Strona główna Nasze patronaty A. Minicka, Morderstwo w Miłowie, fragment

A. Minicka, Morderstwo w Miłowie, fragment

0
PODZIEL SIĘ

Alicja Minicka, Morderstwo w Miłowie ? fragment

Komisarz Łukasz Darski stanął przed lustrem. Widok poszarzałej, pokrytej jednodniowym zarostem twarzy dodatkowo pogłębił jego nie najlepszy nastrój. Był potwornie zmęczony. Usłyszawszy, że ktoś dzwoni do drzwi, ciężkim krokiem ruszył do korytarza. Jak zwykle, przechodząc koło komody, spojrzał na zdjęcie Barbary. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nieoczekiwanego gościa.

Nadkomisarz Graczyk, już trochę zniecierpliwiony, odezwał się:

? Może starczy tych oględzin?

Łukasz odsunął się i machnął ręką w kierunku mieszkania.

? Wejdź.

Usiedli przy stole. Graczyk zapalając papierosa, rzucił krótkie, badawcze spojrzenie w jego kierunku.

? Kiedy wróciłeś? ? spytał.

? Godzinę temu ? przejechał dłonią po twarzy, jakby próbując zetrzeć z niej zmęczenie. ? Od kilkunastu godzin prawie nie wychodziłem z pociągu.

Jego szef nerwowo zdusił dopiero co zapalonego papierosa w popielniczce i oznajmił:

? Akta tej sprawy musisz przekazać Borczakowi.

Widząc kompletne zaskoczenie rozmówcy, dodał szybko:

? Mamy coś poważniejszego. Chodzi o morderstwo. W Miłowie ? spojrzał pytająco na podwładnego, a ten skinął głową, dając do zrozumienia, że wie, gdzie to jest.



? Co wiadomo? ? spytał krótko Łukasz, pocierając szorstki podbródek.

? Zabity to znany architekt Andrzej Górski ? wyjaśnił nadkomisarz. ? Rano po dziewiątej znalazła go pokojówka. Miejscowy lekarz stwierdził zgon. Na miejscu był twój dobry znajomy, mecenas Maleta. Kazał zamknąć pokój i zadzwonił do nas. W tej chwili jest tam fotograf z resztą ekipy i doktor Zelner. Już na ciebie czekają.

Nie czekając na odpowiedź, Graczyk skierował się do wyjścia. Przy drzwiach odwrócił się jeszcze i dodał:

? Dom Górskiego jest pierwszy przy wjeździe do Miłowa, trochę na uboczu. Ulica Jaśminowa.

Zimna kąpiel i mocna kawa nieco postawiły Łukasza na nogi. Goląc się, rozważał przez chwilę godzinną drzemkę, ale pamiętając zalecenia szefa, szybko zrezygnował z tego pomysłu. Zresztą wiedział, że zbyt wielkie zmęczenie i myśl o nowej sprawie i tak nie pozwolą mu zasnąć.

Po pół godzinie był w Miłowie. Już miał zastukać do drzwi mosiężną kołatką, gdy jego uwagę zwrócił obraz na sztaludze. Podszedł bliżej. Od razu rozpoznał wierzbę i stawek, które widział, wjeżdżając na podjazd. Coś w tym obrazie przykuwało jego uwagę. Pogodny nastrój wywołany igrającymi na wodzie słonecznymi refleksami burzyły złowieszczo wydłużone cienie wierzbowych gałęzi i stojącej tuż obok huśtawki. Przypatrywałby się dłużej, ale usłyszał za plecami odgłos otwieranych drzwi. W progu stanął Janusz Maleta. Rysujące się na jego pobladłej twarzy napięcie i podkrążone oczy świadczyły o doznanym wstrząsie. Bez słowa wyciągnął rękę.

? Dawno się nie widzieliśmy ? rzekł Łukasz, ściskając mu dłoń.

? Nie sądziłem, że spotkamy się w takich okolicznościach. ? Janusz wyciągnął papierosy w jego kierunku, ale Łukasz uniósł dłoń w odmownym geście i spytał: ? Nasz lekarz jeszcze tu jest?

