Strona główna Nasze książki Piotr Pochuro, Wiejski pejzaż

Piotr Pochuro, Wiejski pejzaż

0
PODZIEL SIĘ

Nie wiem, czy jest ktoś, na kogo nie działa urok wsi. Wsi spokojnej, wsi wesołej. Wiosną pełnej zieleni, zimą otulonej białym całunem śniegu. Odciętej od świata, żyjącej własnymi problemami. Takimi jak uprzykrzający życie sąsiad. Bo paskudzi szpetnie w kanałach odwadniających, przez co przy byle deszczu wieś tonie w kałużach. A sąsiad dalej ścina drzewa i buduje tamy w kanałkach odwadniających, przez co sołtys dostaje za swoje od reszty gromady. I co zrobić z tamoróbcą? Normalnie taki szkodnik dostałby w kły. To sprawdzony sposób. Dziś tak się załatwia konflikty, ojce tak załatwiali konflikty i dziady również. Jak rodziny wychodzą w pole, to z kołkami na podorędziu, aby w razie potrzeby mieć argument do dyskusji. Nawet czasem sąd przyjedzie w całym swym majestacie, aby na miejscu rozstrzygnąć, czyja jest w końcu droga przez pole, tej, czy tamtej rodziny. Ale sądowi nigdy nie udało się rozstrzygnąć sporu, bo szybciej wyjeżdżał, niż przyjeżdżał, gdy skonfliktowane rody zaczęły sobie tłumaczyć, kto jest na prawie, a kto łże jak pies.



Natomiast ten od tam to insza inszość. Nic się nie da z nim z robić, bo to bóbr. Ścina drzewa, zatapia łąki, bo takie jego prawo i rób, co chcesz. Krowy trzeba wypasać gdzie indziej pomstując na futrzanego szkodnika. Krowom to generalnie nie przeszkadza, rybom w stawie, w którym urzęduje imć bóbr też. Życie toczy się wolniej i zupełnie inaczej. Mam taki azyl. Uciekam do niego, gdy tylko mam choć chwilę wolną. Nie jest nawet daleko od wielkiego molocha, w którym, na co dzień mieszkam. Kilkanaście lat temu nabyliśmy z małżonką siedlisko, wraz z chałupką, chlewikami i stodołą, aby mieć gdzie spędzać wakacje z dziećmi. Aby i one nauczyły się rytmu wiejskiego życia, zakosztowały uroków obcowania z przyrodą. I tak się stało, wiele cudownych chwil spędziliśmy w tym urokliwym miejscu, dzieci powyrastały, tylko my, starzy z radością jedziemy zanurzyć się w zupełnie innym życiu, z dala od zgiełku wielkiego miasta, wśród sympatycznych i przyjaznych ludzi. Chałupka służy nam zgodnie ze swym przeznaczeniem, w chlewikach są porobione składziki rzeczy różnych: starych mebli, obrazów szwagra ciotecznego mojej żony, rowerów w całości lub częściach, namiotów, huśtawek i wszystkiego, co na takiej działce przydać się może, a nigdy użyte nie jest. A w stodole mamy siano i słomę naszych zaprzyjaźnionych sąsiadów oraz czasem garażują tam różne sprzęty gospodarcze. Nic dziwnego, że moi młodzi są oblatani w sprawach rolniczych, jak mało kto z ich rówieśników. Ostatnio pytam swoją pociechę, czy wie, co to siano a co słoma. Liczę na szybką odpowiedź, udzieloną bez wahania. Że siano to skoszona i wysuszona na słońcu trawa, a słoma to sucha łodyga zboża. Doczekałem się. Młody powiedział, że różnica miedzy nimi jest taka, iż jedno leży z prawej a drugie z lewej części naszej stodoły. Oczywiście pomylił strony.


www.pochuro.pl