Napisała Agnieszka Krawczyk
W oczekiwaniu na zapowiadaną przez wydawnictwo Prószyński i S-ka na 12 stycznia 2016 r. premierę nowej książki Johna Irvinga, czyli „Alei tajemnic”, chciałam się podzielić z Państwem kilkoma refleksjami na temat moich „ulubionych Irvingów”.
Nie wiem, czy pokusili się kiedyś Państwo, żeby przeczytać hasła dotyczące powieści Irvinga w polskiej Wikipedii – zaiste pouczająca to lektura. Mam nawet wrażenie, że notki te napisał jakiś kongenialny wielbiciel pisarza, są tak groteskowe i absurdalne. Przykład? Proszę bardzo, ciekawe, czy zgadną Państwo, o którą powieść chodzi: „Podobnie jak w wielu innych powieściach Irvinga w książce pojawiają się elementy fabuły związane z prostytutkami, zapasami, niedźwiedziami, wypadkami i absencją rodzicielską. Dodatkowo, jednym z głównych bohaterów jest pisarz.” To „Ostatnia noc w Twisted River”, powieść, za którą akurat nie przepadam (całość hasła z Wikipedi tutaj).
A tutaj już notka na temat jednej z mych ulubionych książek: „Powieść porusza tematy aborcji, prostytucji, skutków gwałtu i wychowywania dzieci w sierocińcu.” (całość notki tutaj). Tak, nie pomyli się Państwo – w ten sposób Wikipedia przedstawia nam „Regulamin tłoczni win” Johna Irvinga!
Z jedną uwagą wikipedystów muszę się zgodzić – tytuł jest przetłumaczony dosyć niefortunnie, ponieważ oryginalny: „The Cider House Rules” trafniej oddaje sens powieści. Młody Homer Wells, główny bohater książki, pracuje bowiem w tłoczni cydru, nie wina, a jabłka, sok jabłkowy i wytłoki tych owoców odgrywają bardzo ważną rolę. Ja ze swej strony, w ogóle oddaliłabym się od spraw związanych z winiarstwem i dała tytuł „Czas pokaże!”, bo to zaklęcie (inaczej nie mogę nazwać tego powiedzenia!) wciąż przewija się w powieści i słyszymy je z coraz to innych ust. Na marginesie powiem, że tytuł filmu wg tej książki brzmi „Wbrew regułom” i też jest do pewnego stopnia akceptowalny, choć banalny.

Co zatem ma pokazać czas? Homer Wells jest sierotą wychowywanym w domu dziecka w miejscowości St. Cloud’s – trudno zresztą dociec, skąd pochodzi ta napuszona nazwa małego nieważnego miasteczka, które było głównie miejscem zakwaterowania drwali. Sierocińcem zarządza dr Wilbur Larch, narkotyzujący się eterem i dokonujący na przemian aborcji i odbierający porody. Bo dr Larch mimo obowiązującej ówcześnie w USA ustawy zakazującej przerywania ciąży, uważa, że kobieta ma prawo wyboru. Może urodzić i pozostawić dziecko w jego placówce, albo usnąć ciążę. Do St. Cloud’s przybywają zatem kobiety, by rozwiązać swój problem, Larch zajmuje się również szukaniem rodzin adopcyjnych sierotom. Nie każdemu udaje się znaleźć dom – Homer Wells wraca kilkukrotnie z adopcji, na skutek – nie bójmy się tej aluzji – iście homeryckich wydarzeń: jedna z rodzin ginie porwana nurtem wezbranej rzeki. W ten sposób chłopak staje się „najstarszym sierotą” i pomocnikiem Larcha w obu „dziełach”: Bożym i Diabelskim. Wells jest przy tym przeciwnikiem aborcji i nie chce jej wykonywać. Proste i bezpieczne życie Homera komplikuje miłość. Za swoją ukochaną wyjeżdża do pracy w „Sadach z Widokiem na Ocean” i staje się uczestnikiem osobliwego trójkąta miłosnego. „Czas pokaże” – te słowa mają wyjaśnić wszystko i zastąpić każdy trudny wybór. Czas pokaże, którego mężczyznę wybrać, czy przyznać się do zdrady, wreszcie, czy powiedzieć prawdę własnemu dziecku. Samotny i starzejący się dr Larch szykuje tymczasem w zaciszu sierocińca iście diabelską intrygę – chce zmusić zarząd placówki, by zaakceptował na stanowisko następcy doktora, kandydata, którego on wybrał. A ponieważ zarząd nie cierpi Larcha sytuacja wydaje się bez wyjścia…
„Regulami tłoczni win” to jedna z moich ulubionych książek Irvinga. Jak zwykle jest to powieść pikarejska i o formowaniu. Wells przebywa długą drogę, by odnaleźć w życiu swoje miejsce i pogodzić się ze światem. Podoba mi się, że obaj główni bohaterowie są po prostu dobrymi ludźmi. Larch ze swoimi natręctwami, obawami i ciągłym zamartwianiem się, i Wells z wahaniami, bezwzględną potrzebą uczciwości i pragnieniem miłości. „Dobranoc, książęta Maine, królowie Nowej Anglii” mówi na pożegnanie chłopcom Larch, gdy kończy już czytanie Dickensa. Tak naprawdę książętami Main, królami Nowej Anglii są Larch i Wells, dwie strony tego samego medalu.
