Strona główna Inne TOREBKI KRYMINALISTEK – MARTA GUZOWSKA

TOREBKI KRYMINALISTEK – MARTA GUZOWSKA

0
PODZIEL SIĘ

Koniec lata i koniec naszego torebkowego cyklu. Dzisiaj torebka Marty Guzowskiej, Zbrodniczej Siostrzyczki, pisarki i laureatki Nagrody Wielkiego Kalibru. Niedługo ukaże się trzecia jej powieść z cyklu z Mariem Yblem zatytułowana „Wszyscy ludzie przez cały czas”.

 

Przez lata dręczył mnie dylemat podobny do tego, jaki nęka Joasię Jodełkę: DUŻA torebka czy MAŁA. Nie udało mi się go zadowalająco rozstrzygnąć do czasu, kiedy trafiłam na torebkę ŚREDNIĄ, wyposażoną, podobnie jak torebka Agnieszki Krawczyk, we wszechświat równoległy. Bez względu na to, ile do niej zapakuję, zawsze coś się jeszcze zmieści. Bardzo chciałabym móc, podobnie jak Ania Fryczkowska albo Sasza Hady, popisać się „torebkę pisarki”, najlepiej z jakimiś intelektualnymi lekturami i bajeranckimi notesami. Prawda jest jednak taka, że na co dzień pracuję w domu, więc nie mam gdzie tych książek ani notesów nosić (ale mam je, mam!).

 

 

 

To, co nosić muszę:

– portfel – wypchany, ale bynajmniej nie kartami kredytowymi, tylko kartami lojalnościowymi różnych supermarketów i sieciowych sklepów papierniczych;

– grzebień – bez sensu, bo niedawno obcięłam włosy na krótko;

– dwa długopisy, bo ostatnio ktoś mi zarzucił, że niby pisarka, a nie ma czym pisać;

– kalendarz, bo ciągle zapominam kiedy, gdzie i z kim się umówiłam;

– okulary (w futerale), bo bez nich nie mogę przeczytać w kalendarzu, kiedy, gdzie i z kim się umówiłam. Uwaga, futerał jest pomarańczowy, żebym bez okularów mogła go łatwo znaleźć w torebce;

– dwa auta matchboxy, bo świetnie nadają się do awaryjnego zabawiania dzieci, moich i własnych, obojga płci. Lalek nie noszę, więc seksizm i tak dalej…

– mały notes – kiedyś chodziłam z dużym, ale i tak nic w nim nie zapisywałam, i doszłam do wniosku, że praktyczniej jest nic nie zapisywać w małym, człowiek się mniej nadźwiga…

– żuk w pleksiglasie – nie wiem, skąd się wziął, zapytajcie mojego syna;

– gumki do włosów z misiami – tu już łatwiej wymyślić, skąd się wzięły…;

– wizytówki, ale nie moje. Mam brzydki zwyczaj wrzucania otrzymanych wizytówek do czeluści torebki. Dobrą stroną tego zwyczaju jest jednak fakt, że przynajmniej zawsze wiem, gdzie szukać czyjegoś telefonu albo adresu. Moich wizytówek notorycznie zapominam i zawsze bazgrzę adres mejlowy i numer telefonu na skrawkach papieru, zazwyczaj na…

– …rachunkach ze sklepu. Tutaj tylko jeden, ale średnia to kilka;

– kosmetyczka, a w niej kredka do oczu i waciki, bo ciągle zapominam, że jestem umalowana i rozmazuję makijaż. W kosmetyczce też większa ilość plastrów z opatrunkiem i spray na drobne zranienia: to wersja letnia, kiedy dzieci szorują gołymi kolanami po betonie;

– to dziwne coś, z jednej strony białe, a z drugiej strony szare, to zestaw awaryjny dla mojej córki, która uczy się żyć bez pieluchy. Nie chcecie wiedzieć, co tam jest!