Strona główna Recenzje Jak się chce, to można, czyli ?Nowy drapieżnik? Zbigniewa Zborowskiego

Jak się chce, to można, czyli ?Nowy drapieżnik? Zbigniewa Zborowskiego

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Marty Guzowskiej

Zbigniew Zborowski jest (o czym dowiedziałam się z skrzydełka okładki) reporterem i niejedno, w niejednym kraju widział. Chyba się zmęczył skoro (znów informacja z skrzydełka okładki) osiadł na ciepłej posadzie zastępcy redaktora naczelnego ?Pani Domu?. Chyba też jednak brak mu dawnych emocji, bo napisał Znakomity Thriller (przez wielkie Zet i Th). Jeśli jest to jego debiut powieściowy to chapeau bas.

 

 

 

Maciek jest od lat przykuty do lóżka, może tylko słuchać kłótni rodziców i czekać, aż to wszystko się skończy. I gapić się na gołębie za oknem. Maciek jest ciężko chory, na chorobę tak skomplikowaną, że właściwie nie ma nazwy. A tak naprawdę to Maciek był chory. Dawno temu. Obecnie jest chodzącym okazem zdrowia, silnym, wysportowanym i (co się okaże później) seksownym młodym mężczyzną.

Maciek doskonale zarabia jako negocjator (nie policyjny, tylko w biznesie) i troszczy się o swoją matkę.

Maciek ma dziewczynę, z która zrywa, ale cóż, bywa.

Maciek jest najniebezpieczniejszym człowiekiem na kuli ziemskiej (a w każdym razie w Warszawie) i doskonale o tym wie.

Iza ma bogatych i ustawionych starych, którzy chętnie ustawiliby również jedyną córkę.

Iza ma narzeczonego, który może taktem nie grzeszy, ale rokuje i ma dobre intencje.

Iza ma jednak ambicje stać się samodzielną dziennikarką: robi więc za grosze jakieś trywialne setki dla niszowej telewizji. I czeka, czeka aż w jej życiu coś się wydarzy.

Madej jest policjantem, a tak naprawdę to był policjantem, bo obecnie jest raczej wypalonym wrakiem człowieka.

Madej wcale nie czeka, aż w jego życiu coś się wydarzy.

Wręcz przeciwnie, Madej ma nadzieję, że nie wydarzy się nic i że uda mu się jakoś przetrwać do emerytury.

I są jeszcze przestępcy, coś w rodzaju pruszkowskiej mafii, paskudne typy. I ci przestępcy zaczynają ginąć. Mówiąc obrazowo ? pęka im w mózgu żyłka. Jednemu po drugim.

Z tej barwnej kombinacji Zborowski stworzył jedną z najlepszych powieści sensacyjnych ubiegłego roku. Problem w tym, że nie wiadomo do końca, czy to sensacja, czy horror. Ale ja bym się o gatunek nie kłóciła, całość jest znakomita i już.

Największym atutem ?Nowego drapieżnika? jest język. Zborowski genialnie podsłuchuje zarówno warszawską nowomowę, jak i gwarę przestępczą. Czy są one odwzorowane w skali jeden do jednego, nie wiem, ale nie ma to znaczenia, bo są bardzo wiarygodne. Podobnie wiarygodna jest (rzecz nieczęsta w polskiej literaturze popularnej) psychologia bohaterów. Może najmniej prawdziwa, za to najbardziej papierowa jest Iza (ach, czy ja dożyję dnia, kiedy polska literatura kryminalno-sensacyjna wyda jakiś pełnokrwisty typ kobiecy?), ale mieści się w konwencji, więc mniej uważny czytelnik przełknie to bez trudu, a bardziej uważny nie będzie długo wybrzydzał, bo wciągnie go akcja.

Akcja też jest mocna w ?Nowym drapieżniku?. W ogóle, jak już mówiłam, to mocna książka. Więc gdybyście mieli wybrać jeden, jedyny thriller łamany przez horror, wybierzcie właśnie Zborowskiego. Ja mam nadzieję, że autor siedzi już w pocie czoła na kolejną, równie dobrą książką.

 

?Nowego drapieżnika? Zbigniewa Zborowskiego przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka