Strona główna Nasze patronaty Nie interesuje mnie lekki ton opowieści – z Hubertem Henderem rozmawia Agnieszka...

Nie interesuje mnie lekki ton opowieści – z Hubertem Henderem rozmawia Agnieszka Krawczyk

0
PODZIEL SIĘ

Zbrodnicze Siostrzyczki: Umiejscowił Pan swoją powieść na Dolnym Śląsku w momencie, gdy trwają tam poszukiwania złotego pociągu i generalnie podsycane jest zainteresowanie tajemnicami z okresu II wojny światowej. Nie miał Pan pokusy, by napisać powieść kryminalną dotykającą takich zagadnień?

 

Hubert Hender: Raczej nie chciałbym wchodzić w aktualną modę, która związana jest z napompowanym medialnie wydarzeniem, a sprawa złotego pociągu taka jest. Choć ono samo wydaje się ciekawe, kuszące, rozbudzające wyobraźnię, sam również złapałem się na tym, że przez jakiś czas śledziłem to, co działo się w Wałbrzychu, to jednak prawdziwi historycy od dawna przekonywali, że niczego tam nie ma, a wszelkie prace na 65 km trasy kolejowej zakończą się niepowodzeniem.

Rzekome odkrycie wstrząsnęło całym krajem, wzbudziło zainteresowanie za granicą. Jednak po grudniowej słynnej już konferencji prasowej wiem, że temat się skończył i sam z siebie wyczerpał. I wtedy stało się jasne, że pociągu tam nie ma. Co dziwne, nie przełożyło się to na ewentualny spadek zainteresowania wydarzeniem. Tzw. odkrywcy uparcie dążyli do udowodnienia swojej racji, no i niestety mocno się rozczarowali.

Myślę, że temat za jakiś czas stanie się już mocno wyeksploatowany. Słynni odkrywcy są coraz bardziej krytykowani. Proszę zobaczyć co dzieje się na forach czy na fanpage’ach tematycznych. Wielu ludzi zaczyna kpić z tej sprawy, wyśmiewać tę wielką nadmuchaną inwestycję, która okazała się wielkim rozczarowaniem. Stracone złudzenia, chciałoby się rzec. Między innymi z takich powodów nie chcę wchodzić w tematy tzw. gorące, medialne, bo zwykle są to tematy jednorazowe.

Interesuje się nimi prywatnie, ale do książek one nie przenikają. Chyba, że napomknie o nich któryś z moich bohaterów w rozmowie, zupełnie przy okazji, ale ja już na to nie mam wpływu. Całej jednak książki związanej z odkryciami nie napiszę na pewno.

 

 

 

Dlaczego właśnie Kowary? Trochę zdemitologizował Pan to miasto, które dosyć intensywnie reklamuje się jako jedna z atrakcji turystycznych okolic Karpacza. U Pana jest to miejsce mało przyjazne.

 

Znam to miasteczko od wielu lat, byłem tam wiele razy, pierwszy raz jako nastolatek. Znałem już wtedy ciekawe historie związane ze sztolniami. Ludzi z regionu od zawsze fascynował stary tunel kolejowy, jeden z dłuższych w Polsce.

Tuż po napisaniu Zapory wziąłem się z marszu do kolejnej książki. Pierwszą scenę napisałem bez większego przygotowania. Wyobraźnia podsunęła mi Kowary.

Współcześnie Kowary rzeczywiście są miasteczkiem dość dobrze funkcjonującym. Sztolnie, Park miniatur… jest kilka świetnych atrakcji turystycznych i dzięki nim ta miejscowość ma się dość dobrze. Nie mówiąc już o samej okolicy – chociażby o pobliskim Karpaczu, który jest jednym z ważniejszych punktów na mapie turystycznej Polski.

Dolny Śląsk skrywa wiele takich miejsc, które idealnie nadają się do opisania. I na pewno jeszcze nieraz z nich skorzystam.

