Recenzja Adrianny Michalewskiej
Po „Pałacu tajemnic”, poprzedniej powieści tej autorki, nabrałam przekonania, że Agnieszka Pietrzyk potrafi wykopać z ludzkiej duszy najgorsze strachy. Z pewną podejrzliwością sięgnęłam po jej najnowszą powieść „Urlop nad morzem”.

Czterdziestoletnia Beata, kobieta po przejściach, wynajmuje od przyjaciółki dom nad morzem. Postanawia spędzić w nim, wraz ze swoim nowym, sporo młodszym mężem, urlop. Nadchodzi jesień i małe miasteczko skrzypi jesienną aurą. A wynajęty dom jest ciemny, pełen zagadek i historii, której był świadkiem przez ponad sto lat. Duży, pusty i pełen zakamarków. Nic więc dziwnego, że z każdego jego kąta wyłażą upiory. A na strychu leży list dziewięcioletniego chłopca, który napisał w nim, że jego ojczym zarąbał właśnie siekierą matkę dziecka i pochował ją w piwnicy. List kończy się dramatycznym wezwaniem do tego, w czyje ręce trafi to pismo, aby przeniósł kości matki Staszka (bo tak mu na imię) i jego samego do poświęconej ziemi, gdyż dziecko obawia się wiecznego potępienia w piekle.
Czy można o lepszy wstęp? Pewnie tak, ale mnie ten w zupełności wystarczył. Musiałam przeczytać tę historię, bo podejrzewałam, że na tym jednym liście i na jednym morderstwie się nie skończy. Tymczasem Beata rusza do piwnicy, aby odszukać w niej zakopane zwłoki. Jak się okazuje, czeka ją jeszcze wiele niespodzianek, które wystawią żelazne nerwy kobiety na próbę. Czy list był prawdziwy? Co znajduje się w podziemiach piwnicy starego domu? Czy zbrodnie sprzed lat naprawdę się wydarzyły?
Agnieszka Pietrzyk potrafi zwodzić. Już prawie mamy rozwiązanie w ręce, gdy jednak okazuje się, że trop był mylny i musimy szukać od nowa. Wciąż w gotowości i na baczność, bo nikomu nie można przecież ufać. A dodatkowo duchy zmarłych nie dają bohaterom spokoju. Czyta się to wyśmienicie, bo tempo jest odpowiednio szybkie a niepewność nie opuszcza nas ani na moment.
Ponieważ prawie żadna powieść nie jest doskonała, także tu zdarzyła się pewna luka fabularna. Młodzi policjanci wezwani do domu bohaterki sugerują jej działania niedozwolone, podczas gdy powinni postąpić zgodnie z ustawą o cmentarzach i chowaniu zmarłych, na pewno im znaną. Nawet w tak małej miejscowości nikt nie będzie się chyba narażał prokuratorowi. Tyle w rzeczywistości, bo w powieściach przecież wszystko jest możliwe.
Agnieszka Pietrzyk potrafi opowiadać. Słone morskie powietrze i zimne morze wyczuwamy na każdej stronie tej historii. A także przejmującą samotność, od której nikt z nas czasami nie potrafi uciec. Narracja to najmocniejszy element „Urlopu nad morzem”i. Choć pierwszoosobowa i o wąskim horyzoncie postrzegania całości, ani przez moment nie pozwala się nudzić.
„Urlop nad morzem” pojawi się w księgarniach 15 stycznia.





