Recenzja Marty Guzowskiej
Czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, tego nie wiem. W końcu to powieści, nie reportaże. Wiem, że nie działo się to dawno, dawno temu, wręcz przeciwnie, całkiem niedawno. Ale daleko, za morzem, za rzeką, a konkretnie w Dublinie.
Nie, żeby Dublin miał więcej przestępców niż inne miasta, albo żeby ci przestępcy byli jakoś szczególnie pomysłowi. Owszem, w mieście szerzy się korupcja, mieszkańców dopadła lokalna wersja światowego kryzysu, ale to samo dzieje się też w innych miastach. Tylko, że Dublin ma od niedawna rewelacyjną pisarkę kryminałów. Zapamiętajcie to nazwisko: Tana French.
Im więcej piszę, im więcej czytam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że książki dzielą się po prostu na dobre i złe, gatunek nieważny. Oczywiście dla każdego definicja tych „dobrych” i „złych” jest inna. Dla mnie podstawową cechą dobrej powieści i dobrego pisarza jest umiejętność snucia historii. Takiej, która chwyta czytelnika za przednią część ubrania i nie puszcza. Takiej, która nie pozwala książki odłożyć wieczorem, a jeśli jednak rozsądek przeważy nad przyjemnością sprawia, że książka się śni.

To pierwsza cecha dobrej powieści, drugą są bohaterowie. Zapadający w pamięć na długo po zakończeniu lektury. Tacy, z którymi chciałabym się zaprzyjaźnić, a może nawet gotowa byłabym się w niektórych zakochać…
Powieści Tany French o dublińskim departamencie policji posiadają obie te cechy. Każda, opowiedziana w pierwszej osobie liczby pojedynczej, chwyta czytelnika siecią emocji i nie puszcza. Centralną postacią każdej z nich jest inny funkcjonariusz dublińskiego posterunku policji. Historie się przeplatają, bohaterowie się znają, lubią bądź nienawidzą, czasem wiedzą o sobie zdecydowanie za dużo.
Moim subiektywnym zdaniem istnieje jeszcze trzecia cecha, która oddziela dobra powieść od złej. Dotyczy to szczególnie kryminałów. Lubię, kiedy bohaterowie nie pozostają nietknięci. Kiedy sprawa, którą prowadzą ryje w nich psychice głęboki ślad, czasem tak głęboki, że zmienia ich całe życie. Tana French wywiązuje się z tego zadania koncertowo, tak jest w każdej jej powieści: czy jest to sprawa zaginięcia przed laty największej miłości życia („Bez śladu”), czy okrutnego morderstwa rodziny w niewykończonym deweloperskim osiedlu („Kolonia”), czy zbrodni w lesie, w którym kiedyś zaginęli przyjaciele głównego bohatera („Zdążyć przed zmrokiem”) czy wreszcie, w najnowszej wydanej po polsku powieści French „Ściana sekretów”, morderstwo chłopca, którego tajemnicę znają tylko dziewczyny z żeńskiego pensjonatu.
Czytajcie Tanę French!





