Strona główna Inne Nie ma dramatu, nie ma historii

Nie ma dramatu, nie ma historii

0
PODZIEL SIĘ

Z Tonym Parsonsem, autorem „Rzeźnika” i „Krwawej wyliczanki” rozmawia Marta Guzowska


Przeczytałam ok. 50 stron pierwszej Pana powieści, jaka wpadła mi w ręce, i po tych 50 stronach był Pan już jednym z moich ulubionych pisarzy kryminałów. I jednocześnie numerem jeden na liście tych, którzy mnie irytują. Czy domyśla się Pan dlaczego?

 

Dziękuje za uznanie. Ale co do irytacji, niestety, nie mam pojęcia…

 

Chodzi o to, w jaki sposób pana bohater, Max Wolfe, samotnie wychowujący pięcioletnią córkę, bezmyślnie naraża siebie na śmierć, a swoje dziecko na bycie sierotą. Pan ma dwoje dzieci, przez jakiś czas wychowywał Pan jedno z nich samotnie, jak Max. Więc skąd ta bezmyślność głównego bohatera (skądinąd bardzo inteligentnego)?

 

Sprawa jest prosta: nie ma dramatu, nie ma historii. Gdyby Max był hydraulikiem albo nauczycielem wiodącym spokojny żywot, nie byłoby tych książek.

A chciałem też w moich powieściach przekazać prawdę, którą poznałem dopiero zbierając materiały i rozmawiając ze stróżami prawa. Żaden policjant i każda policjantka, wychodząc rano do pracy, nie wie, czy wieczorem wróci do domu, do bliskich. To cena jaka płacą: ryzykowanie szczęściem tych, których kochają, dla ludzi, których nawet nie poznali.

 

 

A Pan, kiedy był Pan samotnym rodzicem, zachowywał się Pan równie bezmyślnie i ryzykownie jak Max?

 

Podejrzewam, że nawet bardziej. Nie ryzykowałem życia, ale wdawałem się w rozmaite romantyczne i seksualne przygody. To był bardzo niespokojny okres mojego życia w relacjach z kobietami. Bycie samotnym ojcem dziecka – właściwie to bycie samotnym rodzicem dowolnej płci – to bardzo ciężkie doświadczenie. Ale samotny ojciec przyciąga kobiety. Nie sądzę, żeby tak samo było z samotnymi matkami, po prostu kobiety są cieplejsze i bardziej współczujące niż mężczyźni. W sumie, w porównaniu ze mną z tamtego okresu samotnego wychowywania dziecka, Max ma dość stabilne życie osobiste. Początkowo chciałem go angażować w romans z inną kobieta w każdej powieści, ale wygląda na to, że jego serce należy tylko do jednej – jego córki. Jest wielkim romantykiem – tak jak ja, to jedna z cech, jakie nas łączą.

 

 

W „Rzeźniku” drugiej powieści w cyklu z Maksem Wolfem, która właśnie ukazała się po polsku nakładem wydawnictwa Albatros, Max prowadzi dochodzenie w sprawie porwanego dziecka. Czy to dla Pana ważny temat? W 2007 r pisał Pan do prasy o słynnej sprawie porwania Madeleine McCann…

 

Madeleine McCann była w Wielkiej Brytanii na ustach wszystkich. Moja córka była już wtedy, dostatecznie duża, żeby zrozumieć, że ta dziewczynka została uprowadzona od swojej rodziny. Pytała mnie ciągle: „czy już znaleźli Madeleine”, a ja nie znalazłem sposobu, żeby ją odizolować od informacji, bo pojawiały się dosłownie wszędzie: we wszystkich mediach, w rozmowach dorosłych, itd. Dzieci znikają przez cały czas, ale w tym przypadku było coś, co podziałało na wszystkich. Ponieważ znalem sprawę z bliska, czułem wielką sympatie dla rodziców Madeleine, a nie wszyscy tak uważali. Ale większość rodziców doskonale wie, jak to jest stracić czujność tylko na chwilę, większość z nas spuściła na moment dzieci z oczu, prawda? Oczywiście to najgorszy koszmar każdego rodzica, coś, z czym nigdy nie da się do końca zmierzyć. Dlatego to ważny dla mnie temat, na wielu poziomach.

