Strona główna Recenzje Straszne, a nawet jeszcze straszniejsze, czyli ?Wanna z kolumnadą? Filipa Springera

Straszne, a nawet jeszcze straszniejsze, czyli ?Wanna z kolumnadą? Filipa Springera

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Marty Guzowskiej

Moi rodzice mieszkają pod Warszawą. Jedzie się do nich tzw. szosą grodziską, czy też, według innej nomenklatury, przedłużeniem Alej Jerozolimskich. Teraz na początku tego docinka, od strony Warszawy licząc, trwa mega-budowa jakiegoś fragmentu autostrady, czy obwodnicy, i to jest jedyny odcinek całej trasy wolny of reklam. I chyba tylko dlatego wolny, że przebieg jezdni rzeczywiście zmienia się tam z dnia na dzień, reklamodawcy musieliby przesuwać bannery dosłownie co chwila. Zapewne im się to nie opłaca. Oprócz tej oazy spokoju w postaci najeżonej prętami zbrojeniowymi masy betonu i usypanej ziemi reklamy są dosłownie wszędzie. Do moich ulubionych należy reklama fajerwerków strzelająca w niebo neonowymi iskrami tak, że nieopatrzeni mogą

stracić panowanie nad kierownicą oraz reklama wspomnianej przez Springera Wenecji w podwarszawskich Michałowicach.

Zresztą, co tam reklamy. W Otrębusach, przy tej samej trasie, tuż koło drogi, oddzielony od asfaltu zaledwie metrem, może dwoma błotnistej ziemi, stoi łazienkowski Pałac na Wodzie, odrobiony może nie w skali jeden do jednego (nie ma skrzydeł i detale też się różnią), ale widać, że architekt bardzo się starał. Podobnie jak w michałowickiej Wenecji odbywają się tam wesela i takie inne, i jestem pewna, że obłożenie, podobnie jak Venecja Palace, mają na lata z góry.

 

 

?Wanna z kolumnadą? Springera to rzecz o brzydocie naszych miast i przedmieść. Doskonale napisana, opatrzona interesującymi przykładami i świetnie dobranymi ilustracjami (poza tym podziwiam talent popularyzatorski Springera, to wielka, a często niedoceniana sztuka, pisać o sprawach poważnych lekko i przyjemnie). Można w niej znaleźć rozdziały o reklamach, o slepym naśladownictwie w warunkach polskiego błota klasycystycznej architektury, o ?pastelozie? (kocham to określenie!) osiedlowych bloków, o grodzonych osiedlach, o niszczeniu naturalnego piękna krajobrazu przez budynki-molochy? Ale to nie dobór tematów decyduje o tym, że ?Wanna z kolumnada? przeraża niczym rasowy horror.

Przeraża fakt, że podczas przeglądania ilustracji potrzeba czasu i świadomej woli, żeby się przerazić. Bo na pierwszy rzut oka horrory estetyczne z polskich miast i miasteczek w ogóle nie przerażają. Mało tego, nie przyciągają uwagi. Oko prześlizguje się po zaśmiecających wszystko reklamach, po stojących w szczerym polu starannie ogrodzonych osiedlach identycznych domków, po jaskrawozielonych lub w kolorze majtkowego różu blokach, ale mózg nie rejestruje w tym nic dziwnego. Przeciwnie, mózg pogrąża się w błogostanie jak zawsze wtedy, kiedy ma do czynienia z sytuacją dobrze znaną, rozpoznaną i nie wymagającą żadnej reakcji. Polska brzydota tak nam się opatrzyła, że uważamy ją za normalną, i to właśnie jest przerażająca konkluzja książki Filipa Springera. Zachwycamy się pięknymi, wolnymi od płacht reklamowych i nieudolnych architektonicznych łamańców europejskimi miastami, ale one dla nas normalne nie są i basta.

Dlatego rozumiem, co miał na myśli Andrzej Stasiuk pisząc do ?Wanny z kolumnadą? posłowie, chociaż w ogóle się z nim nie zgadzam. Stasiuk twierdzi, że ten otaczający nas syf, to taki nasz polski urok, w nim cały charm polskiego krajobrazu. Ja życzyłabym sobie edukacji plastycznej od podstaw, oraz pożądanego pożaru, który strawiłby nie tylko płachty reklamowe na każdej piędzi ziemi, ale też wszystkie architektoniczne monstra. A póki co, ilekroć jadę do rodziców, czuję się jak u siebie w domu.

 

?Wannę z kolumnadą? Filipa Springera przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne.