Zapraszamy do lektury. Powieść do kupienia od 27 lipca. Warto!
„Poczuła, że krew uderza jej do twarzy. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Moreno otworzył właśnie drzwi i lekko popchnął ją do środka. Stanęła twarzą w twarz z Konstancją Green. W pierwszej chwili pomyślała, że padła ofiarą niesmacznego żartu. W wielkim, czarnym, skórzanym fotelu siedziała kobieta, która przypominała monstrualną ropuchę. Grube, niekształtne, obłe ciało opinała zielonożółta, zwężająca się ku dołowi suknia, nogi zaś zdobiły wielkie, puszyste kapcie w tym samym kolorze, z trzema wypustkami z przodu, jak łapy jakiegoś zwierzęcia. Cały ten przedziwny strój nadawał kobiecie wygląd odrażającego płaza, a wrażenie to pogłębiały szeroko rozstawione, umiejscowione jakby na bokach czaszki wyłupiaste oczy oraz usta, które co chwila nadymała, oddychając ciężko.
Widząc ich, jaśnie pani odłożyła na stojący obok masywny, dębowy stolik plik pomiętych kartek w tekturowej okładce. Jej wygląd, o czym Carla miała się teraz przekonać, był niczym w porównaniu z głosem. Nie przypominał rechotu ropuchy, ale to, co rozbrzmiało w jej uszach, stanowiło mieszankę syku jadowitej żmii i głębokiego bulgotu, który chwilami zamieniał się w nieznośny pisk.
??A, to ty? Leon mówił mi o tobie. Jak masz na imię?
??Carla. ? Skłoniła się i dygnęła jak mała dziewczynka. Przyszło jej na myśl, że to niewłaściwa metoda zachowania. Powinna była zrobić jak najgorsze wrażenie. Istniałaby wtedy szansa, że Konstancja Green nie przyjmie jej do pracy.
??Siadaj. ? Upiorna kobieta wskazała krzesło obok stolika, przy którym sama siedziała. ? Więc jesteś Portugalką? Masz jakąś rodzinę w Stanach?
Carla nie zdążyła odpowiedzieć. Od strony ogrodu rozległ się huk petard, a potem doszedł ich gwar ludzkich głosów.
Konstancja spojrzała na Moreno i syknęła:
??Co tam się dzieje?
??Nie wiem, jaśnie pani. Zaraz sprawdzę. ? Służący wybiegł z pokoju, zostawiając otwarte drzwi.

Sapiąc nieustannie, kobieta wstała i podeszła do okna, po czym otworzyła je. Wyjrzała z niego na ogród. Teraz można już było wyraźnie usłyszeć, co wykrzykiwali zgromadzeni tam ludzie: ?Precz z Greenami!?, ?Nieznane przykazanie na stos!?. Okrzyki przerywał huk odpalanych petard.
Powiał wiatr i przeciąg sprawił, że stos zmiętych kartek w tekturowej oprawie wylądował na podłodze, tuż pod nogami Carli. Dziewczyna rzuciła okiem na Konstancję, ale kobieta nie zauważyła, co się stało. W dalszym ciągu patrzyła przez okno.
Carla schyliła się. Nie podnosząc dziwnie wyglądającej książki, szybkim ruchem otworzyła ją na pierwszej stronie, gdzie zobaczyła napis: ?Salem, 1692 rok?. Szybko przerzuciła kilkanaście następnych kartek. Stanowiły coś w rodzaju zamkniętego rozdziału, dalej papier się zmieniał.
Przenosząc nieustannie wzrok z księgi na okno, próbowała czytać. Spojrzała na tekst na samym dole otwartej strony i szybko przeczytała: Zobowiązuję każdą z moich następczyń do kontynuowania naszego dzieła aż do końca. Ten zostanie wskazany nam we właściwym czasie.
A więc było to chyba coś w rodzaju księgi rodzinnej. Przewróciła kolejne kartki. Jedna z nich zwróciła jej szczególną uwagę, zawierała bowiem czarno-białą rycinę. Przyjrzała się uważnie rysunkowi, po czym nieomal krzyknęła z wrażenia.
Przed sobą miała coś, co przypominało stół, czy może bardziej rodzaj ołtarza obrzędowego służącego do składania ofiar rytualnych. Otaczało go grono dziwacznych osób, których wspólną cechą była nagość oraz odrażający wygląd. Na czele grupy stał ohydny stwór ? człowiek z głową kozła ? i trzymał w ręku nóż, a na blacie stołu leżało nagie kilkumiesięczne dziecko. Wyglądało to makabrycznie.
W korytarzu rozległ się tupot nóg. To z pewnością wracał Moreno. Zamknęła więc błyskawicznie księgę i uniosła do góry, z zamiarem położenia jej z powrotem na stoliku. Zrobiła to dokładnie w chwili, gdy wściekły i zdyszany służący wpadł do pokoju, a Konstancja, sapiąc, odwróciła się w kierunku fotela.
Oboje spojrzeli na dziewczynę i ruszyli ku niej.”