 

Czy trudno jest ojcu dwójki dzieci pisać o porywanych i wykorzystywanych dzieciach?

 

Bardzo. Ale pisanie powieści nie powinno być łatwe. Powinno spychać pisarza do granic jego emocji, jego możliwości, jego umiejętności, jego wyobraźni. Ludzie myślą, że esencję powieści stanowią badania źródłowe, tak naprawdę są nią twoje marzenia i koszmary.

 

Czuć w Pana powieści, że to trudny temat. Inne zbrodnie opisuje Pan ze wszystkimi makabrycznymi szczegółami, ale kiedy przychodzi do opisania martwego dziecka, jakby tracił Pan śmiałość i unikał podawania szczegółów…

 

Naprawdę? Nigdy nie zwrocilem na to uwagi. Nie wydaje mi się, żeby moim zadaniem było rzucać czytelnikowi w twarz wszystkie okropności tego świata. Myślę, że czytelnicy wiedzą o nich równie wiele jak ja. Poza tym czasem – jak to mówią – mniej znaczy więcej. Chcę, żeby wyobraźnia czytelnika wypełniła luki, które pozostawiam. Nie ma nic potężniejszego od wyobraźni.

 

Przed powieściami kryminalnymi pisał Pan głownie non fiction i dramaty rodzinne. Dlaczego więc przestawił się Pan na kryminały? Czy trudno było odnaleźć się w nowym dla Pana gatunku?

 

Zawsze uwielbiałem kryminały i thrillery. Aleprzygoda z pisaniem zaczęła się tak: w 2010 byłem na planie filmowym i wdałem się w rozmowę z reżyserem Samem Mendesem, który powiedział mi wtedy, że będzie reżyserował następnego Jamesa Bonda. I że czyta od nowa wszystkie książki Iana Fleminga, żeby lepiej wczuć się w klimat 007. Pomyślałem sobie: też to zrobię. Zacząłem czytać od nowa powieści o Bondzie i zanim skończyłem pierwszą z nich, Casino Royale, wiedziałem, że chciałbym spróbować stworzyć własnego bohatera, mojego własnego Jamesa Bonda, Sherlocka Holmesa, Dra Watsona, Philipa Marlowe’a. Wydawało mi się to wspaniałą przygodą, podziwiałem pisarzy, którzy tego dokonali. Więc Max Wolfe, bohater „Krwawej wyliczanki” i „Rzeźnika” narodził się (a właściwie został poczęty) podczas tej rozmowy z Samem Mendesem.

O pierwszej powieści myślałem przez rok, zanim usiadłem do jej pisania. Nie miałem żadnej umowy z wydawnictwem, co było straszne, ale jednocześnie dawało mi wielką swobodę. Zainwestowałem dużo w tego pierwszego Maksa, gdyby nie udało się go sprzedać, moja rodzina musiałaby pozbyć się domu. Zagrałem wiec o bardzo dużą stawkę i może dlatego się udało – dałem tej książce wszystko, co miałem do dania.

 

Co Pan czyta dla przyjemności? Ulubiona książka i ulubiony film.

 

Moja ulubiona książka i mój ulubiony film są inne każdego dnia. Dzisiaj odpowiedziałbym ze to „Lost in Translation” (pokazuje dokładnie, jak to jest być cudzoziemcem w Japonii) i „W drodze” Jacka Kerouaca (przypomina, jak to jest być młodym). Czytam wszystko, uwielbiam dobrze opowiedziane historie, spisane pięknym językiem. Moje serce otwiera się na dobra opowieść, bez względu na jej gatunek.

 

Dziekuję za rozmowę.