Strona główna Nasze patronaty W ciemnościach – recenzja „Kolejności” Huberta Hendera

W ciemnościach – recenzja „Kolejności” Huberta Hendera

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Agnieszki Krawczyk

 

Od dawna wiedziałam, że małe miasteczko, to idealne miejsce, żeby umieścić w nim akcję powieści kryminalnej. Hubert Hender także o tym wiedział, dlatego teatrum dla opowieści o okrutnym i niepokojącym seryjnym zabójcy stanowią w jego książce Kowary. Dolny Śląsk to wspaniała sceneria dla mrocznych zbrodni – jest tu bowiem wszystko, czego oczekujemy od takich historii: zapomniane miasteczka, chylące się ku upadkowi budynki, zrujnowane fabryki, opuszczone kopalnie. Dziki krajobraz, z dala od turystycznych szlaków.

Takie są też Kowary – niby miasto ma swój park miniatur i szereg atrakcji dla turystów, ale ma też swoje „niebezpieczne dzielnice”, zaułki, do których lepiej nie zaglądać. Komisarz Marek Iwanowicz będzie musiał tam jednak wejść, bo właśnie tam poprowadzi go śledztwo. Pojawiają się bowiem ciała, ponumerowane w osobliwy sposób.

 

Niezaprzeczalnym atutem powieści Hendera jest mroczna i przytłaczająca atmosfera, którą momentami można kroić nożem. Razem z Iwanowiczem zaglądamy do obskurnych mieszkań i na zapuszczone podwórza. Towarzyszy nam smród i zaduch. Tu nie ma ładnych ludzi i pięknych przedmiotów, tutaj są wyłącznie brzydkie tajemnice i brudne sprawki. Widzimy więc życie takie jakie jest, bez upiększeń i lukru. Tym ludziom zbrodnia przytrafia się tak łatwo, jak innym potknięcie na chodniku. Tylko, że ta zbrodnia jest wyjątkowo okrutna i niehumanitarna. Ktoś znajduje przyjemność w mordowaniu i zadawaniu cierpienia, to nie jest zwykłe „pobicie ze skutkiem śmiertelnym”, czy inny tego typu „wypadek”. To starannie zaplanowane i przeprowadzone seryjne zabójstwo.

 

 

Morderca jest przy tym sprytny. Ucieka i potrafi zmylić śledczych, ale jednocześnie pozostawia dla nich czytelne znaki. Bawi się z nimi, co dodatkowo frustruje Iwanowicza.

 

Śledztwo toczy się powoli, a komisarz ma poczucie, że sam porusza się po omacku. Pierwsza ofiara – górnik w kopalni – zginęła prawie w całkowitych ciemnościach, i teraz sam policjant także w podobny sposób się błąka. Niełatwej sytuacji Iwanowicza nie poprawia fakt, że policjant nie potrafi uporać się z demonami własnej przeszłości, które wciąż go dręczą.

 

„Kolejność” jest bardzo dobrym psychologicznym kryminałem, na który na pewno warto zwrócić uwagę. Wielką wartością tej książki jest jej niezwykle starannie wypracowana gęsta i przyciągająca czytelnika jak magnes atmosfera. Ten strach, bezradność i poczucie zniechęcenia po prostu się czuje. Hender potrafi przy tym umiejętnie budować napięcie i tak rozkładać akcenty, że nikt nie czuje się rozczarowany, a finałowe rozwiązanie na pewno zaskakuje.  Ciekawa jest też kreacja głównego bohatera, Marka Iwanowicza. To były wojskowy, który przeszedł do policji. Wiele zachowań, takich jak obowiązkowość, podporządkowanie się rozkazom, skrupulatność wyniósł z wojska, ale inne wyrobił sobie w toku pracy policjanta. Jak funkcjonują i ścierają się u niego te dwa charaktery: byłego „trepa” i obecnego „gliny”? To bardzo interesujący typ, mam wrażenie, że nie mieliśmy jeszcze takiego w naszej rodzimej literaturze kryminalnej.

 

Cóż więcej dodać? Mogę tylko polecić Państwu „Kolejność”, jako obiecującą powieść, nowego znakomicie rokującego polskiego autora, który pisze w lubianym przez mnie stylu noir. Sama czekam niecierpliwie na kolejną książkę Hendera.

 

„Kolejność” wydaną pod patronatem Zbrodniczych Siostrzyczek przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia Mroczna Strona.