Strona główna Aktualności V. McDermid Odpłata – fragment powieści

V. McDermid Odpłata – fragment powieści

0
PODZIEL SIĘ

Fragment powieści ?Odpłata?:

 

Ucieczki miały w sobie coś z magii. Tajemnica polegała na umiejętności odwrócenia
uwagi.

Niektóre dochodziły do skutku poprzez wytworzenie iluzji będącej efektem drobiazgowego planowania, inne wymagały wielkiego pokazu siły, odwagi i giętkości ? zarówno intelektualnej, jak i fizycznej, jeszcze inne zaś stanowiły mieszankę tych dwóch żywiołów. Bez względu jednak na metodę element odwrócenia uwagi zawsze odgrywał kluczową rolę. A gdy chodziło o sztukę odwracania uwagi, nikt nie mógł się z nim równać. 
Najlepiej wprowadzało się kogoś w błąd, gdy patrzący nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co jest grane. Aby tego dokonać, należało wtopić działania dywersyjne w spektrum 
normalności.



W niektórych miejscach było to trudniejsze niż w innych. Weźmy biuro, gdzie wszystko chodzi jak w zegarku. Ciężko byłoby zakamuflować i zainscenizować coś odpowiedniego, ponieważ wszystko, co odbiegałoby od normy, natychmiast rzucałoby się w oczy. Ale w więzieniu miało się do czynienia z tyloma nieprzewidywalnymi zmiennymi ? z osobnikami

o wybuchowym temperamencie, ze złożonymi strukturami władzy, banalnymi sprzeczkami, które w każdej chwili mogły przerodzić się w potężną awanturę, z długo tłumionymi frustracjami, które mogły znaleźć ujście tak nagle, jak nagle pęka dojrzały pryszcz. Tu zdarzyć się mogło prawie wszystko i prawie zawsze, kto więc byłby w stanie stwierdzić, czy to, co akurat się stało, było wynikiem kalkulacji, czy po prostu jedna z setek drobnych, codziennych spraw wymknęła się spod kontroli? Samo istnienie tych zmiennych sprawiało, że ludzie czuli się niepewnie. Ale nie on. Jemu każda zmiana w scenariuszu dostarczała nowych szans, nowych okazji do zanalizowania sytuacji aż do momentu, gdy natrafi na idealną kombinację okoliczności i aktorów.


Zastanawiał się, czy tego nie sfingować. Czy nie zapłacić paru facetom za to, żeby urządzili sobie małą bójkę w skrzydle więzienia. Ale plan miał za wiele wad. Po pierwsze, im więcej osób wiedziałoby o jego zamiarach, tym większe ryzyko zdrady. Po drugie, większość więźniów trafiła za kraty właśnie dlatego, że ich poprzednie próby udawania czegoś zakończyły się klapą i rozczarowaniem. Tak więc chyba lepiej nie powierzać im ról, w których mieliby wypaść przekonująco. Poza tym nigdy nie można było wykluczyć zwyczajnej

głupoty. Zatem odgrywanie przedstawienia odpadało. Piękno więzienia polega jednak na tym, że nigdy nie brakuje sznurków, za które można pociągnąć. Faceci zamknięci za murami zakładu karnego zawsze padali ofiarą lęku przed tym, co dzieje się na zewnątrz. Mieli kochanki, żony, dzieci i rodziców, którzy byli podatni na przemoc lub pokusę. Albo

tylko na ich groźbę.

Obserwował więc i czekał, zbierając dane i analizując je, zastanawiając się, które możliwości dają największe szanse powodzenia. Na szczęście nie musiał polegać wyłącznie na własnych spostrzeżeniach, system wsparcia zza murów dostarczał bowiem informacji, które zapychały większość luk w jego wiedzy. I tak w naprawdę niedługim czasie udało mu się znaleźć idealne punkty nacisku.

 

Teraz był gotowy. Dziś wieczorem wykona swój ruch. Jutrzejszą noc prześpi w szerokim, wygodnym łóżku na poduszkach z pierzem. Doskonałe zakończenie doskonałego

wieczoru. Krwisty stek ze stertą pieczarek smażonych z czosnkiem i szwajcarskie placki ziemniaczane, a do tego idealnie pasująca butelka clareta, który na pewno zyskał przez te dwanaście lat. Talerz chrupkich bath oliverów i stiltona Long Clawson, żeby zatrzeć wspomnienie po paskudztwie, które w więzieniu uchodziło za ser. Później długa gorąca kąpiel, kieliszek koniaku i kubańska cohiba. Zamierzał rozkoszować się każdym odcieniem w spektrum pięciu zmysłów.

 

Przez tę wizję przedarła się ostra kakofonia podniesionych głosów, zwykły spór o piłkę nożną, który przetaczał się hałaśliwie w tę i z powrotem między celami na piętrze. Klawisz ryknął, uciszając więźniów, i harmider nieco zelżał. Przerwy między wyzwiskami wypełniał szum radia gdzieś w oddali i przyszło mu na myśl, że uwolnienie się od tych dźwięków będzie nawet lepsze od steku, alkoholu i cygara.

O tym jednym nigdy nie wspominano, gdy mówiło się, jak okropnie musi być w więzieniu. Zwracano uwagę na niewygody, na brak wolności, na lęk przed innymi osadzonymi, na utratę osobistego komfortu ? ale nawet obdarzeni największą wyobraźnią nie zająknęli się słówkiem o koszmarze, jakim jest utrata ciszy.

 

Jutro ten koszmar się skończy. Jutro będzie mógł być tak cicho lub tak głośno, jak będzie chciał. Nawet jeśli wkoło będzie hałas, to będzie jego hałas. Będą też inne odgłosy. Takie, na które czekał z utęsknieniem. Takie, które lubił sobie wyobrażać, gdy potrzebował bodźca, by wytrwać. Takie, o których śnił, jeszcze zanim zaczął obmyślać drogę ucieczki. Krzyki, łkania, urywane błagania o zmiłowanie, które nigdy nie nadejdzie. Ścieżka dźwiękowa aktu zemsty.

 

Jacko Vance, zabójca siedemnastu nastolatek, człowiek, który zamordował funkcjonariusza policji na służbie i wygrał plebiscyt na najseksowniejszego mężczyznę w brytyjskiej telewizji, nie mógł się już tego doczekać.