Recenzja Agnieszki Krawczyk
„Ostatnie śledztwo” to trzecia, zamykająca cykl, część opowieści Anety Ponomarenko o parze detektywów, czyli agencie-poruczniku Jezierskim i lekarzu Zaifie, których wspomaga policmajster Jan Poraj. Wszystkie trzy części, a więc „Strażnik skarbu”, „Dom śmierci” i „Ostatnie śledztwo” toczą się w starannie odtworzonych przez autorkę realiach XIX-wiecznego Kalisza.
Tym razem mamy rok 1900, czyli ostatni rok XIX stulecia, jesteśmy już właściwie na progu XX wieku i nowoczesności. W Kaliszu elektryzuje wszystkich otwarcie Wystawy Archeologicznej, mieszczącej się w budynku Towarzystwa Wzajemnego Kredytu. Na wystawę przyjechało mnóstwo ciekawych eksponatów wypożyczonych od prywatnych kolekcjonerów, często są to zabytki wręcz unikatowe. Trudno więc się dziwić, że Kalisz pęka w szwach od przyjezdnych, którzy chcą tę atrakcję zobaczyć. Nocą w budynku Towarzystwa Wzajemnego Kredytu dochodzi jednak do morderstwa – zasztyletowany zostaje stróż, a tuż pod budynkiem, w niewielkim zaułku, właściwie łączniku pomiędzy ulicami, ofiarą podobnej zbrodni pada niemłody już żebrak.

Jednocześnie do Kalisza przyjeżdża panna Garszyńska (znana z poprzednich części), by znanemu kolekcjonerowi sprzedać część zabytkowych przedmiotów, które odziedziczyła po ojcu. Dziewczyna, idąca na spotkanie ze swoim stryjem, zostaje niespodziewanie napadnięta przez zamaskowanego mężczyznę.
Policja ma pełne ręce roboty – morderstwa wydają się związane z otwarciem wystawy. Być może stróż nakrył w salach ekspozycyjnych złodzieja, który usiłował coś skraść? Dlaczego jednak zginął żebrak i czy w jakiś sposób to wszystko wiąże się z napadem na młodą szlachciankę?
To śledztwo musi poprowadzić ktoś doświadczony – agent Jezierski porzuca więc szczęśliwie wiejskie życie w swoim majątku, sześć wiorst od Kalisza i razem z doktorem Zaifem – przybyłym na wypoczynek z Ameryki – zmierzy się ze skomplikowaną i mroczną zagadką. Bo nic tu nie jest tym, czym się wydaje. Zbrodnie mnożą się i trudno jest wpaść na ich logiczne wytłumaczenie.
Książkę Ponomarenko czyta się bardzo dobrze. Intryga jest wartka, sprawnie poprowadzona, a rozwiązanie – zaskakujące. Autorka dołożyła wiele starań, by solidnie udokumentować przedstawione w powieści fakty i jednocześnie w całym cyklu ukazać, jak zmieniał się Kalisz od 1888 r., kiedy toczy się akcja „Strażnika skarbu”. Do tej pory Kalisz był dla mnie jedynie sympatycznym, choć dość prowincjonalnym Kalińcem z „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej, teraz miał okazję stać się scenerią zbrodni. Przyznam, że bardzo lubię miejskie kryminały retro. Ponomarenko umieściła akcję swoich powieści w czasach zaborów, rysując przy okazji ciekawe tło społeczno-polityczne. Interesująca jest tutaj szczególnie postać rosyjskiego gubernatora M.P. Daragana prowadzącego jawnie propolską politykę i narażającego się tym Ochranie i carskiej administracji. To dalekie echo „Przyjaciół Moskali”, o których pisał Mickiewicz i dowód, że nie wszyscy rosyjscy urzędnicy byli wyłącznie biernymi acz chętnymi wykonawcami zarządzeń z Moskwy i rusyfikatorami. Postaci głównych bohaterów agenta Jezierskiego i doktora Zaifa są także dobrze narysowane. Porucznik to prawdziwy agent śledczy, któremu nie umyka żaden szczegół, a umiejętność kojarzenie pozornie nieważnych faktów, decyduje o powodzeniu śledztwa. Doktor jest prawdziwą encyklopedią nowoczesnej medycyny. Potrafi odczytać wiele śladów kryminalistycznych i w ten sposób dokonać trafnych spostrzeżeń na temat sprawcy. Do kompletu dodała Ponomarenko policmajstra Poraja. To dzielny uczeń obu swoich mistrzów. Choć nie posiada szkolnego wykształcenia, pragnie nauczyć się jak najwięcej od swoich mentorów, i być jak najlepszym śledczym. Jest też cierpliwy i dokładny, kieruje się głównie dobrem innych ludzi. Taka trójka musi zatem rozwiązać tę skomplikowaną zagadkę – a jak mówiłam – finał może zaskoczyć nawet uważnego czytelnika.
Powieść Ponomarenko to znakomita propozycja dla osób, które lubią inteligentnie poprowadzoną intrygę, osadzoną w starannie odtworzonych realiach historycznych. Akcja biegnie wartko, a szczegóły historyczne nie przytłaczają, starannie malując dalszy plan. Niewiele wiedziałam o Kaliszu, ale dzięki tej książce zainteresowałam się miastem i jego historią. Szkoda, że było to już „Ostatnie śledztwo” Zaifa i Jezierskiego!
I na koniec chciałam zwrócić uwagę na piękną okładkę, dobraną zresztą starannie do całego cyklu „Calisia”. Wydawnictwo Szara Godzina naprawdę przykłada wielką wagę do okładek, co zdecydowanie wyróżnia to wydawnictwo na rynku kryminałów, a twórczynią tego sukcesu jest ilustratorka Anna Damasiewicz.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Szara Godzina





