Recenzja Adrianny Michalewskiej
Jak już zapowiadałam, Wasia Smolin vel Grinberg powrócił, aby w towarzystwie Szwarca

i Kota Uczonego odnaleźć konwojowane ongiś pod koniec Wielkiej Ojczyźnianej 12 kilogramów złota. Zatopione wsparcie dla Armii Czerwonej nie daje naszemu mistrzowi spokoju. Ale zanim opracuje plan jego odzyskania, popadnie w niejedne tarapaty.
Wasia, jak przystało na antykwariusza z mistrzowskim węchem rusza w przygodę. Na trasie znajduje nekropolię enkawudzistów sprzed niespełna 70 lat, szaloną babkę Niurę, która wita gości widłami, Utopca Lichobaba – komandosa, 4 pudy złota i … zaginione skarby Faberge. W starym mieszkaniu pijanego „profesora” dobija targu, który jeszcze bardziej odsuwa go od pancerki. Jest na tropie manuskryptu o przygotowanych na ostatnią Wielkanoc cara Mikołaja II Romanowa 7 jajkach z pracowni jubilerskiej mistrza Faberge. Złoto, złotem, ale taki skarb to marzenie specjalisty, a takim nasz bohater bez wątpienia jest.
Aleksander Buszkow to pisarz przypominający stylem Michaiła Bułhakowa, na którego w Ostatniej Wielkanocy często się powołuje. Zarówno bohaterowie, ich sposób bycia, specyficzny kodeks honorowy jak i słownictwo, zbliżają pisarzy do siebie. Na tym zbieżności pomiędzy panami się kończą. Mieszkający w Minusińsku Buszkow to zupełnie inna postać od wykształconego lekarza i literata jakim był, nie stroniący swego czasu od morfiny, Bułhakow.
Jako krytyk współczesnej edukacji Buszkow był doradcą gubernatora Kraju Krasnojarskiego Aleksandra Lebiedzia, którego śmierć w rozbitym samolocie uwiecznił w Ostatniej Wielkanocy jako tajemnicze zlecenie od amerykańskiego milionera dla komandosa Lichobaba. Ile w tym prawdy – trzeba zapytać Buszkowa.
Ale wróćmy do powieści. Ostatnia Wielkanoc imperatora to kolejna powieść w gatunku romansu łotrzykowskiego. Smolin to zawadiaka, który potrafi wybrnąć z najgorszych tarapatów, choć rzadko sięga po rozwiązania ostateczne. Za pomocą właściwego słowa i pięści potrafi zdziałać równie dużo, co oddział milicji z karabinami. Historie, jakie mu się przydarzają nie są ani zabawne, ani wesołe, ale dzięki poczuciu humoru i wyrazistej retoryce Wasi odbieramy je jako kryminał z przymrużeniem oka. Ot, taka cepelia, a nie syberyjskie miasteczka z zakapiorami w tle. I choć trup układa się łanami, nas bawi poczucie humoru Smolina, bo on sam do głębi rosyjskiej duszy boi się zaglądać.
Z przyjemnością czekam na kolejny – ostatni już to trylogii pt. Skarb Antykwariusza.
Ostatnia Wielkanoc imperatora, Bellona 2013
Za powieść dziękuję Wydawcy.





