Strona główna Inne „Wampir” Wojciecha Chmielarza. Fragment

„Wampir” Wojciecha Chmielarza. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

 

„Szpila nie trudziła się z parkowaniem. Był środek dnia, dużo miejsca. Wjechała równolegle tam, gdzie powinno się stawać prostopadle, i wybiegła z samochodu, zostawiając otwarte drzwi. W dłoni już trzymała klucze od klatki schodowej.

Ktoś, kto by ją obserwował z okien bloku, zdziwiłby się, że kobieta w bliźniaczej ciąży może poruszać się z taką szybkością.

Zaczęło się godzinę temu od telefonu przemiłej starszej pani, która mieszkała piętro nad nimi i której czasami robili zakupy.

– Przepraszam, pani Zofio, że przeszkadzam w pracy. – Starsza pani zawsze była oficjalna i zaciągała po wschodniemu. Jej rodzina trafiła do Gliwic ze Lwowa, a ona sama mimo długich lat spędzonych na Ziemiach Odzyskanych nie zdołała pozbyć się akcentu. – Pani córeczka strasznie płacze. Cały czas, pani Zofio. Zeszłam tam nawet na dół, zapukałam, żeby pomóc może, ale nikt nie otwiera. Pani mąż to chyba sobie rady nie daje. Pomyślałam, że powinna pani wiedzieć.

 

 

 

Szpila (wbrew słowom Krystiana lubiła swoją ksywę – była krótka, mocna i dosadna) pomyślała, że starsza pani zaczyna mieć omamy. To źle wróżyło na przyszłość. Krystian szedł do pracy na dziewiątą, więc od kilku godzin Jula powinna być w przedszkolu. Podziękowała starszej pani za troskę, powiedziała, że wszystko w porządku, i rozłączyła się.

Ale nie potrafiła się już skupić na pracy. Zadzwoniła do przedszkola. Tam usłyszała, że Krystian nie przyprowadził dziś Julki na zajęcia.

Zachorowała? Szpila zmartwiła się na tę myśl – przede wszystkim chciała, żeby jej dziecko było zdrowe, ale jednocześnie nie chciała się niczym zarazić. Była przecież w ciąży. Będzie musiała się izolować od córeczki, unikać kontaktu. Ostatnio Jula z trudem zniosła taką sytuację. Nic nie rozumiała. Dużo płakała. Buntowała się. Raz nawet uderzyła ją w brzuch.

Tylko dlaczego Krystian się nie odzywał? Szpila wybrała jego numer, ale nie odbierał. Spróbowała kolejny raz i kolejny, ale ciągle włączała się poczta głosowa. Zadzwoniła bezpośrednio do banku. Tam powiedzieli jej tylko, że Krystian nie pojawił się dzisiaj w placówce i nie mają pojęcia, co się z nim dzieje. Martwili się, że coś mu się stało. Połączyła się z sąsiadką z góry.

– Czy Julcia ciągle płacze? – zapytała tylko.

– Ciągle.

Porwała płaszczyk, torebkę i bez słowa wybiegła z firmy księgowej, gdzie pracowała.

Teraz pokonywała po dwa, trzy schody naraz, co na obcasach i w ciąży było nie lada sztuką. Już na dole słyszała rozdzierający płacz córki. Wpadła do domu. Drzwi nie były zamknięte na klucz.

Julkę znalazła w dużym pokoju. Półnagą, czerwoną od płaczu, mokrą od łez, spoconą i zasmarkaną. Wzięła ją w ramiona, podniosła, chociaż lekarz jej tego zabraniał, i przytuliła. Szepcząc do ucha matczyne zaklęcia, obeszła całe mieszkanie, ale Krystiana nigdzie nie było. Wszędzie widziała tylko ślady przerażonego dziecka, które zbiło jedną szklankę, przewróciło wazon, krzesło i zrobiło kupę na środku dywanu oraz siusiu przy drzwiach.

Zadzwonił telefon. Nieznany numer. Odebrała.

– Nie zawiadamiaj policji.

– Co takiego?

– Nie zawiadamiaj policji. Wiemy, gdzie mieszkasz. Pomyśl o swojej córce. O swoim brzuchu. I o tym, że nawet nie wiesz, gdzie i ile zioła ukryliśmy w twoim domku. Co by powiedziały psy, gdyby je znalazły?

Zioło? Marihuana? To o to chodziło? Krystian obiecał, że już się tym nie będzie zajmował. Obiecał jej!

– Będziesz grzeczna, a twój mąż wróci cały i zdrowy.

– Jeśli to jakiś żart…

– To nie jest żart.

Szpila przełknęła ślinę i mocniej przytuliła do siebie szlochającą Julkę.

– Powiedzcie mojemu mężowi…

– Tak?

– Powiedzcie, że będzie miał szczęście, jeśli to wy go zabijecie.”

 

Wydawnictwo Czarne