Nagle poczuła, że ma dość. Oni wszyscy byli tacy dziecinni, zwłaszcza chłopaki z tymi swoimi żałosnymi, szczeniackimi wrzaskami. A chichoczące, piszczące dziewczyny były niewiele lepsze. Jocke oczywiście był inny, ale gdy się spotkali dziś rano, coś się zmieniło. Coś było nie tak, nie czuła się już z tym dobrze. Nie powinien tam być, nieproszony, nie powinien był na nią patrzeć tym wzrokiem, który przecież wcześniej jej się podobał. Takim błagalnie tęsknym. Jak pies. Wszystkie uczucia zniknęły, zmęczyło ją to. Nie wiedziała tylko, jak ma to wszystko skończyć, co powinna powiedzieć.
Przez jakiś czas włóczyła się bez celu, pogrążona w myślach, aż znalazła się na najwyższym pokładzie. Było wpół do dziesiątej i jak na razie w dużej dyskotece panowały pustki, ale wkrótce sala na pewno się zapełni, kiedy ludzie zjedzą już kolację. Tymczasem siedziało tam parę rozproszonych grupek, przede wszystkim przy stolikach pod oknami. Przy długim barze siedziała jeszcze jedna grupka.
Oparła stopę o drążek i wspięła się na jeden z wysokich stołków barowych najbliżej wejścia, przy barze w kształcie półksiężyca. Barman stał trochę dalej, układał szklanki i nie zwracał na nią uwagi. Z głośników do- biegały dźwięki mdłej, przesłodzonej muzyki. Siedziała i zastanawiała się, co zamówić, gdy na stołku obok niej usiadł starszy mężczyzna. Odruchowo odwróciła się w jego stronę, ale nie zauważył tego, tylko przyglądał się butelkom ustawionym w rzędach na półkach za barem. Miał trochę niechlujny, niemal zaniedbany wygląd: niewyprasowana biała koszula, nieumyte włosy, za długie przy uszach, a poza tym wyglądał, jakby od paru dni się nie golił. Jennifer widziała, jak wciąż zaciska zęby.
? Co pijesz? ? spytał nagle, wciąż na nią nie patrząc.
Zabrzmiało to niemal wrogo i poczuła, jak przeszył ją nieprzyjemny dreszcz.
? Nic ? odparła i postanowiła stamtąd odejść.
? No to co robisz w barze? ? nie ustępował.
? Chciałam zamówić sobie piwo, ale?
? Dwa piwa! ? zawołał do barmana, który kiwnął głową w odpowiedzi.
? Ale ja nie chcę?
? Rozumiem ? znów przerwał jej mężczyzna ? ale nie zawsze wszystko jest tak, jakbyśmy chcieli, co?
Po raz pierwszy odwrócił się w jej stronę i bez skrępowania omiótł wzrokiem jej ciało. Wydawał się niezbyt zainteresowany jej twarzą. Miał dość małe, rozbiegane oczy. Nie miała ochoty rozmawiać z tym facetem, ale pewnie będzie musiała wytrzymać, póki nie wypije piwa; w końcu kosztowało parę koron. Jennifer nie wiedziała, na czym zaczepić wzrok, więc zaczęła szperać w torebce w poszukiwaniu komórki. Wyłączyła ją, gdy Jocke zaczął do niej wydzwaniać i przysyłać esemesy, ale teraz znów ją włączyła, żeby zająć na chwilę ręce. Gdy tylko telefon się włączył, zobaczyła, że ma kilka nowych wiadomości. Wszystkie były od Jockego, a o nim nie miała teraz siły myśleć, więc znów wyłączyła telefon.
Przyszło jej do głowy, że może pora na jakiś drobny gest wdzięczności wobec tego mężczyzny, skoro już postawił jej piwo. Wygrzebała z torebki paczkę cukierków Läkerol i podała mu ją bez słowa, ale on potrząsnął tylko głową. Barman przyniósł dwa kufle piwa i Jennifer natychmiast pociągnęła ze swojego parę porządnych łyków, podczas gdy mężczyzna zapłacił pomiętym banknotem stukoronowym, który wyciągnął z tylnej kieszeni.
? Dzięki ? powiedziała Jennifer, ale potem nie przyszło jej do głowy już nic, co by mogła powiedzieć, więc siedziała w milczeniu, wbijając wzrok w swój kufel.
? A więc dziś znów jesteś pijana ? powiedział nagle.
Kim on był? Niechlujny, ale nie na tyle, żeby należał do kolegów matki, a poza tym tamtych znała już dość dobrze. Jennifer zawahała się, nim odpowiedziała.
? Co takiego? Zupełnie jakbym codziennie chodziła pijana.

Zakłopotana rozejrzała się dookoła, żeby nie musieć patrzeć mu w oczy, w końcu jej spojrzenie padło na jej własną dłoń, która nerwowo bawiła się kuflem piwa. Pospiesznie uniosła go do ust i jednym haustem wlała w siebie pół piwa. Położył dłoń na jej ramieniu, ale bynajmniej nie po to, żeby ją uspokoić.
? Wczoraj byłaś i dziś też jesteś ? powiedział tylko.
Jennifer spróbowała cofnąć rękę, ale jej się nie udało. Znów rozejrzała się dookoła i jej spojrzenie spotkało się ze wzrokiem mężczyzny siedzącego przy stoliku za nimi. Ręka wpiła się mocniej w jej ramię. Odwróciła się teraz do tego brutalnego mężczyzny i spojrzała mu prosto w oczy.
? Czego się czepiasz, do cholery?! ? wyrzuciła z siebie. ? Piję, kiedy mam ochotę.
Wykrzywił usta w złośliwym grymasie i syknął:
? Nie będziesz tak więcej robić, ty mała dziwko! Teraz poczuła ból w ramieniu i w końcu udało jej się wywinąć z jego chwytu.
? Siedzę sobie spokojnie, a ty przychodzisz i się czepiasz. I gadasz takie pieprzone pierdoły! Czego ty ode mnie chcesz, do cholery?!
Znów poczuła dłoń na ramieniu, ale tym razem to był ktoś inny. Odwróciła się i zobaczyła mężczyznę od stolika za nimi.
? No to jak, idziesz? ? spytał uprzejmie, ale trochę wyczekująco, tak jakby była tu razem z nim i odeszła tylko na chwilę.
Jennifer szybko oceniła sytuację i zsunęła się z wysokiego stołka. Zgarnęła leżącą na barze torebkę.
? Muszę już iść. Dzięki za piwo ? powiedziała z pogardliwym uśmiechem.




