Strona główna Inne Joanna Jodełka „Kryminalistka”. Fragment.

Joanna Jodełka „Kryminalistka”. Fragment.

0
PODZIEL SIĘ

 

„Spójrz na mnie! Przynajmniej spróbuj. I nie odwracaj książki, nie wgapiaj się w okładkę. Teraz tak nie wyglądam. Teraz siedzę na tej ławce. Skulona. Czuję słońce, które parzy mnie w kark. Ale nie potrafi ę się wyprostować. Patrzę na krople potu gnieżdżące się między moimi piersiami. Nie mają gdzie spłynąć. Jestem chuda, ale mam duże piersi. Gdy ściskam ramiona, szczelnie przylegają jedna do drugiej. Widzę je przez rozszarpany dekolt. Od wczoraj dwa kawałki cienkiego białego materiału trzymają się tylko na dwóch maleńkich guzikach. Pozostałe nie wiem gdzie są. Miały prawo się zgubić.

 

 

Mam potargane włosy. Niemiłosiernie. Gdy opuszczam głowę, widzę końcówki – są posklejane. Nie chcę myśleć czym. Czy to krew? Czy jakieś inne świństwo? Nie mam odwagi włożyć rąk w te włosy i przeczesać ich palcami. Boję się, że zaczęłabym je wyrywać. Boże! Brzydzę się własnych włosów… a może tylko tego, co się do nich przykleiło? A może samej siebie?

Teraz siedzę na tej ławce i patrzę na swoje ręce. Ciągle drżą. Z wysiłku, z nerwów?

Patrzę na brudne paznokcie, dwa złamane. Były krótkie, ale rozdrapywały skórę do żywego. Miały prawo się złamać. Jeden nawet głęboko. Ale nie czuję bólu. Właściwie nic nie czuję. Patrzę tylko na te swoje szczupłe dłonie. Na długie palce. Na każdy z osobna. Kiedyś lubiłam na nie patrzeć. Obserwować, jak przeskakują po klawiszach, wypisując mniej lub bardziej kryminalne historyjki. Wydawały się wtedy takie wesołe… Teraz się trzęsą. Ciągle napięte. Wygięte niczym szpony wyrastające wprost z kościstych nadgarstków. Raz zmierzyłam te nadgarstki. Niecałe dziesięć centymetrów w obwodzie. Biceps niewiele więcej. Ważę pięćdziesiąt dwa kilo. Więc jak ja dałam radę zabić dwóch ludzi?

Jak ja mogłam zabić dwóch ludzi?! Jednego z zimną krwią.

Bez przyspieszonego tętna.

Ja, która wynoszę pająki, szczypawki na karteczce, delikatnie, żeby ich nie uszkodzić. Ja, która płakałam, gdy przejechałam samochodem gołębia.

Ja, o której ktoś powiedział, że jest patologicznie dobra. Ja? Próbuję to wszystko zrozumieć. Przypomnieć sobie, jak do tego doszło.

Dlatego tu przyszłam. Tu. Na tę właśnie ławkę. Wiem, że białą spódnicę mam uszarganą w błocie. Domyślam się, jak wyglądam. Pewnie jeszcze mam brudną twarz. Zasłaniam ją włosami. Jest mi wprawdzie wszystko jedno, ale nie chcę, by ktoś mnie zaczepiał. Nie teraz. A już na pewno nie ten ksiądz, który właśnie idzie parkową alejką. Nie podnoszę głowy, ale obserwuję go. Zwolnił. Zastanawia się, czy nie przystanąć, może zapytać, jak się czuję. Albo czy potrzebuję pomocy. Niech lepiej tego nie robi. Wiem, że powinnam mu wtedy powiedzieć „pomódl się za mnie”. Ale jestem prawie pewna, że gdy tylko otworzę usta, wypluję z siebie „spierdalaj”. Wcześniej nigdy do nikogo tak bym się nie odezwała… Waha się. Prawie się zatrzymał. Kątem oka widzę, jak przestaje falować unosząca się nad ziemią sutanna. Nagle stanowczy krok… Rozkołysała się czarna płachta. Uf… Odpłynął niczym gigantyczna płaszczka. Dobrze, że nie widziałam jego wzroku, mógł być trujący jak ogon ogończy.

Znowu tkwię tu sama.

Z lewą piersią nagą za każdym razem, gdy wiatr rozchyla porozrywany materiał. Nie mam już siły jej zasłaniać.

Ale wszystko od początku, po kolei. Muszę to jakoś zrozumieć.

A ty, jeśli nie masz dość empatii, odłóż natychmiast tę książkę! Oddaj ją komuś. Zostaw na śmietniku. Daj dziecku, niech porwie. Co mnie to obchodzi. Ale nie czytaj dalej. Po co masz mi się przyglądać? Nie będę ładna!

Ale jeśli dalej trzymasz ją w ręce… w pociągu, w łóżku, na fotelu, w toalecie, gdziekolwiek, cofnij się ze mną w czasie. I nie zgaduj, co się stało. I nie myśl, że mnie poznasz. Ja sama nie poznaję tego kogoś, kto teraz jest mną.

Teraz patrzę na siebie inaczej. Z perspektywy nóg, w jednym sandale z pourywanymi paskami na podrapanej kostce. Z perspektywy ciągle jeszcze zaciśniętych pośladków.

Z kompletnie innej perspektywy. Z zimną krwią.

 

A więc cofamy się…”

 

 

Fragment „Kryminalistki” Joanny Jodełki publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki