Rozdział 2
Lipowo, kolonia Żabie Doły i Brodnica. Środa,
31 lipca 2013. Przed południem
Młodszy aspirant Daniel Podgórski obudził się wyjątkowo wypoczęty. Upały, które panowały w ostatnich tygodniach lipca, zelżały nieco i wreszcie mógł odetchnąć pełną piersią. Stanowiło to miłą odmianę po rozpalonych niemal do czerwoności dniach, kiedy przejście krótkiego odcinka od domu do komisariatu stanowiło nie lada wyzwanie. Nie tylko dla Daniela. Ludzie w Lipowie narzekali na gorąco, tak jak narzekali na słotę czy śnieg. Jak zawsze.
Weronika Nowakowska poruszyła się we śnie. Daniel uśmiechnął się czule. Od kilku miesięcy byli parą. Policjant nadal nie mógł do końca uwierzyć w swoje szczęście. Kiedy młoda pani psycholog z Warszawy przyjechała kilka miesięcy temu do Lipowa, policjant nigdy by nie przypuszczał, że połączy ich uczucie. A może raczej trzeba powiedzieć, poprawił się w duchu Podgórski, że nigdy by nie uwierzył, że ona zechce być z nieco zbyt pulchnym prowincjonalnym policjantem. Zgoda, szefem prowincjonalnego komisariatu. Nie żeby to za bardzo zmieniało sytuację. Rudowłosa Weronika była przecież przyzwyczajona do warszawskich standardów. Te standardy nie były co prawda do końca sprecyzowane w głowie Daniela, ale Podgórski podejrzewał, że mogły mieć związek z markowymi garniturami i mitycznym kaloryferem na męskim brzuchu. Czyli czymś, czego on sam nigdy nie osiągnie.

Mimo tej dość pesymistycznej konstatacji uśmiechnął się w duchu. Nie można zaprzeczyć, że miał teraz wszystko, czego potrzebował. Lubił swoją pracę w komisariacie w spokojnym Lipowie, z Weroniką też chyba wszystko się układało. Czego chcieć więcej? Praca w policji kryminalnej, przebiegło mu przez myśl. W Brodnicy, a może nawet w Warszawie. Niedoścignione marzenie, którego nieco wstydził się przed kolegami. Ostatniej zimy miał przedsmak tego, jak taka praca może wyglądać. Daniel westchnął i odegnał nieproszone myśli. Trzeba uważać, czego człowiek sobie życzy, upomniał się w duchu. Od ostatniej zimy, kiedy w Lipowie miały miejsce te wszystkie makabryczne wydarzenia, wolał o tym pamiętać. Trzeba uważać, czego człowiek sobie życzy.
Weronika otworzyła oczy i odgarnęła z twarzy splątane rude włosy.
– Już wstajesz? – spytała nieco niewyraźnie.
Daniel uśmiechnął się do niej szeroko.
– Tak, muszę jeszcze wpaść do domu po mundur – przypomniał jej. – A potem szybko na komisariat. Nie powinienem tak często się spóźniać.
Od kilku miesięcy Daniel i Weronika właściwie mieszkali razem w starym dworku, który należał do Nowakowskiej. „Właściwie” to dobre słowo, uznał Podgórski. Nigdy tego nie uzgadniali. Samo się stało. Przyszło gdzieś pomiędzy szczoteczką do zębów Daniela w łazience Weroniki a kilkoma jego ubraniami w jej szafie. A może chodziło o tych kilka płyt z ulubioną muzyką Daniela? Sam już nie był pewien.
Właściwie mieszkali razem. W każdym razie Podgórski więcej czasu spędzał w dworku Weroniki Nowakowskiej niż we własnych czterech kątach. Oficjalnie jednak nadal mieszkał w suterenie domu swojej matki i tam też miał większość rzeczy. Logika nakazywałaby je przenieść do dworku Weroniki. Na pewno byłoby wygodniej niż teraz, kiedy każdego ranka Daniel najpierw pędził do domu matki po świeży mundur, a dopiero potem szedł do pracy.
Przeniesienie rzeczy oznaczałoby jednak niemal formalną deklarację, a chyba żadne z nich nie było jeszcze na to gotowe. Zwłaszcza Weronika, pomyślał Daniel. On sam to zupełnie inna historia. Weronika zaledwie kilka miesięcy temu rozwiodła się z niewiernym mężem. Podgórski bał się więc naciskać. Nie chciał jej niepotrzebnie wystraszyć.
Sprawy pomiędzy nimi i tak potoczyły się dość szybko, uznał. Szybciej, niż można by przypuszczać. A już na pewno szybciej, niż było to w zwyczaju w Lipowie. Tutaj na wszystko trzeba było odpowiednio dużo czasu. Najpierw długie podchody, potem niewinne spotkania, okres narzeczeństwa i ślub. Przynajmniej oficjalnie. W Lipowie ważne było zachowanie pozorów. Chcąc nie chcąc, Podgórski musiał przyznać, że pozory trzymały ich wioskę w jakże potrzebnych ryzach.
Uczucie, które połączyło Weronikę i Daniela, stało się na pewien czas obiektem lipowskich plotek. Nic dziwnego. Plotkowanie było ulubionym sportem mieszkańców wsi. W Lipowie nic nigdy nie dało się ukryć. Nie na dłuższą metę. Tak przynajmniej wszyscy sądzili dotychczas. Jak bardzo się mylili, pokazały wydarzenia minionej zimy. Podgórski odegnał niechciane myśli. Przez otwarte okno wpadał zapach lasu. Śpiewały ptaki. Makabryczne morderstwa to nie było to, co pragnąłby sobie przypominać w ten piękny letni poranek.
Pocałował Weronikę delikatnie. Uśmiechnęła się nieco przekornie, błyskając niebieskimi oczami. Wszystko wydawało się jak zwykle, ale Daniel poczuł, że Weronika jakby odsuwa się od niego. Nagle odezwał się jego telefon, przerywając te rozważania. Chyba po prostu jestem przewrażliwiony, pomyślał Daniel.
– Młodszy aspirant Daniel Podgórski, komisariat policji w Lipowie – przedstawił się automatycznie.
Służbowy telefon o tak wczesnej porze nie wróżył nic dobrego.
– Danielku, mamy wezwanie – usłyszał w słuchawce głos matki.
Maria Podgórska nie tylko dzieliła z nim dom, ale także pracowała razem z synem w lipowskim komisariacie. Starsza pani pełniła rolę recepcjonistki, sekretarki, organizatorki i dostarczycielki domowych wypieków. Ku ogólnemu zachwytowi policjantów i ku zgubie Daniela, który za każdym razem musiał kupować większy rozmiar spodni.
– Co się stało? – zapytał Podgórski, ubierając się pospiesznie.
Pies Weroniki, golden retriever Igor, zerwał się na równe nogi. Myślał chyba, że pośpiech Daniela jest zaproszeniem do zabawy. Psi ogon tańczył energicznie wokoło.
Maria Podgórska westchnęła przeciągle. Daniel przycisnął mocniej słuchawkę do ucha.
– Na miejscu jest już Brodnica – powiedziała matka przyciszonym głosem, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy. – Kryminalni, więc sam rozumiesz.
Komisariat w Lipowie podlegał Komendzie Powiatowej w Brodnicy. To, że do zgłoszenia tak szybko przyjechała policja kryminalna z miasta, nie wróżyło nic dobrego.
– Mamy morderstwo – powiedziała Maria Podgórska.





