Recenzja Marty Guzowskiej
O drugiej powieści Löhnig, ?W białej ciszy?, pisałam już kilka tygodni temu. Jak już wspomniałam, przypadkowo sięgnęłam po nią jako pierwszą i okropnie się zdenerwowałam zakończeniem. Ale krotki risercz po internecie i, uspokojona, mogłam już czytać debiut Löhnig, ?Zapłatą będzie śmierć?.

Właściwie całą rzecz możnaby streścić jednym zdaniem: daj Boże każdemu taki debiut. Wystarczyło kilkadziesiąt pierwszych stron i już przestały mnie dziwić entuzjastyczne recenzje niemieckiej prasy. Powieść jest barwna, precyzyjna i intrygująca, dokładnie taka, jaka sprawia największą przyjemność fanom kryminałów.
Obowiązkowo zamieszczę zawiązanie fabuły w pigułce, chociaż chyba nie powinnam tego robić. Bo nie wybór akcji decyduje o atrakcyjności tej powieści, ale niesamowita atmosfera. Ale niech będzie: Agnes Gaudera, po śmierci męża i córki, próbuje zacząć nowe życie. Przeprowadza się do małej wsi koło Monachium i zaczyna układać sobie relacje z sąsiadami. Wybrała jednak zły moment na przeprowadzkę. We wsi ginie mały chłopiec, który miał tylko wrócić od kolegi, kilkaset metrów, prostą ścieżką. W poszukiwaniach biorą udział dziesiątki policjantów i wszyscy mieszkańcy. Dni mijają, chłopca nie ma, a policja coraz bardziej jest przekonana, że został porwany dla okupu. Niestety teorii tej przeczy fakt, że rodzina nie otrzymała żadnych żądań zapłaty.
Co wrażliwszym czytelnikom zepsuję teraz suspens, ale oszczędzę nerwów: chłopiec się znajduje, cały i zdrowy. Ale giną kolejne osoby i po kolei są mordowane, w okrutny i wymyślny sposób. Kim jest morderca? I o co mu właściwie chodzi? Czy chce przekazać wsi jakąś wiadomość? Wskazówką jest umieszczony z tyłu okładki cytat z Listu do Rzymian św. Pawła, ale to tylko cieniutka niteczka w labiryncie poszlak i fałszywych tropów.
W ?Zapłatą będzie śmierć? Löhnig wprowadza postać komisarza policji Dühnforta, który będzie głównym bohaterem jej kolejnych powieści. Właściwie nie można powiedzieć, żeby Dühnfort wyróżniał się czymś szczególnym, może poza upodobaniem do dobrego jedzenia i, w rezultacie, początkami oponki w talii. Ale muszę przyznać, że od niedawna to jeden z moich ulubionych bohaterów. Wyciszony, trochę introwertyczny, otwarty na nowe teorie i niespodziewane zwroty śledztwa, raczej obserwujący, niż narzucający własne zdanie. W tej książce rozpoczyna się też jego trudny związek z Agnes, któremu ? muszę to zdradzić już teraz, po znam drugi tom ? nie wróżę przyszłości. Ale kto wie? Löhnig lubi zaskakiwać swoich czytelników.
Po tych dwóch powieściach mam ogromną ochotę na większą dawkę Löhnig. Sprawdziłam na stronie internetowej autorki, że powieści z komisarzem Dühnfortem powstało już pięć. Jeśli wydawnictwo Initium nie zafunduje nam w najbliższym czasie kolejnej dawki jego przygód, przysięgam, że się przemogę i przeczytam sobie po niemiecku.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Initium.





