Recenzja Agnieszki Krawczyk
Z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po najnowszy kryminał PM Nowaka, czyli „Cokolwiek uczyniliście”, ponieważ dwie jego wcześniejsze publikacje „Ani żadnej rzeczy…” (nagrodzona za debiut na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału w 2013 r.) oraz „Na pokuszenie” bardzo przypadły mi do gustu. Zwłaszcza ta druga, opowiadająca ciekawą historię zbrodni wśród pracowników pewnej korporacji.
Trzeba przyznać PM Nowakowi, że budując swe fabuły nie powtarza się, starając się wychodzić poza schemat. Pokazuje czytelnikowi konsekwentnie interesujące, choć czasem dosyć hermetyczne środowiska – tak jest też w przypadku „Cokolwiek uczyniliście”, gdzie do czynienia mamy z mroczną stroną kościoła i występkami jego funkcjonariuszy.
Do prokuratora Kacpra Wilka zgłasza się Mateusz Czarny, młody mężczyzna, od wielu lat mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Wrócił, by pociągnąć do odpowiedzialności księdza, który przed wielu laty molestował go podczas kursu dla ministrantów. Przeżycia były traumatyczne i pozostawiły niezatarty ślad, jednocześnie chłopak wyparł je ze śwaidomości na tyle skutecznie, że nie pamięta szczegółów zajścia oraz nazwiska księdza. Z pamięci wydobył tylko inicjał, którym zawsze określał sprawcę. Wilk, wie, że niewiele może zrobić w tej sprawie – przestępstwo uległo już przedawnieniu. Poszkodowany wierzy jednak, że prokurator mu pomoże – jeśli nie, sam ma zamiar wymierzć sprawiedliwość, gdy dotrze do sprawcy.

Jednocześnie w Warszawie mają miejsce napaści na księży, chodzących po kolendzie. Komisarz Zakrzewski uważa, że są to zwykłe napady rabunkowe, jednak policyjna psycholog i wspierający ją ksiądz Piłat, myślą co innego. Miejsca napaści układają się na mapie w satanistyczny symbol, odwrócony pentagram. Kuria, w osobie biskupa Klenia – jest zaniepokojona: nie dość, że wciąż obawia się kolejnych ataków na kapłanów, to dodatkowo prokurator Wilk przychodzi ze sprawą molestowania sprzed lat. Czy obie kwestie się ze sobą wiążą? A może wręcz przeciwnie – rządzi nimi przypadek, ten okrutny gracz, który potrafi przeinaczyć fakty i sprowadzić śledztwo na fałszywe tory. Sprawa może mieć jeszcze inne, bardzo groźne drugie dno…
Kryminał PM Nowaka, to jak zawsze w przypadku tego autora, kawałek dobrej literackiej roboty. Zwłaszcza językowo powieść jest dopracowana, każda z postaci mówi „własnym językiem”, operując różnymi rejestrami emocji i tonów. Zakrzewski i Wilk to bardzo ciekawa para bohaterów, która nie znajduje sobie podobnych w polskiej literaturze kryminalnej. Komisarz jest wiecznie zafrasowany i stawia przełożonym mniej lub bardziej bierny opór, prokurator to lękliwy neurotyk, pełen różnych fiksacji. PM Nowak stara się jednak, by obaj nie byli w swoich przyzwyczajeniach i słabościach śmieszni. Są dziwni, to prawda, ale w żadnym momencie nie ocierają się nawet o groteskę. Bardzo lubię tych dwóch bohaterów – żadni z nich herosi, czy wzory do naśladowania, więc są prawdziwi i jeśli mogę użyć tego słowa – namacalni. Jak wiadomo, nie od dziś mam już dosyć w literaturze „zmęczonych kowbojów”, toteż Zakrzewski i Wilk są bardzo w moim guście. Bo mimo słabości i ograniczeń dążą do rozwiązania zagadki i osiągają sukces!
Historia kryminalna opisana w tej powieści jest niejednoznaczna i zagmatwana. Nie na tyle jednakże, abym nie domyśliła się rozwiązania, wcześniej zapewne niż założył to autor. Zbyt szybko pojawiła się dla mnie kluczowa wskazówka, co bynajmniej nie popsuło mi przyjemności z lektury. Oczywiście nie odkryłam wszystkich „zmyłek” autora i nie ukrywam, że przygotował dla mnie przynajmniej jedną dużą niespodziankę, co tylko dodało zakończeniu „smaczku”.
I choć bardziej podobało mi się „Na pokuszenie”, muszę uczciwie przyznać, że PM Nowak wciąż się rozwija i pisze coraz lepsze kryminały. Myślę, że równy poziom, jaki prezentuje w swoich książkach sprawia, że każda z nich znajdzie swych oddanych wielbicieli, którzy stwierdzą, że „ten Nowak jest najlepszy!”.
A mnie pozostaje czekać na kolejną powieść!
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarna Owca





