Strona główna Recenzje A. Ławrow, W otchłani Imatry

A. Ławrow, W otchłani Imatry

0
PODZIEL SIĘ

W otchłani Imatry, Aleksander Ławrow

Recenzja Małgorzaty Janusiewicz


Rzadko obecnie nadarza się okazja do spotkania z tak klasycznym, eleganckim tekstem, jak powieść Ławrowa.

Dziwna i tajemnicza przemiana turysty nad fińskim wodospadem Imatrą, morderstwo w wagonie Kolei Nikołajewskiej, osierocona i osamotniona córka właściciela kopalni złota, oto początek intrygi w świecie już dla nas dość egzotycznym, bo rzecz dzieje się w 1893 roku w tak zwanym Pitrze, czyli w Petersburgu. Trudno obecnie wyobrazić sobie, jak radzili sobie inspektorzy policji bez badań DNA, podsłuchów, a nawet samochodów? a jednak literackie postacie największych detektywów powstały właśnie wtedy, u schyłku XIX wieku i na początku następnego stulecia, gdy Conan-Doyle tworzy Sherlocka Holmesa, a trochę później Agata Christie postać Herculesa Poirota i panny Marple. To właśnie wtedy najważniejszą bronią i skarbem detektywa był jego umysł, jego zdolności dedukcyjne. Metodemu Kiryłowiczowi Kobyłkinowi, petersburskiemu śledczemu, ich nie brakuje. I choć nie jest tak dystyngowany jak Holmes, ani elegancki jak Poirot, to jego dobroduszność jest prawdziwie pozorna, skrywająca pod maską prostoty przenikliwy i bezwzględnie chłodny umysł.




Gdy w pociągu, w trakcie rozmowy z córką, w dość tajemniczych okolicznościach umiera, pozornie na atak serca, rosyjski krezus Jegor Pawłowicz Worobiow, Kobyłkin kierowany prawdziwie policyjną intuicją na wszelki wypadek obserwuje głównych bohaterów ostatnich wydarzeń, czyli Marię Jegorowną Worobiową i Aleksieja Nikołajewicza Kudlińskiego, jej narzeczonego, narzuconego jej już dawno przez ojca i po raz pierwszy przez nią widzianego.. Po prostu Metody Kiryłowicz Kobyłkin z zasady nie wierzy w naturalne i jednocześnie nagłe zejścia milionerów z tego świata. Może jednak musiałby pogodzić się ze swoją frustracją wynikającą z nierozwiązanej zagadki, gdyby nie zaskakujące zbiegi okoliczności, które posłużyły jako pretekst do oficjalnego włączenia się do sprawy. Oto na końcowej stacji Kolei Nikołajewskiej najpierw straszy pracowników jadowity wąż, później znika pracownik, który sprzątał w wagonie Worobiowa, a jego żona zatruwa się czadem, zaś komisarz badający tę sprawę zostaje pobity od nieprzytomności. Co to ma jednak wspólnego ze spadkobierczynią Worobiowa, która dowiaduje się, że jej ojciec był najprawdopodobniej męczonym wyrzutami sumienia bankrutem? Z jakiego więc powodu, jeśli nie dla majątku, rozsnuto intrygę na tak wielką skalę? Co oznacza mistyczny wężowy pierścień, którego ojciec kazał Marii strzec jak największego skarbu? Większość z tych zagadek znajdzie swoje rozwiązanie dzięki Metodemu Kobyłkinowi… choć nie wszystkie właśnie teraz, w I tomie przygód detektywa, a śledzenie ich rozwiązywania pozwoli czytelnikowi poczuć ducha stuletniej tradycji rosyjskiego kryminału u jego początków i Imperium Rosyjskiego sprzed rewolucji.

Powieść Aleksandra Ławrowa została wydana przez Wydawnictwo Dobre Historie w serii Przygody detektywa Metodego Kobyłkina, możemy więc spodziewać się dalszych części opowieści z cyklu Caryca hunhuzów przywróconych nam współczesnym sprzed ponad wieku, czego zupełnie nie odczuwa się negatywnie ani w warstwie fabularnej, ani językowej. Myślę, że w jakimś sensie z ich ducha wyrosły powieści Akunina, tak obecnie popularne, co – wtórnie – przywróciło pamięć i zainteresowanie pierwowzorami. I bardzo słusznie. Możemy więc na chwilę dzięki Aleksandrowi Ławrowowi, a właściwie Krasnickiemu powrócić do świata ?carskiej Rosji? z jej ?monumentalną magią, urokiem, któremu do dziś nie można się oprzeć? jak napisała we wstępie Agnieszka Papaj.