Strona główna Aktualności ?Lód nad głową?. Fragmenty nowej powieści Piotra Głuchowskiego

?Lód nad głową?. Fragmenty nowej powieści Piotra Głuchowskiego

0
PODZIEL SIĘ

[1]

 

Koszmarne przeczucie uderza jednocześnie w żołądek i głowę. Telefon. PIN. Czemu tak wolno?!

? Co się sta??

? Nie maaa Krzyyysia! Nie maa Jasiaaa!! ? Kamila dyszy, jej głos się trzęsie, jak gdyby biegła.

? Jak to nie ma?!!

? Chodzę tu, pytam! Robert! Nie maaa!! Coś ty narobił?!!

? Uspokój się! Gdzie chodzisz?!!

? Pod szkołą! Dzieciaaaki mówią, że chyba poolicjaaant ich zabrał do radiowozu, ale?

? Niemożliwe! Poczekaj. Nie rozłączaj! Eghreghreghhh? Zadzwonię z domowego na alarmowy.

? Robeeert? ? Sapanie. Cisza.

? Jesteś tam?!

Cisza.


 

? Kama!!

Słychać jakieś przytłumione, cienkie głosy.

? Jesteś?!

? Robert? To nie był policjant.

? Skąd wiesz?!

? Wiem! Dziewczynka mi mówi, że nie miał munduru i utykał na nogę! Nie ma w Polsce kulawych policjantów, Robert! A teraz patrzę na śnieg, tu gdzie stał ten? radiowóz.

? I co?

Milczenie.

? Cooo?!!

? Tu jest krew rozchlapana.

? Niee!! Nieeee!!! Kurwa mać, nieeeeeee!!!

Ona głośno płacze do słuchawki.

On stoi w ciasnym przedpokoju, z komórką w jednej ręce i słuchawką aparatu stacjonarnego w drugiej. Drżą mu nogi ? widzi to, ale nie czuje. Nie odbiera już sygnałów z ciała. Chce wykręcić jakiś numer, lecz nie pamięta jaki. Nie pamięta po co. Nie pamięta już niczego. Patrzy na swoje nagie stopy, na przybrudzoną wykładzinę i brązową rękawiczkę z czarnym paskiem. Krzyś o niej zapomniał, wychodząc.

 

[2]

 

? Może wpierw powiemy sobie, co z nami? ? Wiecznie spocony koleżka ze Szczecina, któremu dziś dodatkowo śmierdzi z ust przetrawioną cebulą, zawsze budził politowanie Roberta.

Chłop jeszcze nie rozumie, co zostało powiedziane?

? Wy, moi drodzy panowie, wciąż pozostajecie z nami związani ? jeden z wiceprezesów mówi to celowo cicho, powoli?? i już jest jasne, kto na dzisiejszym zebraniu ugrał wszystko, a kto nic. ? Do nowego ?Ilustrowanego? wejdzie wasza czwórka i może jeszcze ze trzy osoby do pomocy.

Kolejne zdanie, które powinno teraz paść, lecz nie pada ? Robert dopowiada w myśli: ???tylko, że już nie będziecie, moi drodzy panowie, żadnymi naczelnymi, ale robotami od wszystkiego na śmieciówkach po dwa tysiące brutto?.

Z jednej strony czuje, że bardzo chce mu się zapalić ? oraz oczywiście wypić ? z drugiej ogarnia go spokój. Już wie: nie podpisze żadnej umowy o dzieło, nie założy własnej firmy, nie będzie się staczał na dno razem z tymi palantami, których rynkowe zmiany wiecznie zaskakują z ręką w nocniku. Nie pomoże w ustalaniu, kogo z kolegów i koleżanek wysłać na bezrobocie. Wyśle tam siebie.

W połowie drogi między czterdziestką i pięćdziesiątką, jeszcze dziś zostaniesz, człowieku, byłym dziennikarzem z dyplomem nauczyciela rysunku i adresem w małym, toczonym bezrobociem miasteczku.

I, kurwa, dobrze.

 

 

[3]

 

? List który za chwilę państwo poznacie? ? ostatnie zdanie oświadczenia rzeczniczka czyta kamiennym tonem ? ?może skłaniać do daleko idących supozycji, na które jednak, moim zdaniem, jest za wcześnie. Podpisano: Adam Panfil.

Zebrani dziennikarze zachowują się jak dotąd wzorowo. W ciszy przerywanej tylko szuraniem przesuwanych statywów, popiskiwaniami elektroniki oraz szelestami papierów, Janicka wyciąga rękę w kierunku dużo młodszej od siebie anorektycznej postaci, która może być zarówno jej asystentem, jak i asystentką.

W dłoni wychudzonego stworzenia: mail z pogróżkami.

Janicka odczytuje dokument jeszcze wolniej i ciszej niż oświadczenie szefa, jakby bała się ? albo wstydziła ? wypowiadanych słów. Słychać ją jednak doskonale. Przeszło czterdziestu przedstawicieli kilkunastu redakcji, dotąd wiercących się, poprawiających sprzęt i papiery na kolanach, teraz zamiera w absolutnej ciszy.

Rzeczniczka zaczyna od miejsca i daty:

?Warszawa, pierwszy stycznia.

Ostatnie ostrzeżenie.

Od wyborów parlamentarnych w naszym kraju obserwujemy ze zgrozą haniebne i niszczące Polskę poczynania niejakiego Ewarysta Kunickiego. Osobnik ten nie zajmuje się ściganiem narastającej przestępczości, nie interesuje go ochrona Substancji Narodowej przed osobami, które wbrew prawu wyszydzają i poniżają Naród Polski, również inne konstytucyjne obowiązki przynależne piastowanej pozycji są mu obce. Zamiast robić, co należy, niejaki Kunicki poświęca czas, energię i pieniądze polskich podatników na to, żeby dogodzić ordzie oszustów, narkomanów, zabójców dzieci i tych, których celem jest rozpijanie w kierunku likwidacji naszego Narodu.