No właśnie Dickens. Homer Wells szczególnie lubi „Dawida Copperfielda”, zaś bohater mojej kolejnej ulubionej książki, czyli „W jednej osobie” Billy Abbot – „Wielkie nadzieje”.

Gdybym miała napisać hasło dotyczące „W jednej osobie” na wzór z Wikipedii, pewnie brzmiałoby tak: „Powieść porusza typowe tematy Irvinga: zapasy, młodość w internacie, pobyt w Wiedniu, odmienności seksualne. W tej książce nie występują niedźwiedzie, ale bohater jest pisarzem.”
„W jeden osobie” to powieść o różnych stopniach odmienności. Billy Abbot odkrywa w sobie orientację biseksualną, co trwa wiele lat, jest niełatwe i momentami bolesne. Panna Frost, bibliotekarka, którą jest zafascynowany, także ma swoją tajemnicę związaną z odmiennością, tajemnicę zasugerowaną w pierwszym rozdziale i wprowadzoną, pięknym, po irvingowsku nośnym tekstem: „Och, wiatry zmian: nie owiewają łagodnie miasteczek w północnej Nowej Anglii”. Billy jest bardzo samotny: w szkole, w rodzinie, wśród przyjaciół/znajomych ze szkoły. Jest dziwny, ale jego dziwność nie koncentruje się w jego biseksualności. Po prostu jest zbyt refleksyjny i za głęboko przygląda się światu. A świat nie lubi być podglądany. Bohater odczuwa przy tym „pociąg do niewłaściwych osób”, jak delikatnie określa to jego rodzina, co można rozumieć wielorako – jako seksualną orientację właśnie, ale także jako fascynację wszystkimi outsiderami.
„W jednej osobie” to także książka o epidemii AIDS, która spowodowała w USA tzw. „wielkie wymieranie”. Brak skutecznych leków przeciwwirusowych i tempo rozprzestrzeniania się choroby sprawiło, że w USA w latach 80. masowo umierali przede wszystkim homoseksualiści.
Opis epidemii zawarty w „W jednej osobie” jest przejmujący. Billy obserwuje śmierć wielu swoich przyjaciół i dawnych partnerów. Nie jest to śmierć ładna, ani bezbolesna – ofiary choroby umierają wyniszczone zapaleniami płuc, różnymi nowotworami i grzybicami. Abbot jest bezpieczny – dawno temu, pewien lekarz doradził mu bezwzględne używanie prezerwatywy we wszystkich kontaktach. W ten sposób uratował bohatera przed zakażeniem.
Miłość i pożądanie w „W jednej osobie” toczą się więc w cieniu śmierci. W cieniu śmierci, wyobcowania i społecznego braku akceptacji. Billy jest jednak pisarzem, i to twórczość daje mu oddech i możliwość ucieczki. Abbot, opowiadając o własnym życiu, przekazuje nam ważną prawdę: „Kształtuje nas to, czego pragniemy” – i gdy się nad tym zastanowimy, trudno mu odmówić słuszności.
Zatem jak to właściwie jest? Czy „czas pokaże”, czy „ukształtują nas nasze pragnienia”? Na to pytanie każdy z czytelników Irvinga musi znaleźć własną odpowiedź.
Za „Regulamin tłoczni win” dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka, „W jednej osobie” pochodzi z mych własnych zbiorów (także wydawnictwo Prószyński i S-ka).