? Teraz pije kawę w salonie. Wejście z lewej strony holu.

Janusz nie poszedł za komisarzem. Zapalił papierosa i stał nieruchomo, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w przestrzeń. Łukasz mimo woli rozejrzał się po imponującym wnętrzu. Zadarł głowę i spojrzał w górę, w kierunku przeszklonej kopuły.

Doktor Zelner ubrany jak zwykle z nieskazitelną elegancją siedział w skórzanym fotelu z jedną nogą założoną na drugą. W prawej ręce trzymał cygaro. Na rzeźbionym okrągłym stoliku przed nim stał dzbanek i dwie filiżanki. Skinął łysą głową. Spoza okularów w złotych oprawkach obrzucił przybyłego taksującym spojrzeniem. Przypatrując się nieco ironicznie niezbyt starannie zawiązanemu na szyi Darskiego krawatowi, powiedział:

? Siadaj i nalej sobie kawy. Wyglądasz, jakbyś w ogóle nie spał.

? Bo nie spałem. Co mamy? ? Komisarz rzucił kapelusz na stolik i opadł na drugi fotel.

? Uderzenie ciężkim, tępym przedmiotem w głowę ? Zelner sięgnął po filiżankę i upiwszy mały łyk, dorzucił: ? Na razie nie musisz się spieszyć. Technicy jeszcze pracują. Ja nie mam tu już nic do roboty.

Łukasz nalał sobie kawy i od razu wypił ją całą.

? Gdzie domownicy? ? spytał. Wiedział, że nie ma co zadawać dalszych pytań. Zelner nie znosił snucia dywagacji. Komisarz musiał czekać na wyniki sekcji. Sam zresztą miał podobne podejście jak patolog.

? Chyba w swoich pokojach ? odparł lekarz. ? Żona ofiary śpi. Dostała coś na uspokojenie. Najpierw wezwali miejscowego lekarza.

Łukasz wstał. Skinął głową i szybkim krokiem wyszedł do holu. Przez uchylone drzwi zobaczył, że dwóch techników ciągle pracuje. Nie zdziwiło go to. Samych odcisków palców musiało tu być mnóstwo. Postanowił więc porozmawiać z Januszem, który nadal stał w tym samym miejscu, w którym Łukasz go zostawił.

? Dobrze znałeś Górskiego? ? spytał, ledwo usiedli.

Janusz skinął głową.

? Rodzinę Górskich znam od dawna. Andrzej z pierwszą żoną, Ireną, mieszkał najpierw w Poznaniu. Byli bardzo zaprzyjaźnieni z moimi rodzicami. Kancelaria ojca prowadziła dla niego jakieś sprawy. Przeprowadzili się do Miłowa dwadzieścia lat temu.

? Ciało odkryła pokojówka? ? upewnił się komisarz.

? Tak ? potwierdził mecenas. ? Rano o dziewiątej zebraliśmy się na werandzie na śniadanie. Spytałem o Andrzeja i Teresa posłała Zosię, by sprawdziła, czy Andrzej jeszcze śpi. Po kilku minutach usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk. Pobiegłem do holu i zobaczyłem, że Zosia stoi w uchylonych drzwiach do gabinetu. Odsunąłem ją i wszedłem. Zobaczyłem Andrzeja? Sprawdziłem puls. Cóż mogłem zrobić? Zadzwoniłem po Rogowskiego, to nasz miejscowy lekarz i teść Andrzeja. Potwierdził, że Andrzejowi nie można już pomóc, i zajął się Teresą, która wpadła w histerię. Zaprowadził ją do jej pokoju i dał coś na uspokojenie. Ja zaś kazałem wszystkim się odsunąć, zamknąłem drzwi i zadzwoniłem do was.

? Gdzie są domownicy?

? Teresa na pewno śpi. Jest z nią Zosia. Reszta w swoich pokojach na piętrze, tak kazał jeden z waszych.

Łukasz wstał i powiedział:

? Chciałbym porozmawiać z pokojówką, która znalazła ciało.