W sytuacji, w której żadna z patriotycznych sił politycznych nie jest w stanie przeciwstawić się nadciągającemu Holocaustowi Narodu Polskiego, my, Jedyni Synowie Polski, zastrzegamy sobie prawo do podjęcia działań obronnych??

Tamara Janicka robi dłuższą pauzę, jej ręka wyraźnie drży z emocji. Gdy wraca do lektury, czyta tekst jeszcze przez półtorej minuty. Ostatnie zdanie na kartce brzmi:

?Precz ze zmową lewackich elit, precz z neokomunizmem, precz z kulturowym marksizmem i transhumanizmem! Precz z handlarzami idei i zdrajcami Narodu. Nasze obowiązki są polskie i tylko polskie!?

? Na końcu jest potrójny wykrzyknik ? kończy cicho rzeczniczka.

 

 

 

[4]

 

Edgar Mater uwielbia atmosferę tych skalnych podziemi. Półmrok i lejąca się z poszarpanych ścian ciepła woda, której szum zwielokrotniają głębokie, jaskiniowe echa? Tłum anonimowych golasów, w którym wprawne oko co rusz wyławia jakąś młodą ślicznotkę. Dzisiaj pora jest jeszcze wczesna, dlatego w grotach przeważają stare Niemki i węgierskie pary z małymi dziećmi. Warte grzechu aniołki jeszcze nie podniosły się z hotelowych posłań. Nastusia też śpi. A jej kochany ogier ? z zamkniętymi oczami i szeroko otwartymi ustami ? rozkoszuje się wodnym strumieniem, który mknąc po skórze, łaskocze przyjemnie jego owłosioną klatkę piersiową i naprężone sutki.

Nabiera powietrza i zanurza głowę w ciepłej toni, która w tym kącie skalnego basenu sięga mu do połowy piersi. Podciąga nogi. Powoli wypuszcza powietrze. Jego tęgie, krępe ciało wolno opada na dno. Jak miło? Słyszy szuranie bosych stóp po dnie groty, zniekształcone śmiechy kąpiących się nieopodal, daleki pisk dziecka, a może podnieconej dzierlatki, której woda wlała się do szparki. Wypuszcza nosem powietrze. Prostuje nogi i już ma się wynurzyć, gdy jakiś ciężar zwala mu się na plecy.

Pierwsza myśl: to nieostrożny pływak wpadł na niego, zanurzonego i niewidocznego pod wodospadem.

Druga myśl: uczepił się mnie czy co?

Trzecia: muszę strącić z siebie to cielsko!

Czwarta: nie mogę!!

Piąta: kurwa mać ? ja tonę!!!

Rozpaczliwa walka prezesa Matera o życie trwa nieco ponad pół minuty i w całości rozgrywa się pod wodą. Żaden z przepływających w półmroku amatorów ciepłych kąpieli nie dostrzega niczego niepokojącego. Pod huczącym strumieniem wody, w spienionym i hałaśliwym miejscu, w którym przed chwilą jeszcze stał łysawy, starszy facet, teraz widać zanurzonego aż po grubaśną szyję krótkowłosego, młodego atletę. Gdyby ktoś przyjrzał mu się z bliska, może zauważyłby napięte mięśnie kwadratowej szczęki, złamany nos boksera,  zrośnięte nad nim brwi ? teraz zmarszczone ? i dziwny wyraz oczu. Baczny obserwator mógłby też zwrócić uwagę na rozczapierzoną dłoń rozpaczliwie młócącą wodę tuż za szerokimi plecami osiłka.

Nikt jednak w to miejsce nie patrzy.

 

 

[5]

 

? Pani jest prawniczką?

? Studiowałam niecałe trzy lata. Ale to nie moja bajka.

? Mam przeciwne wrażenie. ? Brunet z blizną uśmiecha się przyjaźnie. ? I te wszystkie informacje po prostu, ot tak, wyciągnęła pani z Internetu?

? By dostać się na wewnętrzne strony prokuratury albo urzędu kontroli nie trzeba być hakerem. To można zrobić po prostu przez?

? Niech pani lepiej tego nie mówi w tym pokoju. ? Policjant podnosi palec. Maja już sobie przypomniała, z kim jej się kojarzy ten gardłowy głos.

Z aktorem Morganem Freemanem.

? A co może nam pani opowiedzieć o samej spółce GAR?

? To jest jedna z kilku, może kilkunastu firm? Już na pierwszy rzut oka widać, że mają ze sobą coś wspólnego. Niektóre ? identyczne daty powołania, inne ? adresy w tej samej kancelarii. I jeszcze powtarzające się w tytułach litery, jakby od nazwisk, imion czy ksywek trzech osób. To maksymalnie głupie i od razu wpada w oko. Nie wiem, czemu ci dwaj kolesie w ten sposób nazwali?

? Jacy ?kolesie??

? Co najmniej cztery spółki są zarejestrowane przez kancelarię adwokata Jakubowskiego w Sopocie. Zapisał je na siebie Wiktor Cezar, który jest tam wspólnikiem.

? Ten Wiktor Cezar?! ? Policjantka w garsonce wstaje z krzesła.

? Ten sam. Narzeczony córki pana prezydenta.

Oficerowie wymieniają spojrzenia, których znaczenia tym razem Maja domyśla się doskonale.

? Musimy zmienić pomieszczenie, jeżeli mamy rozmawiać dalej. ? Brunet o głosie Freemana wstaje, więc Majka robi to również.