thiedtke, Helena Kamieńska i jej cudem odnaleziony mąż, ukrywają się wraz z innymi osobami przed bombardowaniem w piwnicy. Kamieński jest ciężko chory – wiele przeszedł w niemieckim obozie Stutthof. Nocą, gdy wszyscy starają się spać i nie myśleć o ogarniającym ich chaosie, ktoś morduje męża Heleny. Następnego dnia do Gdańska wkraczają wojska polskie i radzieckie – zaczyna się nowy etap w dziejach miasta.
Gdańsk płonie. Komisarz Thiedtke, przekradający się do swego dawnego przedwojennego mieszkania, czuje wszechogarniający zapach spalenizny. W jego kamienicy jest cicho, spokojnie. To jednak jest złowróżbna cisza – na strachu wiszą zwłoki jego sąsiadek. Kobiety powiesiły się na prześcieradłach, by uniknąć gwałtu ze strony Rosjan. Wyglądają jak anioły nad umęczonym miastem…
Thiedtke i Helena są przesłuchiwani przez wojskowych, którzy chcą wiedzieć, kim są i co zamierzają robić po wyzwoleniu. Komisarz nie może i nie chce powiedzieć im prawdy – jego celem staje się wyjaśnienie zbrodni ze schronu, odkrycie, kto zamordował męża Heleny. Znowu wkracza na niełatwą drogę, na której spotka dawnych wrogów i upiory z przeszłości. Czy będzie mu w końcu dane zaznać spokoju i ukojenia przy boku ukochanej kobiety, której obiecywał przyszłość po wyzwoleniu?

„Nad miastem anioły” stanowią znakomite dopełnienie gdańskiej trylogii. Wraz z komisarzem Thiedtke przeszliśmy przez wszystkie okropieństwa wojny. Zobaczyliśmy bohaterów i zdrajców, wrogowie stawali się powoli jeszcze gorszymi wrogami, ale pojawili się też przyjaciele. Thiedtke choć coraz starszy i coraz bardziej zmęczony życiem, nieustępliwie prowadził swoje dochodzenie.
W ostatniej części miasto jest już tylko wspomnieniem. To właściwie duch miasta, przesycony zapachem dymów, atmosferą strachu i rozpaczy. Nie ma już Gdańska takiego jaki znali jego dawni mieszkańcy, za chwilę będzie to Gdańsk polski – Niemcy wyjadą, ich miejsce zajmą przesiedleńcy ze wschodu. „Nie mam dokąd pojechać” – tak często mówią znajomi komisarza, którym udało się przeżyć. Liczą na to, że nowa władza pozwoli im zostać, ulituje się. Dzieci czekają w ruinach i na cmenatrzach na swoich bliskich, którzy nie wrócą. Statek Wilhelm Gustloff z niemieckimi uciekinierami wypłynął już w swój ostatni rejs ku śmierci i został zatopiony, a wraz z nim prawie 7 tysięcy pasażerów… Miasto ginie w epicki sposób, ale na jego ruinach wkrótce odbuduje się nowe życie. O tym opowie nam „Hanneman” Stefana Chwina oraz inne gdańskie książki, zwłaszcza Pawła Huelle.
Bardzo lubię kryminały retro spod pióra Izabeli Żukowskiej. Ciekawa akcja, dobrze skonstruowana zagadka, to zdecydowane atuty tych książek. Do tego precyzyjne budowanie tła, opisanie miasta w jego plastycznych szczegółach i bardzo dobre przygotowanie historyczne. Zamykając książkę, czułam żal, że to już ostatnie spotkanie z komisarzem Thiedtke. A może nie? Chętnie bym przeczytała o jakichś jego przedwojennych sprawach…
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Oficynka





