Strona główna Recenzje Kawał dobrej roboty czyli ?Śmiertelnie poważna sprawa? Ryszarda Ćwirleja

Kawał dobrej roboty czyli ?Śmiertelnie poważna sprawa? Ryszarda Ćwirleja

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Marty Guzowskiej

 

Najpierw chciałam zatytułować tę recenzję ?Milicja kontratakuje?. Później przyszło mi do głowy ?Bajka o żelaznym wilku?. W połowie lektury pomyślałam, że to będzie ?Sen socjologa?. A teraz sama nie wiem. Bo znakomita powieść Ryszarda Ćwirleja ?Śmiertelnie poważna sprawa?, wbrew pozorom, nie daje się łatwo skategoryzować.

Wbrew pozorom, ponieważ pozory wskazują na powieść milicyjną. Z jednej strony mielibyśmy więc klasyczny ?police (a raczej militia) procedural?, gatunek ukochany przez wielu wybitnych autorów i rzesze czytelników. Z drugiej strony wpisywałby się Ćwirlej w falę neonostalgii za PRL (?Dom zły?, ?Nasz mały PRL? i zawsze żywy Bareja, żeby wymienić tylko kilka tytułów). Już samo to wystarczyłoby, żeby przyciągnąć czytelników, ale w tej powieści znajdziecie o wiele więcej.

 

 

Ćwirlej umieścił akcję ?Śmiertelnie poważnej sprawy? w 1983 roku, w schyłkowym okresie komunizmu, ale kiedy upadek PRL jeszcze się nikomu nie śnił. Niby papież z jednej strony (akcja osadzona jest w czasie pielgrzymki papieża), a Solidarność z drugiej, ale widać, że komuna ma się dobrze i dobrze mają się jej przedstawiciele. Dlatego kiedy w podpoznańskiej wsi młoda dziewczyna zostaje znaleziona zmasakrowana: z połamanymi nogami, wielokrotnie zgwałcona i z poderżniętym gardłem, miejscowi milicjanci zajmują się sprawą raz dwa. Znajdują po prostu człowieka, który nie tylko ma małego fiata w kolorze yellow bahama (ślady takiego lakieru znaleziono na ramie pogiętego roweru dziewczyny), ale jest tak pijany i skacowany jednocześnie (wg. Ćwirleja równoczesne osiągniecie tych dwóch stanów jest możliwe, a przynajmniej było możliwe w PRL), że bez mrugnięcia okiem przyznaje się do winy. Przyznanego wsadza się do ciupy i po sprawie. Ale to dopiero kilkadziesiąt stron powieści.

Coś w tym kuszącym urokiem łatwości rozwiązaniu nie podoba się wierchuszce milicyjnej w Poznaniu. Wysyłają więc w teren niezwykłą parę: bystrego i ? o dziwo ? znającego śledcze techniki Mirka Brodziaka oraz jego Sancho Pansę, Teofila Olkiewicza, który o zbieraniu śladów może nie bardzo ma pojęcie, ale wie jak gadać z ludźmi oraz, co najważniejsze, jak z nimi pić.

Opis pracy tej dwójki jest jednocześnie śmieszny i straszny. Śmieszny, bo Ćwirleja ma cudowny dar obserwacji i jeszcze większy dar ubierania tych obserwacji w słowa:

?Zresztą, kto w Polsce nie znał Czterech pór roku Vivaldiego? Każdy znał, bo przecież takty trzech pór ? jesieni, zimy i wiosny rozpoczynały każdą godzinę najpopularniejszej w kraju audycji radiowej ?Cztery pory roku? w radiowej ?Jedynce?. Lata nie znał nikt, bo w lecie była zamiast Vivaldiego polka Dziadek?.

Albo:

? ? Jak tam weszłem, to już był zabity na śmierć.

– Co?

– No normalnie, leżał sztywny na podłodze, z poderżniętym gardłem, a krwi było tam jak w rzeźni.

– To jak to?

– No normalnie, nie dało się z nim pogadać, bo był już zimny trup z niego.

– A kto to zrobił? ? zainteresował się natychmiast Kotarba.

– A chuj jego wie, panie naczelniku. Ino pewne jest, że nie ja, bo już nie zipał, jak tam przyszłem.?

Straszny natomiast, bo to wszystko działo się naprawdę. I naprawdę tak wyglądało. Kryształowe popielniczki dla gości, lewy przemyt elektroniki z RFNu, ocet na sklepowych półkach i niekończący się ciąg alkoholowy właściwie wszystkich, i tych złych i tych dobrych. Powieść Ćwirleja może być bajką o żelaznym wilku dla tych, którzy czasy PRLu znają tylko z opowiadań rodziców. Dla tych, którzy mieli szczęście lub nieszczęście (zależy, z której strony popatrzeć) wtedy żyć, jest to doskonały dokument. Powieść polecam jednak gorąco i jednym, i drugim. Bo u Ćwirleja oprócz dowcipu, doskonałych obserwacji, sprawnego języka i wartkiej akcji znajdziemy jeszcze jedno: prawdziwie chandlerowskich bohaterów. Jakim cudem chandlerowscy bohaterowie w powieści o peerelowskich milicjantach? To już musicie zobaczyć na własne oczy!

?Śmiertelnie poważną sprawę? przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka.