Już w księgarniach najnowsza powieść Lizy Marklund, wydany przez Czarną Owcę dziesiąty tom przygód Anniki Bengtzon zatytułowany ?Szczęśliwa ulica?.

Już jutro zamieścimy pytanie konkursowe, kto na nie odpowie, ma szanse wygrać egzemplarz ?Szczęśliwej ulicy?. A dziś przeczytajcie fragment:
?Człowiek jest w stanie znieść ból tylko do pewnej granicy. Potem mdleje. Świadomość wyłącza się, odmawia współpracy, jak przeciążony bezpiecznik. Żeby nie przekroczyć tej granicy, trzeba mieć dużo wrażliwości i doświadczenia.
Mężczyzna z młotkiem spoglądał na leżącego na łóżku osobnika z pełną rezygnacji cierpliwością.
– Ty decydujesz – odezwał się w końcu. – Skończymy, kiedy będziesz chciał.
Żadnej reakcji, ale był pewien, że jego słowa dotarły do adresata. Jego klient – zwykle tak ich określał, byli dla niego po prostu kolejnym zleceniem – był dość potężnym okazem homo sapiens. Dobrze umięśniony, zdrowa cera, cienka warstwa podskórnego tłuszczu. Powodowały nim względy ideologiczne i przekonania, a to zapowiadało komplikacje. Przestał wykonywać gwałtowne ruchy i pojękiwać, leżał spokojnie na łóżku. Miał na sobie spodnie i koszulę. Srebrna taśma klejąca wokół nadgarstków nie była już potrzebna, została tylko ta na ustach.
Mężczyzna spojrzał na swojego brata bliźniaka, na swoje lustrzane odbicie po drugiej stronie łóżka. Skinął do niego głową. Bliźniak pochylił się nad skrzynką z narzędziami. Zastanawiał się chwilę, a potem ręką w rękawiczce sięgnął po dłuto.
Mężczyzna z młotkiem znów skinął głową, jakby aprobując wybór.
Potem zamknął oczy i przez chwilę skupiał się na oddechu, na swojej obecności tu i teraz, jakby chciał poczuć własne ciało i ciężar narzędzia, które trzymał w ręku.
Na krótką chwilę zatęsknił za swoim magnum.
Prawda była taka, że całkowicie odeszli już od broni palnej jako narzędzia pracy. Broń zawsze wywołuje hałas, nawet jeśli jest wyposażona w tłumik. Ludzie reagują na jej widok bardzo mocno, a sznurek czy skrzynka z narzędziami są niewidoczne.
Czuł, że się dekoncentruje, że jego myśli się rozpraszają. Zapanował nad oddechem i łagodnie, acz stanowczo go wyrównał. Otworzył oczy i spojrzał na swojego klienta.
– Zamierzam dać ci szansę i pozwolić ci odpowiedzieć – powiedział łagodnie. – Ale jeśli zaczniesz krzyczeć albo zrobisz jakieś inne głupstwo, skończy się to dla ciebie bardzo boleśnie.
Klient nie odpowiadał. Miał zamknięte oczy, oddychał przez nos, chrapliwie, z wysiłkiem.
Mężczyzna odkleił kawałek taśmy, zaledwie kilka centymetrów, tak, żeby odsłonić usta.
– Jesteś gotów? – spytał. – Jedna chwila i twoja udręka się skończy.
Odkleił kolejny kawałek taśmy. Leżący na łóżku osobnik zaczerpnął powietrza, z jego gardła dobyło się gulgotanie. Zakasłał, z kącika ust poleciała strużka śliny.
Pochylił się nad jego uchem i głosem delikatnym jak aksamit wyszeptał:
– Gdzie ona jest?
Klient oddychał urywanie, oczy nadal miał zamknięte. Ale na pewno zrozumiał pytanie. Gałki oczne pod powiekami zaczęły się poruszać szybciej, ciało się napięło.
Mężczyzna znów pochylił się nad łóżkiem.
– Co powiedziałeś? Nie usłyszałem?
Klient najwyraźniej usiłował coś powiedzieć, coś zabulgotało mu w gardle. Dźwięki, które wydał, przypominały raczej pojękiwania niż słowa.
– Nie? wiem?
Mężczyzna westchnął. Zauważył, że jego lustrzane odbicie zrobiło dokładnie to samo.
– Przykro mi – powiedział, przyklejając z powrotem taśmę. Od spodu była mokra od śliny i nie chciała się dobrze trzymać. Następnym razem będzie musiał wymienić ją na nową.
– No to teraz sprawdzimy, jak wygląda sytuacja pod koszulą – stwierdził i zaczął odpinać guziki. Spod zaciśniętych powiek klienta poleciały dwie łzy.
– Spróbuj nie płakać – poprosiło lustrzane odbicie. – Nos spuchnie i utrudni ci oddychanie.
Widać było, że klient bardzo się stara robić to, o co go proszą. Chciał być posłuszny. Mężczyzna uznał to za dobry znak. Ostrożnie dotknął żeber. Klient jęknął. Krwiak rozlał się na cały bok, sięgnął okolic pępka. Pod skórą wyraźnie rysowały się pęknięcia.
– Kolej na trzecie – oświadczył.
Uniósł młotek, a jego lustrzane odbicie odciągnęło klientowi powieki. Źrenice zwęziły się pod wpływem światła, odruchy wciąż były prawidłowe. Powiódł palcami po klatce piersiowej, dokładnie wszystko odmierzył, uniósł młotek i uderzył, spokojnym, precyzyjnym ruchem. Żebro pękło z głuchym, lekko stłumionym trzaskiem. Ciałem wstrząsnęły konwulsje, oddech stał się szybki, płytki. Klient tracił przytomność. Brat bliźniak pochylił się nad nim.
– Wystarczy, że powiesz. Natychmiast skończymy.
Oczy klienta poleciały gdzieś do środka, widać było jedynie białka. Brat chwycił mocniej dłuto.
– Gdzie jest Nora??





