Strona główna Recenzje Skacząc po górach – recenzja „Przewieszenia” Remigiusza Mroza

Skacząc po górach – recenzja „Przewieszenia” Remigiusza Mroza

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Agnieszka Krawczyk

Remigiusz Mróz to niezwykłe pióro polskiego kryminału. Jak sam mówi w wywiadach, codziennie pisze przez kilka godzin i biega kilkadziesiąt kilometrów. Ma w szufladzie kilkanaście ukończonych powieści (prawdziwa gratka dla jego wielbicieli, no i oczywiście – wydawców), a przy tym jest doktorem prawa, więc na opisywanych zjawiskach zna się jak nikt.

„Przewieszenie” to kontynuacja bestsellerowej „Ekspozycji”, o której pisałam TUTAJ i porównałam wówczas Mroza do polskiego Dana Browna. Po przeczytaniu „Przewieszenia” podtrzymuję tę ocenę. Mróz jest zresztą lepszy od Browna, bo jest nasz, polski i przedstawia nam sensacyjno-przygodowo-kryminalne opowieści w lokalnej scenerii. Miałam przy tym, czytając „Ekspozycję”, pewien niedosyt. Brakowało mi w tej wartkiej, barwnej i przykuwającej uwagę akcji, solidnego spoiwa fabularnego. Historia za bardzo rozchodziła się na różne wątki, toczące się w kilku krajach, trochę za wiele było tu efektownych fajerwerków – przyciągających oczywiście uwagę czytelnika i budzących podziw, ale nie do końca dla mnie przekonywująco powiązanych. Była przy tym „Ekspozycja” książką świetną, przy której nie nudziłam się ani chwilę i czytałam ją jednym tchem, warcząc na moich bliskich, którzy usiłowali mi przeszkadzać. A „Przewieszenie” jest jeszcze lepsze, bo Mróz odrobił lekcję z fabuły i prowadzi ją niezwykle spójnie.

 

 

 

 

Podobnie jak w poprzedniej części, bohaterem jest komisarz Wiktor Forst. Dalej jest amatorem cynamonowych gum do żucia, ale już nie biega, w każdym razie nie wyczynowo. Jego życie bardzo się zmieniło po ostatniej sprawie – wyszedł z niej poturbowany tak fizycznie, jak i psychicznie. Jego świat jeszcze się nie poskładał do kupy i trudno powiedzieć, czy w ogóle jest szansa, aby się to stało w najbliższym czasie.

 

Wydawać by się mogło, że sprawa z „Ekspozycji” znalazła swoje wyjaśnienie. Okazuje się jednak, że ma drugie, groźniejsze dno. Forst znowu będzie musiał stanąć do walki i narazić swoje życie po raz kolejny.

Napisałam w notce, którą sporządziłam, czytając powieść, że „Przewieszenie” to historia o moim największym turystycznym koszmarze, mimo iż słabo chodzę po górach i tatrzańskie szlaki nie są moimi ulubionymi. Jaki to zatem koszmar? Każdego roku w górach ginie wiele osób – spadają w przepaść, gubią się i zamarzają w lesie. A co by było, gdyby to nie były wcale wypadki? Gdyby pojawił się psychopata, wybierający ofiary w schroniskach, idący za nimi i wykorzystujący okazje, by zepchnąć je ze skały?

Z takim mordercą musi się w „Przewieszeniu” zmierzyć Forst. Z zabójcą sprytnym, precyzyjnym i inteligentnym, który bawi się z policjantem w kotka i myszkę, starając się stanąć na jego drodze, ale jednocześnie pozostać nieuchwytnym. Prowokuje swoim zachowaniem i podrzuca wskazówki policji, dając jednocześnie do zrozumienia, że nigdy nie zostanie złapany.

Dla Forsta to walka na śmierć i życie – w dosłownym znaczeniu. Wyścig z czasem, gdzie na szali jest życie przypadkowo wybranych ofiar. I nie tylko przypadkowo wybranych… No, a w tle, wielka polityka i niejasne zakulisowe machinacje władzy. Wszystko wydaje się pozostawać w groźnym związku, który może zaważyć na niejednej karierze, ale i niejednym istnieniu.

Końcowy cliffhanger, charakterystyczny dla Mroza, po prostu wbija w fotel i zostawia czytelnika z krzykiem na ustach: „Panie Mróz, czemu mi pan to ZROBIŁ?”. No i jak ja doczekam rozwiązania tej historii w ostatnim tomie? Panie Remigiuszu, jak żyć?

Książka pod patronatem Zbrodniczych Siostrzyczek, przeczytana dzięki uprzejmości wydawnictwa FILIA MROCZNA STRONA