Strona główna Aktualności Tam, gdzie rodzi się zło – recenzja „Ekspozycji” Remigiusza Mroza

Tam, gdzie rodzi się zło – recenzja „Ekspozycji” Remigiusza Mroza

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Agnieszki Krawczyk

Zakopiańska policja dokonuje makabrycznego odkrycia – na krzyżu na Giewoncie wiszą zwłoki sześćdziesięcioletniego nagiego mężczyzny. W jego gardle komisarz Wiktor Forst odkrywa starożytną monetę – tetradrachmę. Choć sprawa jest wysoce niepokojąca (morderstwo na tle religijnym? fanatyzm lub sekta?), wydaje się, że ktoś chce jej – jak to się potocznie mówi – ukręcić łeb. Forst musi działać więc sam, zwłaszcza, że zostaje zawieszony pod jakimś absurdalnym zarzutem. Znajduje sobie szybko sprzymierzeńca – diabelsko ponętną dziennikarkę dużej stacji telewizyjnej, marzącą o Grand Press i pachnącą Kenzo Amour, Olgę Szrebską. Sprawa, z którą przyjedzie się im zmierzyć jest skomplikowana. To mało powiedziane – jest tak zagmatwana, jak tylko można sobie wyobrazić. Niebezpieczne prywatne śledztwo zaprowadzi ich głęboko na Wschód, gdzie kryją się wielkie i skrywane przez lata tajemnice. Trup będzie się ścielił gęsto, bo trup z Giewontu to nie będzie jedyna ofiara z monetą w ustach. Ten motyw, zaczerpnięty z „Milczenia owiec” (tam larwa ćmy w gardle zamordowanej dziewczyny) jest bardzo nośny i efektowny. Radzę zresztą podczas lektury, cały czas mieć na uwadze tytuł – „Ekspozycja”, jak podkreśla sam autor, ma aż pięć różnych znaczeń.

 

 

 

Najnowsza książka Remigiusza Mroza, to powieść sensacyjno-przygodowa, której akcja toczy się w zawrotnym tempie, a kryminalnej łamigłówki nie powstydziłby się Dan Brown. Mamy tu więc międzynarodowe śledztwo, sięgające zarówno Rosji, jak i Stanów Zjednoczonych. Zagadkę historyczną z głębokiej starożytności, która niepokojąco łączy się z tragicznymi zdarzeniami z niedawnej przeszłości. Praktycznie co rozdział czeka nas zwrot akcji, a finałowy cliffhanger, sprawia, że nabieramy apetytu na kolejne tomy trylogii. Tak, tak proszę Państwa – „Ekspozycja” to pierwszy tom, zatem jeszcze usłyszymy o naszych bohaterach.

 

No właśnie – bohaterowie. Wiktor Forst to policyjny „buntownik, który ma powód”. Jest błyskotliwy, ma cięty język, lekceważy regulaminy i czasem sypia z córką swego bezpośredniego przełożonego. Jak sam mówi, jest uzależniony od cynamonowych gum do żucia, seksu i biegania, przy czym w tych dwóch ostatnich kwestiach jest ekspertem. Poza tym cierpi na uciążliwe migreny, które stara się łagodzić popularnym lekiem przeciwbólowym.  Jego partnerka jest równie ciekawa: Olga Szrebska jest nieziemsko kusząca i działa na Forsta jak magnes, ale odrzuca wszelkie jego awanse, deklarując się jako lesbijka. Czy tak jest w rzeczywistości? Hm…

No i do tego parada postaci drugoplanowych ze świetnym Edmundem Osicą (przełożony Forsta i ojciec zbałamuconej przez niego dziewczyny) oraz ministrem spraw wewnętrznych, który ma nadzieję, że nie zostanie ministrem spraw zagranicznych (punkt dla Mroza za ten żarcik!).

Są to wszystko bohaterowie, z którymi czytelnik chce pozostać na dłużej, dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Poza tym dobrze sobie radzą w najtrudniejszych sytuacjach, a komuś takiemu kibicujemy z ochotą.

Na koniec zostawiłam sobie zagadkę historyczną, dotyczącą jednej z moich ulubionych tajemnic starożytności. Paralela pomiędzy wydarzeniami ze starożytności, a współczesnością jest dosyć brawurowa, ale zaskakująca i ciekawa. Jeśli lubicie Dana Browna i podobał się Wam „Bezcenny” Miłoszewskiego – pokochacie „Ekspozycję” Remigiusza Mroza!

Książka pod patronatem Zbrodniczych Siostrzyczek, przeczytana przedpremierowo dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.