Recenzja Agnieszki Krawczyk
Tak, to był zdecydowanie najlepszy prezent na Święta, który umilił mi długie godziny kuchennych zmagań z obiadami, kolacjami, zmywaniem i innymi tego typu pasjonującymi zajęciami. Co więcej prezentu tego nie otrzymałam od męża, dziecka czy rodziny, ale od wydawnictwa Rebis, które tę niezwykle pożyteczną pozycję wypuściło.
?Kraina Chichów? to moja ulubiona powieść Carrolla, choć ostatnia, ?Kąpiąc lwa? (recenzja TUTAJ), prawie jej dorównuje. ?Kraina? to niezwykły debiut, zawsze zastanawiam się, jak to jest zabrać się do pisania po raz pierwszy i stworzyć tak genialne i kompletne dzieło.
?Krainę Chichów? czytałam wielokrotnie ? po raz pierwszy w ?Fantastyce? w 1987 roku, w odcinkach, całe wieki temu. Mimo upływu czasu, historia nie przestała mnie czarować. Może dlatego, że uwielbiam powieści o pisarzach (stąd zapewne moja miłość do książek Kinga i Irvinga), a ta jest z nich wszystkich najlepsza.

Dla tych, którzy jeszcze nie sięgnęli po ?Chichy? (nie wiem, czy w ogóle są tacy ludzie!) krótkie wprowadzenie. Główny bohater, Tomasz Abbey, jest synem gwiazdora Hollywood, a zarazem bardzo skromnym nauczycielem literatury angielskiej. Jest samotny i nieco zgorzkniały, niezbyt lubi uczyć, a właściwie ? nie lubi swoich leniwych i głupich wychowanków. Postanawia wziąć roczny urlop i poświęcić się czemuś, o czym marzył całe życie ? napisaniu biografii swego ulubionego pisarza, autora najgenialniejszych książek dla dzieci, Marshalla France?a. Zadanie tylko z pozoru jest łatwe ? France był odludkiem, mało o nim wiadomo, całe życie spędził w niewielkim miasteczku Galen. Spuścizny ojca zazdrośnie strzeże jego córka Anna, która skutecznie opiera się wszelkim próbom napisania biografii France?a, dosłownie wykurzając każdego potencjalnego biografa z Galen. Abbey wraz ze swoją przyjaciółką i jednocześnie kolejną fanką France?a, Saxony Gardner, postanawia jednak zaryzykować. Oboje jadą do Galen i udaje im się pokonać opór Anny France ? Tomasz Abbey dostaje zgodę na rozpoczęcie pracy. Wkrótce potem w miasteczku zaczynają dziać się niesamowite rzeczy, a bajka szybko zamienia się w horror.
Nie mogę napisać więcej, bo każde słowo zdradzi już za dużo. Napiszę więc za co kocham tę książkę i co nowego odkryłam w niej podczas długich, bo aż dziesięciu, godzin słuchania jej w formie audiobooka. Ta opowieść czaruje mnie, bo jest poświęcona samemu procesowi tworzenia i sprawczej sile wyobraźni. Chciałabym mieć talent Marshalla France?a do hipnotyzowania swoimi kreacjami i zdolności Tomasza Abbey?a do sprawiania, by fabuły potrafiły zaistnieć. France i Abbey to dwa literackie geniusze, które dopełniają się wzajemnie, ale ? muszą też nieuchronnie zmierzyć się ze sobą.
Ta książka jest cudowna także dlatego, że Carroll umiejętnie balansuje pomiędzy gatunkami ? ?Kraina Chichów? to ponoć powieść z gatunku urban fantasy. Ponoć, bo ja tu znajduję i obyczajówkę z celnymi obserwacjami amerykańskiego koledżu lat 70. XX wieku, którą warto zderzyć z ?Buszującym w zbożu? Sallingera, powieść psychologiczną, horror, a nawet ? gdyby się temu dobrze przyjrzeć ? niezły kryminał. Oczywiście jest i fantastyka, temu nie zaprzeczam, w charakterystycznym dla całej późniejszej twórczości Carrolla onirycznym stylu.
Jest genialna kreacja postaci. Czy zwrócili Państwo uwagę, że wszystkie bez wyjątku postaci Carrolla są brzydkie? Anna France jest okropna z wyglądu, Saxony Gardner ? jak chce sam autor ? wygląda ?pospolicie?. Tomasz jest wymoczkowatym nerwusem, a wydawca France?a, pan Lewis ogólnie jest bezpłciowym gogusiem, który podaje ?wiotką? rękę, ma straszliwe wełniste białe włosy i pali zbyt drogie cygara. A jednak wszystkie te osoby są fascynujące i co więcej ? w miarę upływu czasu wydają nam się na swój sposób piękne, zwłaszcza Anna France ? niedostępna i demoniczna.
No i Galen. Cudowne miejsce, które dla bohatera zamienia się w koszmar. To niejako archetyp amerykańskiego miasteczka, pozornie idyllicznego, a skrywającego mroczną i niebezpieczną naturę rodem z ?Blue Velvet? Davida Lyncha.
No po prostu uwielbiam tę książkę!
Jeżeli jej Państwo nie czytali ? proszę nie zwlekać i natychmiast to nadrobić. Jeśli lektura już została przerobiona ? czas do niej wrócić.
Zwłaszcza, że Rebis uraczył nas tym wspaniałym audiobookiem. Interpretacja książki w wykonaniu Wojciecha Żołądkowicza jest znakomita. Czyta tak świetnie, że miałam wrażenie, że to Tomasz Abbey mówi do mnie. Słuchając Żołądkowicza-Abbey?a odkryłam coś, czego dotąd w tej książce nie zauważyłam. Carroll idzie absolutnie pod prąd wszystkim podręcznikom kreatywnego pisania ponieważ ?opisuje, a nie pokazuje? (winno się robić odwrotnie). Każda z postaci jest dogłębnie opisana z każdym dostępnym szczegółem. Wiemy, jak kto wygląda, co ma na sobie, jak reaguje w danej sytuacji. I co? Czy nas to nudzi lub odbiera przyjemność? Nie. Bo postaci Carrolla są tak skonstruowane, że opis to zaledwie wierzchołek góry lodowej naszej wiedzy o nich. Prawda jest ukryta głęboko we wnętrzu, a opis często myli. Choćby Saxony: Carroll opisuje ją jako pospolitą i zdrowo wyglądającą. Nieprawda ? Sax była poważnie chora i ledwie uniknęła śmierci, gdy ją poznajemy zakończyła właśnie rekonwalescencję. Najwyraźniej credo Carrolla brzmi ?opisuj, ale tak, by nikt nie mógł się w tym połapać?. Ale uświadomił mi to właśnie audiobook, gdzie książkę przeczytał mi ktoś inny.
Ostatnio moja koleżanka, autorka poczytnych powieści obyczajowych, Magda Witkiewicz, napisała na fesjbuku, że chętnie puściłaby sobie audiobooka i zaczęła robić na drutach.
Tak, Magda, puść sobie! ?Krainę Chichów?! Przez dziesięć godzin zrobisz nie tylko czapki i swetry dla wszystkich domowników i kota Puszysława, ale też gruby szalik dla mnie, że Ci tak dobrze doradziłam!
Audiobook otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebis.





