Recenzja Marty Guzowskiej
Za ?Grę Endera? Orson Scott Card dostał nagrody Nebulę i Hugo, dwie najbardziej chyba prestiżowe w dziedzinie literatury s-f. Za kontynuację Endera ?Mówcę Umarłych? odznaczono go tymi nagrodami po raz drugi. Nie jestem pewna, czy mam najświeższe dane, ale według Wikipedii Card jest jedynym 
pisarzem, któremu udało się zgarnąć rok po roku te dwie nagrody. ?Ksenocyd?, trzecia część cyklu Endera, zdobył Hugo i nagrodę Locus. ?Dzieci umysłu?, część czwarta, nie zdobyły nic, ale to chyba tylko dlatego, że członkowie rozmaitych jury doszli do wniosku, że więcej temu facetowi nic nie dadzą, bo w kolejce czekają inni.
?W przededniu? to prequel Endera, i do tego napisany do spółki z Aaronem Johnsonem. I do tego 28 lat po pierwszej powieści z cyklu. Więc wiadomo, że ta książka może być albo bardzo dobra, albo bardzo zła. Na szczęście okazało się to pierwsze.
W ?W przededniu? Ender się nie pojawia, ani nie ma o nim nawet słówka wzmianki, bo jeszcze w ogóle nie ma go na świecie. I jeszcze dużo czasu minie, zanim się na świecie pojawi, pewnie w planach nie ma nawet jego rodziców. Powieść zaczyna się w momencie, kiedy ludzkość po raz pierwszy kontaktuje się z Robalami, zwanymi tu na razie elegancko Formidami. A właściwie to nie tyle ludzkość się z nimi kontaktuje, co Robale kontaktują się z ludzkością rozbijając w pył kosmiczny kolejne statki, którymi przedstawiciele tejże ludzkości podróżują przez przestrzeń pozaziemską.
Głównych bohaterów jest kilku. Victor, potomek statku górniczego El Cavador jest tym, który ma ludzkość bezpośrednio przed Robalami ostrzec. Lem Jukes, potomek bogatego (i o paskudnych obyczajach) rodu Jukesow jest tym, który pierwszy ma do czynienia z systemem niszczenia zwanym później w Enderze Małym Doktorem. A kapitan Wit O?Toole, nie wiem, czyj potomek, jest tym, który zupełnie nie docenia zalet Mazera Rackhama.
Wiem, że to, co napisałam w akapicie powyżej brzmi jak szyfr dla wtajemniczonych. Ale ci, którzy Endera czytali, doskonale wiedzą, o co chodzi. A tym, którzy nie czytali mogę poradzić tylko jedno: przeczytajcie jak najszybciej.
?W przededniu? dziwnie się kończy, czytelnik odkłada książkę lekko wkurzony i pełen niedosytu. Ale wyczytałam w Internecie, że w czerwcu tego roku ukaże się kolejny tom prequela Endera, a planowany jest jeszcze jeden. To mnie uspokoiło i mam tylko nadzieję, że polski wydawca jak najszybciej wypuści go na nasz rynek.
Na egzemplarzu ?W przededniu?, który wpadł w moje ręce, była naklejka: ?Przeczytaj przed premierą filmu? (czy jakoś podobnie, niestety naklejkę zerwałam i nie mogę jej treści odtworzyć co do słowa). Premiera filmowej ?Gry Endera? zapowiedziana została na jesień tego roku i miejmy nadzieję, że Hollywood tego nie skopie. Ale ja nie posłuchałabym tej sugestii wydawcy. Moim zdaniem należy najpierw przeczytać przynajmniej pierwszę część Endera, a może nawet obejrzeć film, a ?W przededniu? delektować się potem. Kiedy zna się rozwiązanie tej historii, zabawa jest o wiele bardziej przednia.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S?ka.