Janusz też się podniósł.

? Gdzie będziesz z nią rozmawiał? ? spytał.

? A gdzie mogę?

Maleta chwilę się zastanawiał.

? Chyba jadalnia będzie odpowiednia. Zaprowadzę cię i przyślę Zosię.

Po przekroczeniu progu jadalni Łukasz omiótł szybkim spojrzeniem obszerne pomieszczenie, urządzone w klasycznym francuskim stylu.

Eleganckie orzechowe meble ładnie kontrastowały z ciepłymi odcieniami jasnej tapety. Między dwoma wykuszowymi oknami stała dwuskrzydła przeszklona witryna. Komoda na przeciwległej ścianie miała cztery zdobione rzeźbieniami skrzydła i nadstawę o delikatnie falowanych liniach. Ogromy owalny stół ustawiono pośrodku pomieszczenia. Krzesła z finezyjnie wygiętymi nogami obite były tapicerką w kolorze ciemnej wiśni. Tej samej barwy dywan zakrywał parkiet niemal w całości. Na stole stał wielki kryształowy wazon z różami. W każdym narożniku pokoju zaś można było dostrzec donicę z okazałą palmą.

Łukasz usiadł przy stole, tyłem do okna. Zasłony były rozsunięte, słoneczne światło drażniło jego zmęczone oczy. Wygodne krzesło spowodowało, że znużenie jeszcze wyraźniej dało o sobie znać. Wtedy rozległo się delikatne pukanie. W drzwiach stanęła zalękniona, jasnowłosa dziewczyna o pyzatej twarzy.

? Proszę zamknąć drzwi i usiąść.

Zosia usiadła na skraju krzesła i popatrzyła na niego z uwagą.

? Wiem, że jest pani przestraszona ? rzekł. ? Ale proszę opowiedzieć mi po kolei o tym, co się tu dzisiaj rano wydarzyło.

Pokiwała głową. Palcami mięła brzeg nakrochmalonego fartuszka.

? Państwo usiedli do śniadania na tarasie ? zaczęła cicho, ze spuszczonymi oczyma. ? Pan mecenas spytał o pana i pani kazała mi iść do sypialni. Myślała, że pan jeszcze śpi. Łóżko pana było zaścielone, więc poszłam do gabinetu.

? Czy drzwi gabinetu były zamknięte na klucz?

Jego pytanie nieco ją spłoszyło.

? Nie. Na klucz nie. Zapukałam cichutko. Otworzyłam? ? przerwała i opuściwszy głowę jeszcze niżej chlipnęła.

? Wchodziła pani do środka?

Gwałtownie podniosła głowę.

? Nie! Przecież? pan? ? zakryła usta dłonią i rozpłakała się na dobre.

Komisarz wyszarpnął z kieszeni chusteczkę i podał ją dziewczynie. Czekał cierpliwie, aż wytrze oczy i nos. Po chwili uspokoiła się nieco i mówiła dalej.

? Zaczęłam tak strasznie krzyczeć. Przybiegł pan mecenas i wszedł do środka. Później wyszedł i zamknął drzwi. Powiedział, że pan nie żyje i że musimy zadzwonić po policję. Pani zemdlała. Pan mecenas zaniósł ją do salonu i zadzwonił po pana doktora Rogowskiego.

? Czy doktor Rogowski szybko przyszedł?

? Tak ? potwierdziła. ? Mieszka niedaleko. Najpierw wszedł do gabinetu i powiedział, że panu nie można już pomóc. ? Głos jej zadrżał, ale szybko się opanowała i mówiła dalej.

? Później zaprowadził panią do sypialni. Powiedział, że będzie spała i kazał mi przy niej siedzieć.

Umilkła i patrzyła na niego szeroko otwartymi oczyma.

Komisarz spytał.

? Czy pani jeszcze śpi?

? Jak wychodziłam, to spała.

Zastanawiał się przez chwilę.

? Na razie dziękuję. Może pani wrócić do pani Górskiej.

Z wyraźną ulgą podniosła się i skierowała do drzwi.