Recenzja Adrianny Michalewskiej

Kto nie zna poezji Pawlikowskiej ? Jasnorzewskiej? Kochana przez licealistki, adoptowana przez muzyków.
Idealna na deszcz i rozstania. Gdy miałam piętnaście lat wydawało mi się, że jak dorosnę to wyda mi się infantylna. Myliłam się. Niedawno wycierając kurze z książek wyjęłam na chwilę ?Niebieskie migdały? i przepadłam. Lilka umiała pisać o miłości i rozterkach życiowych jak nikt, bez emfazy, zbędnego patosu i grafomańskich sztuczek. Może dlatego, że po prostu rozumiała o co w tym wszystkim pomiędzy ludźmi chodzi.
Wychowana na hrabiankę, nieskłonna do pracy i prowadzenia domu, w jakiś sposób upośledzona socjalnie Maria Bzowska ? Pawlikowska ?Jasnorzewska, córka Wojciecha Kossaka i siostra Magdaleny Samozwaniec pisała wiersze, listy i dzienniki. Pozostając przy poezji widzimy artystkę. Zagłębiając się w listy i dziennik znajdujemy tyrana, kobietę wiecznie niezadowoloną, obsesyjnie pragnącą miłości i bycia podziwianą.
Dla jednych była ekscentryczna, dla innych niezrównoważona. Z obrazu, jaki podsuwa nam Agnieszka Stabro, Pawlikowska była nadwrażliwa w sposób, który trudno pojąć. Była jak egzotyczny kwiat, co zauważył jej ostatni mąż – Stefan Jasnorzewski. Jedyny z trzech, który kochał ją za to, że była i pozostał przy niej do końca, aż do bolesnej śmierci.
Zanim surowo ją ocenimy, przyjrzyjmy się światu, który ją ukształtował. Pochodząca z domu artystów, wykształcona w rzeczywistości pełnej twórców (Witkacy, Malczewski, Pol, Sienkiewicz, Asnyk) była niedostosowana do twardych realiów, które nastały po Młodej Polsce. Jej listy, a napisała ich olbrzymią iloś,ć pokazały to bardzo wyraźnie. Szkoda tylko, że Stabro tak bardzo je limituje i tak niewiele zamieszcza w swojej książce. Podobnie jak z 5 tomami dzienników poetki. Próżno ich szukać w ?Życiu??. Niezmiernie żałuję. Pozostaje nam poczytanie poezji Pawlikowskiej i wyprawa do rozpadającej się w Krakowie Kossakówki, czy domu Pod Jedlami w Zakopanem.
Agnieszka Stabro, Życie listami pisane, Bellona 2013, s. 159





