Strona główna Nasze patronaty Mordercze miasta, fragmenty

Mordercze miasta, fragmenty

0
PODZIEL SIĘ

A dziś fragmenty opowiadań z naszego zbioru Mordercze miasta.

 

? Ja powiem ? zaoferowała się znienacka Pasikonik. Zrobiła to tak nagle, że drgnąłem nie tylko ja, ale i połowa zgromadzonych w przedziale. Spojrzała surowo na Łupieża, który skurczył się i wciągnął głowę w ramiona. ? Twoje profesorskie gadanie, Jurek, to jest dobre na uniwersytecie, a tu trzeba prosto i jasno.
Z trudem powstrzymałem się, żeby jej nie przytaknąć.
? Mamy problem ? oznajmiła rzeczowo. ? Musimy kogoś zabić.
Rzeczywiście, prościej chyba by się nie dało. Natomiast jasne wcale nie było. W każdym razie nie dla mnie.

Marta Guzowska, Mordercze miasta, Pociag podmiejski


 

Pierwszą dziewczynę znaleziono w marcu, gdy tylko odrobinę poprawiła się pogoda. Jej częściowo obnażone zwłoki pływały w zbiorniku wodnym na Zakrzówku, tradycyjnym miejscu samobójczych skoków. Tyle że to nie było samobójstwo, o czym dobitnie świadczyły ślady duszenia na szyi i pozostałe obrażenia. Dziewczyna przed śmiercią była torturowana.

– To jakiś psychol ? orzekł współpracownik Wesołowskiego, podkomisarz Nowak, gdy nurkowie wydobyli na brzeg zwłoki dziewczyny. Jej twarz była zmasakrowana, zmiażdżone palce u rąk, okropne rany na tułowiu, dodatkowo ktoś obciął jej włosy, a właściwie wyciął je z tyłu głowy wraz ze sporym płatem skóry.

– Indianin ? mruknął Wesołowski, a gdy Nowak spojrzał na niego pytająco, dodał:

– Lubi skalpować!

Agnieszka Krawczyk, Mordercze miasta, Kiedy zabijam kolejny raz…


Karol Nemec wyszedł z redakcji Gazety wprost na plac Solny. Słońce oślepiło go na moment, zanim założył przyciemnione okulary. Kwiaciarki poprawiały róże w setkach rozstawionych wazonów, a gołębie kręciły się tu i ówdzie w nadziei na smakołyki. Kilku przechodniów szło spiesznie w stronę Rynku, kilku w stronę ulicy Szajnochy.

Nagle, detektyw katem oka zauważył coś, co nie pasowało do tego pogodnego obrazka. Na szczycie jednej z kamieniczek jakiś bezkształtny obiekt szamotał się przez chwilę, po czym runął w dół, ciągnąc za sobą płomienie.

Przez ułamek sekundy wszystko w okolicy zamarło. A potem rozległ się przeraźliwy krzyk jednej z kwiaciarek. Karol nie spuszczał jednak oczu z wierzchołka kamienicy, gdzie przed chwilą był ktoś jeszcze. Szybko rzucił się do znajdującej się na dole kamieniczki cukierni i zawołał:

– Którędy na dach? Szybko.

Zanim jednak wskazano mu drogę i wspiął się na najwyższy poziom budynku, nie było tam już nikogo.

Adrianna Michalewska, Mordercze miasta, Tylko płomień was oczyści