Recenzja Marty Guzowskiej
Słowo ?wariat? jest dziś mocno niepoprawne politycznie, mówi się ?osoba z zaburzeniami?, albo jakoś podobnie. Ale słowo ?wariat? jest mocne. I taka jest też debiutancka powieść dwóch sióstr Camilli Grebe i ?sy Traff ?Spokój duszy?. I w dodatku niesie niepokojące przesłanie.
Siri jest psychoterapeutką, pracuje w prywatnej klinice, wydaje się być niezła w swoim zawodzie. Gorzej z życiem prywatnym: rok wcześniej jej mąż zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, a sama Siri nadal rozpamiętuje sytuację sprzed lat, kiedy jedna z jej pacjentek popełniła samobójstwo. Mieszka więc samotnie w uroczym ale oddalonym od siedzib ludzkich domku na skale nad brzegiem morza i boi się zasypiać po ciemku.
Życie Siri nie jest łatwe, ale jakoś pełznie do przodu. Do momentu, kiedy okazuje się, że ktoś ją obserwuje. Najpierw dostaje pocztą własne zdjęcie podpisane ?widzę cię?. Potem ginie jej kot. Później śmiertelne wypadki zaczynają przytrafiać się jej najbliższym. Mimo nalegań policji Siri nie wie, kto jest jej wrogiem, komu tak mocno nadepnęła na odcisk, że teraz pragnie jej cierpienia i śmierci.
Książka Grebe i Traff jest czymś pomiędzy thrillerem a kryminałem, ale ma zupełnie inne tempo, niż to, do którego przyzwyczaili nas autorzy obu gatunków. Akcja rozwija się niespiesznie, dużo jest opisów przyrody, stanów psychicznych samej Siri i jej pacjentów. Niech Was to jednak nie zmyli. ?Spokój duszy? trzyma w napięciu lepiej, niż powieści Dana Browna.
Chociaż na pomysł uczynienia Siri psychoterapeutką wpadła podobno Camilla Grebe, to ?sa Traff jest w tym duecie psychologiem i to zapewne jej zasługą jest bardzo realistyczny portret głównej bohaterki, prowadzonej przez nią terapii i jej pacjentów. Narastająca atmosfera zagrożenia opisana jest perfekcyjnie. Myślę, że podczas lektury każdy z nas będzie oglądał się przez ramię i zastanawiał, czy w jego życiu też jest ktoś, kto potrafi tak nienawidzić.
Struktura ?Spokoju duszy? jest klasyczna, oczywisty wybór w przypadku debiutu. Domyślamy się, że prześladowcą Siri musi być któraś z osób znanych nam z kart książki. Czy to pacjent Peter, który miewa maniakalne myśli o zrobieniu komuś krzywdy? Czy psychoterapeuta z tej samej przychodni Sven, który chce się zemścić na Siri za swoje nieudane życie? A może to kobieta? Ja ? przyznam szczerze ? stawiałam na nieżyjącego męża Siri (przypuszczałam, że sfingował swoją śmierć i teraz prześladuje żonę). Z ulgą donoszę, że autorki nie zastosowały tak karkołomnej konstrukcji. Zakończenie ?Spokoju duszy? (bez obaw, nie zdradzę!) jest równie klasyczne jak cała struktura tego kryminału: bohaterka sama musi stawić czoła maniakalnemu mordercy. Ale przez swoją ?klasyczność? nie jest wcale mniej zaskakujące. Ani mniej straszne.
Najstraszniejsza jednak w ?Spokoju duszy? jest przewijająca się miedzy słowami myśl, że tak naprawdę nikt z nas nie jest do końca normalny. Czy istnieje ktokolwiek, z ręką na sercu, kto nigdy, przenigdy, nie myślał o zamordowaniu człowieka? Wątpię. Skąd by się brali czytelnicy kryminałów?