 

 

Nie zdradzimy tajemnicy, mówiąc, że w powieści mamy do czynienia z seryjnym mordercą. Czy uważa Pan, że psychologia seryjnego zabójcy jest w jakiś szczególny sposób interesująca dla czytelnika?

 

Nie wiem, czy jest szczególnie interesująca dla wszystkich czytelników; mamy przecież tak wiele podgatunków kryminału (klasyczny, komediowy, archeologiczny, kulinarny, z elementami thrillera, horroru, głęboko psychologiczny, retro, z elementami historycznymi itd.), że każdy znajduje coś dla siebie – to, co wydaje mu się najbardziej atrakcyjne, bo nie każdy fan kryminałów musi lubić wszystkie podgatunki. Wystarczy spojrzeć na polski rynek, na to ilu mamy pisarzy – każdy specjalizuje się w innym temacie, w sposobie podejścia do pisania, do kreowania świata lub światów, etc. Kryminały są więc różne i to jest fantastyczne, że czytelnicy mają w czym wybierać. Ktoś, kto uwielbia psychologię, będzie poszukiwać może bardziej wnikliwych opisów różnych zbrodniczych przypadków. Znawcy historii prawopodobniej chętniej sięgną po retro. I idąc takim tokiem rozumowania, wierzę, że i temat seryjnych zabójców może być dla wielu osób ciekawy. W Polsce mamy tylko kilka bardzo solidnych opracowań naukowych na ten temat, ale one nie zaspokajają potrzeb czysto literackich. Powieści kryminalnych o seryjnych zabójcach mamy niewiele. Sporo też zrobiły amerykańskie filmy o seryjnych mordercach, które napędziły nam swoistego apetytu, natomiast w polskiej literaturze mamy pewną lukę.

Sam odczuwam pewne braki, a zjawisko zabójstwa wielokrotnego jest bardzo ciekawym tematem i w przyszłości będę chciał poświęcić mu więcej uwagi.

 

Pański bohater, Marek Iwanowicz, to postać nowa w polskim kryminale – były wojskowy, teraz policjant. Oczywiście człowiek z przeszłością i tajemnicą, ale łączy w sobie te dwa światy armii i policji, niby podobne, a jednak niezbyt do siebie przystające. Dlaczego właśnie taki bohater?

 

Cóż, o to trzeba by zapytać samego Iwanowicza, dlaczego akurat zechciał zostać wojskowym. W mojej czwartej powieści (nad którą zacząłem pracować) będzie miał okazję opowiedzieć o sobie więcej. Mogę tylko powiedzieć bardzo krótko, że jego przeskok z wojska do policji spowodowany był trochę przypadkiem, o czym wspomniałem w pierwszej powieści. W Jeleniej Górze likwidowano jednostkę wojskową i oficerowie mieli do wyboru – albo przeniosą się do innej jednostki, co wiązałoby się z przeprowadzką, albo pójdą na wcześniejszą emeryturę, lub też podejmą pracę na własną rękę, gdziekolwiek. Iwanowicz miał okazję wstąpić do policji. I z tego skorzystał.

 

 

Proszę nam jeszcze powiedzieć, co dalej. Czy planowane są kolejne tomy kryminałów z komisarzem Iwanowiczem, a jeśli tak, to czego możemy się spodziewać? Dalej mrocznych dolnośląskich historii?

 

Tak, kolejna powieść jest już skończona i jej fabuła w niewielkim stopniu będzie się łączyła z Kolejnością. Będzie może trochę mniej mroczna, ale również ciężka. Nie interesuje mnie lekki ton opowieści. Światy i historie, które kreuje, raczej należą do tych ciemniejszych, mocniejszych, mroczniejszych.

I zgodnie z tym co zaplanowałem już dawno temu, moich bohaterów czytelnicy poznają stopniowo. Będzie więc w trzeciej powieści jeszcze więcej o samym Iwanowiczu rzecz jasna, ale i o Jacku Gawłowskim. Obaj są dobrymi znajomymi, ale są jakby z innych światów i będę starał się opowiedzieć dlaczego.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Źródło zdjęcia okładki Filia Mroczna Strona tutaj