„Nie żył już w chwili, gdy jego ciało uderzyło w rwące, błotniste wody Jangcy, tuż za pierwszym z jej Trzech Przełomów. Nie znać było po nim rozpaczliwej walki, by dotrzeć do bezpiecznego
lądu czy choć dosięgnąć wystającej skały, nie znać było desperackiego wysiłku, by złapać ostatni oddech, nie znać było śladu palącego bólu, kiedy woda wdzierała się do płuc. Po prostu swobodnie podryfował niesiony bystrym prądem rzeki. Jakże niewiarygodnie szybko ostygł w jej zimnych wodach. Jakże niewiarygodnie gładko, nie napotykając najmniejszej przeszkody, sunął wraz z falą.

Rwąca rzeka bezustannie unosiła go dalej. Mijał poszarzałe od starości wioski, fabryczne kominy buchające gęstym dymem, rury wypluwające prosto do wody cuchnące odpady, tę paskudną mieszaninę chemikaliów i nieoczyszczonych ścieków. Jego skóra najpierw pomarszczyła się, a potem zaczęła obłazić. Gazy wypełniły wnętrzności i nie znajdując ujścia, wydęły go tak, że utrzymywał się na powierzchni. Naraz nurt stał się tak silny, że ciało rozpędziło się do dziewięciu metrów na sekundę i uderzyło z impetem o wyszczerbione krawędzie klifów, które roztrzaskały potylicę i wyrwały kępy włosów, niemal zdzierając skalp. Dalej rzeka leniwie rozlewała się w sennej dolinie i wyraźnie zwalniając bieg, stawała się płytka, acz zdradziecka, rzucając niebezpieczne wyzwanie nawet najbardziej doświadczonym nawigatorom. Nieraz porwały go ciemne odmęty, a nieraz utknął na skrawku mielizny, zanim oswobodził go wartki prąd czy fala wzburzona przez przepływające tuż obok statki.
Czy ktokolwiek widział tę shui da bang – namokłą kłodę – jak uparcie zmierza ku morzu wraz z nurtem rzeki? Rzeki, która wije się niczym wąż, zbierając wody z ponad jedenastu tysięcy kilometrów kwadratowych ziemi, co stanowi prawie jedną piątą całej powierzchni Chin. Rzeki, która dzieli kraj na północ i południe, różnicując tym samym ludzkie temperamenty, charaktery i zwyczaje: od kuchni aż po religię. Jangcy steruje życiem trzeciej części populacji Chin, ponad czterystu milionów ludzi, czyli co trzynastego człowieka, który stąpa po naszej planecie. Dlatego ktoś musiał go widzieć. Może rybak czy żeglarz dostrzegł wśród mrocznych fal błyskającą biel kołyszącego się ciała. Ale może to był biały delfin baiji? Legenda mówi, że to nie prawdziwe
delfiny, lecz dziewczęta zaklęte w wodne stworzenia. Choć te baiji, które do dziś pozostały przy życiu, liczy się zaledwie W tuzinach, a wedle innych szacunków żaden nie przetrwał zanieczyszczenia środowiska i żeglugi rzecznej.
Czy możliwe więc, że ten biały ślad, co pojawia się i znika na fali, to rzeczywiście baiji? Toż to istny cud wśród wody zalewającej tę wyciętą w ziemi ranę! Wkrótce ciało wpłynęło w okolice miasta Wushan, gdzie zdumiewająco zielona wstęga rzeki Daning łączy się z mulistym i mętnym błotem Jangcy. Sampany z rybakami sunęły tutaj cicho, a wielkie promy przewoziły mężczyzn i kobiety w górę i w dół rzeki, tam i z powrotem, do pracy, do krewnych, do lepszego życia. Nagie dzieci pływały na dętkach, śmiały się i droczyły ze sobą. Nagle jeden chłopczyk wpadł przypadkiem na ciało i przez chwilę zdawało mu się, że to kolega dla żartu udaje topielca. Przecież od czasu do czasu bawili się w umarlaka. Chłopiec trącił nogą ciało i poczuł, jak
stopa miękko się w nim zapadła, a potem wepchnął ją jeszcze głębiej w gnijące wnętrze i z całej siły machając rękami i nogami, czym prędzej odpłynął, lecz nie od razu opowiedział o horrorze, jaki go spotkał. Najpierw ukradkiem przybliżył się do jednej z niewielkich łodzi, które wiozły turystów na wycieczkę w górę rzeki Daning przez Małe Trzy Przełomy. Jeśli uśmiechnie się ładnie, pomacha serdecznie, po czym na całe gardło krzyknie: „Witamy! Witamy!” do tłustych cudzoziemców pstrykających fotki, to może uda mu się odpłynąć z kilkoma juanami w dłoni.
Ciało pomknęło z wartkim prądem w kierunku przełomu Wu, drugiego z Trzech Przełomów, gdzie skały wznosiły się tak wysoko, że z ledwością docierały tu blade promienie słońca. Wyżej, ponad skałami, wyłaniała się Iglica Bogini w otoczeniu jedenastu szczytów, przypominająca kształtem postać klęczącej dziewczyny. Miejscowi wierzyli, że mieszka w niej Yao Ji, dwudziesta trzecia córka Królowej Matki Zachodu, a okalające szczyty symbolizują jedenaście służebnic. Pewnego
razu Yao Ji zapragnęła zwiedzić góry i rzeki świata śmiertelników.
Spoczęła na chmurze i kiedy leniwie płynęła przed siebie, nagle spostrzegła dwanaście smoków, które siały spustoszenie na ziemi, przynosząc cierpienie i śmierć jej mieszkańcom.
Wezwała cesarza Wielkiego Yu i obdarzyła go władzą nad żywiołami natury, a potem przyglądała mu się z uwagą, jak sieka skały, by stworzyć wąwozy, którymi woda odpłynie do morza. Dziś mówi się, że Iglica Bogini przynosi szczęście tym, którym uda ją się dostrzec wśród oparów
mgły, ale nie przyniosła szczęścia temu człowiekowi, którego los skazał na wędrówkę do oceanu, drogą, jaką przed wiekami wytyczył Wielki Yu.
To była tylko zwykła legenda opowiadająca o rzece, która na zawsze pozostanie tajemnicą dla swego ludu i dla obcego świata. W kraju, gdzie mity zawsze przeplatały się z historią i polityką, większość mieszkańców nigdy nawet nie słyszała słowa „Jangcy”. Określano nim ostatnie trzysta
dwadzieścia kilometrów rzeki, gdzie przecinała prastare lenno Yang. Naród chiński nazywał ją Chang Jiang, Długa Rzeka, lub Da Jiang, Wielka Rzeka. Ale ci, co mieszkali na brzegach, nadawali tej rzece nazwy najtrafniej odzwierciedlające jej charakter na każdym z sześciu tysięcy kilometrów, przez które się ciąg nie: Rzeka Dzikiego Jaka, Rzeka Złotego Piasku, Piękna Rzeka, Rzeka Ludu Ba.”
Tłumaczenie Anna Zeller
Wydawnictwo Świat Książki





