„Rozdział 8
Gdy Drongo schodził na parter, usłyszał narastający szum. Na korytarzu minął ponurą Katibę, która odwróciła się, nawet nie odpowiedziawszy na
przywitanie, jak gdyby znowu jej czymś zawinił. Przy drzwiach tłoczyli się mężczyźni. Dwaj amerykańscy profesorowie rozmawiali ze sobą ściszonym głosem.
Mimo że pokój był otwarty, wszyscy stali na korytarzu, nie wchodząc do środka. Obok nich przestępował z nogi na nogę wyraźnie skonsternowany Pănciulescu. Nigdzie nie było włoskiego profesora.
– Co tu się stało? – zapytał Drongo, podchodząc do nich.
– Morderstwo – mruknął Wisler. – Jakiś łajdak próbował w nocy okraść panią Lungul, a gdy się obudziła, to dwukrotnie do niej strzelił. Powinien pan tam wejś
– To po prostu tragedia! – powiedział z przejęciem Gordon.ć, jest pan przecież ekspertem do spraw poważnych przestępstw kryminalnych, to w końcu pana profesja. Pan Sidi Kakub już tam jest.
– Przepraszam panów – powiedział Drongo i wszedł do pokoju, gdzie było dosyć chłodno, ponieważ okno otwarto na oścież.
Na łóżku leżała Eugenia. Miała na sobie koszulę nocną. Obok łóżka stał Sidi Kakub, który zapewne szukał jakichś pozostawionych przez przestępcę śladów. Na krześle przy stole siedział zdezorientowany i smutny Brâncuşi, stojąca obok Lesia Ştefănescu próbowała go uspokoić. Byli tu wszyscy oprócz profesora Trombettiego.
Na pierwszy rzut oka widać było, że narzędziem zbrodni był pistolet. Wymownie świadczyły o tym dwie rany postrzałowe na piersi. Na podłodze leżała przewrócona torba i porozrzucane rzeczy. Drongo podszedł do arabskiego eksperta i zapytał ściszonym głosem:
– Kiedy to się stało?
– Nad ranem – odpowiedział z przekonaniem Sidi Kakub. – Proszę zobaczyć, okno jest otwarte, a ciało jeszcze ciepłe.
Drongo podszedł do okna i dokładnie wszystko obejrzał. Wejście od strony podwórka nie sprawiłoby problemu nawet niezbyt przygotowanemu człowiekowi. Okna na parterze były mniej więcej około półtora metra od ziemi. Spojrzał na masywne, dębowe okiennice. Jeśli okno było zamknięte od środka, raczej trudno byłoby je otworzyć z zewnątrz, praktycznie nie dałoby się tego zrobić. Obejrzał zasuwę, okiennice, okno…
– Już wszystko zbadałem – powiedział Sidi Kakub. – Jeżeli okno było zamknięte od wewnątrz, zabójca nie mógłby tu wejść.
– Tak – zgodził się Drongo. – Dosyć ciężkie, dębowe okiennice. Po co jednak otwierała okno?
– Może było jej gorąco? – rzekł arabski ekspert. – Chociaż nie sądzę, żeby dlatego je otworzyła.
– A czyj pokój jest po sąsiedzku? – zainteresował się Drongo.
– Pani Katiby Lahbabi – odpowiedziała Lesia.
– Czy coś słyszała? Pytał ją pan?
– Pytałem – odpowiedział Sidi Kakub. – Nic nie słyszała.
Brâncuşi podniósł głowę i spojrzał na Drongo. Widać było, że bardzo przeżywa śmierć Eugenii. „Czy to aby nie nazbyt emocjonalna reakcja?” – pomyślał Drongo. Brâncuşi przez cały czas był obok niej, jakby sprawował nad nią opiekę. Może z tego powodu czuł się w jakiś sposób związany ze swoją podopieczną.
– Strzelano z pistoletu z tłumikiem – powiedział z przekonaniem Sidi Kakub. – Dwa wystrzały jak dwa pstryknięcia, nie można ich było usłyszeć. W następnym w kolejności pokoju mieszkała pani Lesia Ştefănescu, ale ona również nic nie słyszała. A obydwaj nasi amerykańscy profesorowie twardo spali i nie wychodzili ze swoich pokoi. Jesteśmy jedynymi specjalistami w tej grupie. Katiba była operacyjnym pracownikiem służb specjalnych, ale jest raczej analitykiem. Wychodzi więc na to, że my dwaj mamy szansę zająć się rozwikłaniem tego zabójstwa przed przybyciem policji.
– Policja wkrótce przyjedzie – poinformowała Lesia.
– Czy coś zginęło? – zapytał Drongo.
– Miała niedużą torebkę z dokumentami i pieniędzmi. – Brâncuşi podniósł głowę.
– Tak – potwierdziła Lesia. – Zginęła jej torebka.
– Skąd pan wie, że w torebce były pieniądze? – zainteresował się Drongo.
– Wypłaciła z konta dwa tysiące euro – odpowiedział Brâncuşi. – Pojechaliśmy razem do banku.
– Kto jeszcze o tym wiedział?
– Oprócz mnie jeszcze kilka osób z naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
– Po co jej była taka suma?
– Miała przekazać pieniądze komuś z ich organizacji – wyjaśnił Brâncuşi.
Drongo kucnął, starając się nie dotykać niczego, i obejrzał rzeczy. W tym momencie do pokoju zajrzał profesor Wisler.
– Znaleźliście coś? – zapytał. – Czy złodziej zostawił jakieś ślady?
– Dlaczego jest pan przekonany, że to złodziej? – zainteresował się Drongo.
– Nie jestem oczywiście ekspertem, ale tu wszystko jest widoczne na pierwszy rzut oka – odpowiedział Wisler. – Okno otwarte, rzeczy porozrzucane po podłodze. To był jakiś złodziej, który wszedł przez okno i szukał czegoś cennego w jej bagażu.
– Czy pan też tak sądzi? – Drongo spojrzał na Sidiego Kakuba.
– Niezupełnie. Raczej trudno mi uwierzyć w złodzieja, który wchodzi przez okno do prowincjonalnego hotelu przy monasterze i strzela z pistoletu z tłumikiem.
– Właśnie – zgodził się Drongo. – Ma pan absolutną rację. Ja również o tym pomyślałem. I jeszcze kilka szczegółów. Jeżeli okno zostało otwarte nad ranem, a inaczej nie dało się tu wejść, to wygląda na to, że zabójca czekał przez całą noc, aż ktoś otworzy mu okno, co wydaje się dość nielogiczne. Idźmy dalej. Porozrzucane przedmioty mają świadczyć o tym, że włamywacz grzebał w jej rzeczach, ale grzebał jakoś dziwnie. Bluzki niepowyjmowane z foliowych torebek, nierozwiązana chusteczka z jej drobiazgami, a tam prawdopodobnie trzymała swoją biżuterię albo kolczyki… W każdym razie kolczyki powinny raczej zainteresować złodzieja, a on nawet nie przejrzał zawartości chusteczki.”
Przełożyła Iwona Tsanev




