Strona główna Recenzje R. Cook, Toksyna

R. Cook, Toksyna

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Adrianny Michalewskiej

 

Do tej powieści pasuje cytat z książki „Czynnik krytyczny” autora. Brzmi on:

 

W świecie finansów bez względu na to, czy w grę wchodziła produkcja żarówek czy zapewnienie opieki zdrowotnej, uczciwość w najlepszym razie była tyle warta, ile musztarda po obiedzie

 

Uwielbiam thrillery medyczne. Może dlatego, że samo pójście do lekarza, o szpitalu nie wspominając to dla mnie przeżycie na miarę Koszmaru z ulicy Wiązów. Lekarze, którzy nie informują co robią z moim ciałem, wykafelkowane jak w rzeźni ściany i ciągłe pretensje tzw. personelu, że muszą pracować, choć właściwie nie powinni, bo robią to za darmo i nie wtedy kiedy by chcieli.


Robin Cook ma chyba podobne skojarzenia, bo choć z zawodu jest lekarzem, napisał już 32 powieści o tym, jak to lepiej trzymać się od służby zdrowia z daleka.

 

W przeczytanej ostatnio „Toksynie” Cook poruszył wszakże inny problem. Córka kardiochirurga, dziesięcioletnia Becky zjada niedosmażony w barze szybkiej obsługi hamburger. I nie jest to jakaś przydrożna budka, ale lokal należący do olbrzymiej sieci, zwany roboczo Onion Ring. Po prostu kucharzowi skleiły się dwa kotlety i nie chciało mu się ich rozdzielać. Kiedy u dziecka zaczyna się biegunka rodzice ruszają z odsieczą.

Problem w tym, że na pomoc Becky decydują się tylko oni. Medycyna jest zbyt zajęta poważniejszymi przypadkami,  a lokalny szpital, który zatrudnia także ojca Becky, oszczędza na badaniach, zgodnie z zaleceniami właściciela placówki czyli Towarzystwa AmeriCare. Brzmi znajomo? Niestety, tak.

Zdesperowany Kim, ojciec i kardiochirurg w jednej osobie usiłuje zmusić szpital do interwencji. Bez skutku. Jego działania zapewniają mu jedynie szeroką kartotekę w lokalnej bazie policji i obiecany proces o naruszenie nietykalności cielesnej. W ślad za nim ruszają też wynajęci przez kotleciarzy mordercy. Tymczasem z Becky jest coraz gorzej. Odkryta w jej ciele toksyna niszczy po kolei organy wewnętrzne dziecka.

 

Kim staje sam przeciwko całemu światu, gdy rzuca wyzwanie potężnej organizacji jaką jest przemysł mięsny w USA. Szuka lewych faktur i dowodów na to, że w rzeźniach i zakładach przetwórczych, a także w zwykłych fast-foodach nikt nie troszczy się o higienę. Mięso poniewiera się na podłodze w odchodach zwierzęcych, a inspektorzy chodzą na paskach producentów. Kardiochirurg zatrudnia się nawet w jednej z ubojni aby zebrać dowody dla prasy, że cały ten hamburgerowy biznes to mafia. Najważniejsze zdanie z tej powieści brzmi: Po dziesięciu minutach na hali poczuł, że nigdy już nie tknie mięsa.

 

Thrillery Cooka zawsze mnie przerażały. Nie wiem, ile jest w prawdy w tym, jak bardzo źle traktuje się pacjentów w amerykańskich szpitalach. Tu pozwalam mówić autorowi, który zna rzecz z autopsji. Jak źle jest w amerykańskim przemyśle mięsnym mogę sobie tylko wyobrazić. 

 

Polecam jako lekturę do kotleta. 

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa REBIS.